Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

171663 miejsce

Tort czekoladowy

Przyszedł dzień studniówki i panie z komitetu rodzicielskiego krzątały się pracowicie. Na stołach ustawionych w podkowę i nakrytych białym papierem rozmieszczały talerze, sztućce i półmiski z kanapkami, ciastkami oraz butelki z oranżadą.

Grono zacnych pań, matek maturzystów krzątało się pracowicie szykując studniówkę. Każda z nich zadeklarowała przyniesienie wykonanych własnym sumptem smakołyków, kilka biedniejszych – oferowało do pomocy własne ręce przy urządzaniu sali gimnastycznej, mającej tym razem służyć za bankietowo – balową.

Na stołach ustawionych w podkowę i nakrytych białym papierem rozmieszczały talerze, sztućce i półmiski z kanapkami, ciastkami oraz butelki z oranżadą. Szczyt podkowy, gdzie miało zasiąść szacowne grono nakryty był obrusami i właśnie jedna z matek stawiała pośrodku paterę tortem.

-„cy pani sobie zdaje sprawę, co to jest tort cekoladowy?” – zasepleniła charakterystycznie przez szparę w uzębieniu wytworna matka jednego z uczniów do stojącej obok innej, która bez wkładu materialnego pomoc w całej imprezie świadczyła.
- „bo mój Andzejek, prosę pani, będzie doktorem, gabinet ma po wujasku i jus nawet cewnik potrafi załosyć” – tokowała dalej dla podkreślenia dzielącej je przepaści.

Syn owej pani, dziedziczący dużej klasy męska urodę po ojcu – podobno (jak szeptano) ofierze Katynia, był oczkiem w głowie nie tylko swej matki. Całą rodzinę utrzymywał wujaszek, doktor z przedwojenną praktyką i własnym gabinetem. Do rodziny, prócz owej pani należała przede wszystkim szanowna małżonka doktora, dama wytworna acz utykająca na lewa nogę, oraz służąca, która - zapewne z szacunku dla swych państwa - utykała na nogę prawą.

Żona doktora czuwała nad mężem dyskretnie za drzwiami gabinetu, gdyż zdarzało się, że zaczynał pokrzykiwać na pacjenta plotąc z nagła dyrdymały, co wymagało natychmiastowej interwencji, czyli wstrzyknięcia nawet przez spodnie dawki morfiny. Doktor bowiem w wyniku przewlekłego a bolesnego schorzenia popadł był w nałóg, co nie przeszkadzało że pacjentów miał licznych, a praktykę dostatecznie bogatą, by utrzymywać rodzinę na wysokim poziomie, zaspakajać zachcianki ukochanego bratanka, a nawet dysponować wolantem zaprzężonym w dwa cuganty.

Tak bowiem doktor jeździł do pracy w powstałym po wojnie ośrodku zdrowia. Również pani doktorowa i jej szwagierka na niedzielne nabożeństwo, w eleganckich kapeluszach i srebrnych lisach zwisających z ramion wożone były ekwipażem. Wypasione konie z fontaziami przy uprzęży szły stępa, woźnica strzelał z bata i pięknie było.

Zdarzyło się jednak któregoś dnia, że wujaszek po prostu umarł i w tym momencie wyszła na jaw rzecz straszna: rodzina nie miała żadnego zabezpieczenia materialnego na dalsze życie. Doktor nie był ubezpieczony, a i składek do istniejącego PTL* nie opłacał; tak więc na pomoc z tej strony, mimo solidarnych wysiłków kolegów lekarzy, rodzina, poza jakąś składkową zapomogą, doktorowa liczyć nie mogła.

Tragiczna w skutkach i bezprzykładna degrengolada zaczęła się od zwolnienia wieloletniej służącej, bez pieniędzy ani uprawnień do renty. Nieszczęsną zajęli się dobrzy ludzie i opieka społeczna. Potem nastąpiła wyprzedaż wszystkiego, cokolwiek miało wartość i tak kolejno zmieniły właścicieli: Bechstein, wyposażenie gabinetu lekarskiego, srebrne lisy, meble.

