Facebook Google+ Twitter

Topienie Marzanny - zapominamy o swoich obyczajach?

Wczoraj nieliczne i niezidentyfikowane grupki dopuściły się zbrodni na Marzannie. W procederze tym czynnie uczestniczyły dzieci. Ze względu na drastyczność scen nie zamieszczam żadnych zdjęć...

Wiem, że to brzmi strasznie, ale gdy byłam dzieckiem (nastolatką zresztą też) pierwszy dzień wiosny był nie tylko okazją do "zerwania się ze szkoły" (ach, ten dreszczyk emocji, gdy człowiek robi coś zakazanego "od święta"). Był dniem, w którym żegnaliśmy się z zimą w sposób radosny i oddający ducha obyczajów przodków. Myślę tu oczywiście o zwyczaju topienia Marzanny.

Ta słowiańska bogini-demon symbolizuje nie tylko zimę, ale i śmierć. Nosi wiele zapomnianych już imion: Mora, Marena, Śmiercicha. Wizerunkiem Marzanny jest kukła zrobiona ze starych szmat, gazet lub słomy, którą pogańskim obyczajem topiono bądź palono aby przywołać wiosnę.

Powołując się na zasady magii sympatycznej antropologa Jamesa Frazera "przez zabicie uosobienia śmierci i zimy powodujemy "wyrugowanie" efektów sztachety w płocie / Fot. Ewa Szafranowiczprzezeń wywołanych i zaklinamy do przyjścia wiosnę". Ciekawe, że mimo aktywnego działania Kościoła (zakaz w 1420 roku na Synodzie Poznańskim) zwyczaj ten przetrwał do dziś. W międzyczasie - co ciekawe - Kościół podjął próbę zastąpienia tego zwyczaju innym: wyrzucaniem z wieży kościelnej kukły Judasza. Ten powstały na przełomie XVII i XVIII wieku pomysł w niektórych częściach kraju (np. do dziś praktykowany na Śląsku Cieszyńskim) przyjął się w środę przed Wielkanocą, jednak samej Marzanny nie udało się Kościołowi "zgubić w mrokach dziejów". Co do sprawy "kukły Judasza", nie wiem, czy pamiętacie głośną sprzed 3 lat sprawę, kiedy to działacze LPR określili ten obrzęd jako "okultystyczny" i zażądali jego zakazania. Oczywiście, jako argumentu "za" użyli częstego w tamtym okresie wniesienia sprawy do sądu o "obrazę uczuć religijnych miejscowych katolików". Cóż, przeminęło LPR, a Marzanna trzyma się mocno.

Choć może nie dość mocno, bo nad Wisłą widziałam zaledwie kilka grupek kontynuatorów tego obyczaju. Dzieci, młodzież, a nawet (o zgrozo) dorośli w pierwszym odruchu mówili o wagarach w dniu 21 marca. "O tempora, o mores", pozostaje krzyknąć. Chyba, że Wy macie inne spostrzeżenia.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (1):

Sortuj komentarze:

Oj prawda! Zachęcam do odwiedzin... link

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.