Facebook Google+ Twitter

Tomasz Stańko: Samotnik ale nie samotny

  • Źródło: ngo.pl
  • Data dodania: 2006-10-12 09:25

Z “królem” polskiego jazzu rozmawiamy o muzyce, refleksji i intuicji niezbędnej do komponowania.

fot. MWMEDIAKoncertuje Pan w różnych miastach i różnych salach. Czy są dla Pana bardziej i mniej prestiżowe miejsca i koncerty?
– Nie. Dla mnie wszystkie są jednakowo ważne...

Grał Pan z całą światową czołówką jazzmanów, bo i z Donem Cherrym, i z Jackem de Johethe, Daavem Hoolaudem, Eddie Gomezem, Kenny Wheelerem i wieloma innymi. Czy chciałby pan jeszcze z kimś zagrać?
– Nie mam takich marzeń. Wielokrotnie pytają mnie o to dziennikarze i zawsze jestem zakłopotany, co odpowiedzieć.

Porozmawiajmy o samym jazzie. Czy jazz jest muzyką dla przyjemności?
– Nie sądzę. Dla mnie nie. To zresztą zależy, jak artysta gra.

W takim razie inaczej: czy jazz jest bardziej dla ducha, czy dla ciała?
– Zależy, jaki jazz. Szalone frazy Parkera gra wiele osób, muzycy potrafią łatwo naśladować. Dlatego podkreślam, że ważny jest człowiek, muzyk, a nie jazzowy styl.

Jednak w jazzie dominuje rytm, który jest związany z tańcem, ruchem ciała.
– Tak, ale np. w Afryce taniec służył nie tylko przyjemności, ale także wzmocnienia energii, religii, wprowadzenia w ekstazę. Taniec, ruch funkcjonują nie tylko jako zabawa. To szerokie zjawisko. Prawdą jest, że rytm wychodzi z ciała, ciało odczuwa go najdokładniej. Nigdy nie uzyskasz takiej dokładności, stukając leciutko palcem, jak wtedy, gdy wprawisz ciało w stały, monotonny ruch. Dobry wirtuoz pracuje ciałem. Ciałem jest łatwiej „prowadzić czas”, utrzymać nad nim kontrolę.

Czy w swoich kompozycjach posługuje się Pan przede wszystkim intuicją?
– Tak, moje kompozycje są pozornie proste, ale naprawdę długo nad nim pracuję. Ale ze mną nie jest tak, że ja bez przerwy komponuję. Piszę, tworzę muzykę na określony temat, do konkretnego filmu czy sztuki teatralnej. Na koncertach zwykle improwizuję. I postępuję tak, żeby każdy mój koncert był wynikiem pewnych moich muzycznych przemyśleń.

Pańska muzyka jest po trosze nostalgiczna. Czy jest Pan takim właśnie człowiekiem – skłonnym do zadumy, refleksji?
– Można tak powiedzieć...

Kiedyś wyznał Pan, że muzyka jest zazdrosna i nie znosi konkurencji. Czy dlatego wiedzie Pan życie samotnika?
– Tak, jestem samotnikiem, ale bynajmniej człowiekiem samotnym. Ciągle muszę to korygować i wyjaśniać, żeby nie obraziła się żona i córka. Nie mieszkamy razem, jednak niedaleko. Wystarczy, że zatelefonuję i już pijemy herbatę, robimy kolację, wychodzimy gdzieś. To dla mnie komfortowa sytuacja, że mieszkam sam, bo umożliwia mi prowadzenie rozmowy z samym sobą i pozwala na snucie różnych dywagacji. To jest bardzo kreatywne i nikt nawet nie wie, jak potrzebne.

Rozmawiał Janusz Świąder

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (1):

Sortuj komentarze:

Z panem Tomaszem trzeba umiejętnie rozmawiać, w tym wywiadzie pytania zionęły tendencją i merytoryczną powierzchownością, toteż odpowiedzi pana Stańki były bardziej "na odczep się". In minus.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.