Wdowa po doktorze wybrała wyjście jedynie słuszne w tej sytuacji umierając wkrótce po mężu. Została matka z ukochanym synem, który miał po śp. wujaszku dziedziczyć fortepian, gabinet i praktykę. Zamieszkali w jakiejś izdebce zwalniając zajmowane piętro kamienicy, matka nauczyła się pisać na maszynie, lecz lichą pensyjkę na ogół konsumował syn zamieniając ja na płynną zawartość kieliszków a brakujące kwoty wytrząsając z matki ręcznie. Zmarła wreszcie i matka.

Trudno po latach prześledzić losy człowieka który dostał od rodziny zbyt wiele, a postawiony w obliczu życia znalazł tylko jeden sposób na jego realizację: ciężki alkoholizm sprowadził pięknego chłopca do roli więźnia (nikt nie wie za co), łajzy żebrzącej u znajomych o kilka złotach na wódkę, gruźlika a wreszcie - znalezionego po kilku dniach - zmarzniętego trupa, pochowanego ostatecznie po długich deliberacjach na koszt gospodarki komunalnej.
W pace zbitej z desek, bez celebry, w ubogim grobie matki. Ech! Życie...

* Polskie Towarzystwo Lekarskie

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (16):

Sortuj komentarze:

"iż szkoda takiej inteligencji i takiego pióra na marnotrawienie energii na próbę zaistnienia jako wamp w24."

Mi nie szkoda. Piszę wtedy i to, co chcę, tak lubię.
A co do pana uwag nt. twórczości p. Jadwigi. Pewne jest, że podobają mi się jej opowiadania, przede wszystkim dlatego, że nie są nudne. Mają w sobie coś, taki bunt, co mnie porusza. I wiem, że one bronią się same i naprawdę nie musi Pan walczyć z wyimaginowanymi wrogami p. Jadwigi.

Słyszał Pan o tzw. rzeczywistościach alternatywnych?
Pozwoliłam sobie na taką właśnie zabawę. Czytając o tragicznym losie przedwojejnnej inteligenckiej rodziny, postanowiłam przenieść ich do tej innej. Co w tym złego, p. Andrzeju, że syn bohatera katyńskiego spoczął w marmurowym grobie wraż z resztą rodziny Miłorzębskich, co w tym złego, powiadam, że tak dotychczas niewdzięczni wobec Doktorostwa mieszkańcy mogli kupić złote chryzantemy i uczcić w ten sposób pamięć Doktora, który z pewnością nieraz ratował zdrowie, a nawet życie ich dziadkom? A może i niektórzy pamiętają, jak ich samych z dyfterytu wyleczył, gdy byli dziećmi?

A Odkupienie nastąpiło za sprawą nieślubnej córki Andrzeja, ktora to jakimś cudownym zrządzeniem losu odziedziczyła wszystko to, co miłorzębskie geny miały dobrego. Dzięki inteligencji, pracowitości i prawości zrobiła karierę w Ameryce, by zainwestować zaoszczędzone pieniądze w rodzinnej miejscowośći Ojca, który w nielicznych chwilach trzeźwości powtarzał: " Ja nic dać Ci nie mogę, ale ufam, że Opatrzność nad tobą, córuś, czuwa".

Ale dość przynudzania, p. Andrzeju, zajmujmy się tematyką pana interesującą. Dzięki linkowi red. Nowackiego przeczytałam Pana tekścik i czuję, ze chciałby Pan podyskutować o aborcji. To rzeczywiście temat świeży, dawno już na Wiadomościach nie poruszany, sądzę, ze możemy płomiennie się ścierać na ten temat i na tych płomieniach wznieść się ponad poziomy.
Czy zechce pan, Andrzeju, zalożyć stosowny wątek na Forum, a ja entuzjastycznie pomogę wąteczek rozkręcić?
miłego roberka,
A.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Dziękuję Ci Pawle, że przekonałeś Panią Agnieszkę do pisania. I w moim zamyśle było przekonanie jej do tego. Uwagi zaś miały na celu zasugerowanie, iż szkoda takiej inteligencji i takiego pióra na marnotrawienie energii na próbę zaistnienia jako wamp w24.
Co zaś do moich uwag pod adresem moderatorów, to powiem tak: od roku bardzo uważnie śledzę poczynania redaktorskie. I na tej uwadze poprzestanę...
Pozdrawiam serdecznie; liczne dłonie całuję, inne ściskam i wracam do kolejnego robra.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Andrzeju skąd wiesz lepiej, co redaktorzy dostrzegli (a raczej, jak sugerujesz, czego nie dostrzegli) w tekście Agnieszki? Może nie czytamy tego co pisze autor w komentarzach?
Cytuję "Calość jest parodią, jak widać, i jako taka wymaga takiej a nie innej formy:)"

Jest w dziale "Na luzie", ma takie samo prawo tam istnieć, jak
Twój tekst jest też w tym dziale...
link y_23596.html
Niby dlaczego tekstu Agnieszki miałoby tam nie być?

Swoją drogą przypisuję sobie spore zasługi w tym, że Agnieszka zgodziła się zostać i pisać, choć za swoję ostre komentarze i wpisy na Forum była mocno atakowane.

To prawda, że jej komentarza nie składają się z samych ochów i achów do czego - niektórzy Autorzy - się bardzo przyzwyczaili. Jak i Ty będę bronił twórczości Jadwigi, ale miejsce w tym serwisie jest także dla Agnieszki.
:) Pozdrawiam niedzielnie...

Komentarz został ukrytyrozwiń

Pani Agnieszko:) zechce Pani wybaczyć mój - być może zbyt mało elegancki - komentarz. Ośmielam się go wpisaś, co zapewne jest objawem postępującej obojętności wobec płci odmiennej ("gdy zaczyna służyć sofa do drzemki").
Otóż: z największym zainteresowaniem obserwuję Pani (godną podziwu) chęć zaistnienia w w24. Ubolewam nad tym, że przede wszystkim jako opozycjonistka wobec wszystkiego co napiszą inni (pomijam milczeniem '"Patogenne...", w którym to tekscie zakpiła Pani sobie z redaktorów moderujących - co nota bene nie jest wyjatkową sztuką!). Szczególną niechęcią darzy Pani teksty Pani Jadwigi. Czemu? Nie dostrzega Pani niezwykłej urody tych tekstów - jakże odbiegających poziomem od portalowej szarzyzny, bylejakości... ?
Zechce Pani przyjąć wyrazy szczerego ubolewania z powodu skłonności do pozostawania w stanie wiecznej opozycyjności. A stan ten jest zarówno Pani jak i moim udziałem.
Pozdrawiam serdecznie

Komentarz został ukrytyrozwiń

Pani Agnieszko - rozumiem, że moj tekst stanowił inspirację do napisania dalszego ciągu, ale Pani fantazja, refleksje i radosna twórczość zasługują na byt samodzielny.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Wie zatem Pani, co mam na myśli. Zastanawiam się, czy Ci, ktorzy żyli kiepsko i smutno, nie zasługują na nieco słodyczy w naszej pamięci. Prawdopodobnie jestem dziedzicznie obciążona, ale Umarli z mojej przeszłości z biegiem lat stają się coraz piękniejsi. Wiem, że życie nie oszczędzało również moich najbliższych, ale cóż zrobić, że ich Przeszłość wygląda jak..a fe..pocztówa? ;) Niebieskie niebo, nieco deszczu, ale tylko po to, by trawa była zielona,. nieco łez, a nad tym wszystkim mądrzy i dobrzy Dziadkowie, ktorych już nie ma...
Prawdopodobnie mamy Pamięć Wybiórczą, albo tak jak w filmie "Czekolada" gorycz stosujemy jako przyprawę...
miłego wieczoru, p. Jadwigo, i proszę nie mieć za złe mojej radosnej twórczości :)

Komentarz został ukrytyrozwiń

Bardzo ciekawe opowiadanie. Gratuluje pięknego tekstu.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Czytałam.

Komentarz został ukrytyrozwiń

To już wiem, p. Jadwigo, że Pani historie to prawda. Ale nie sądzę, by p. Andrzej, spoczywający pod ciemną i zimną płytą, miał mi za złe to drobne upiększenie.
Czy czytała Pani "Tatę" W. Whartona?
pozdrawiam,
A.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Piękna choć smutna opowieść (+)

Komentarz został ukrytyrozwiń

Dziękujemy za Twoją aktywność w serwisie wiadomosci24. Do zobaczenia niebawem w innym miejscu.

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl
#PRZEPROWADZKA: Dowiedz się więcej

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.