Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

9907 miejsce

Tragedia w kopalni Halemba. Co tam naprawdę się stało?

  • Źródło: Dziennik Zachodni
  • Data dodania: 2006-11-25 07:31

Cała Polska pogrążona jest w żałobie. Przed wejściem do Halemby płoną tysiące zniczy. Modlą się górnicy. Za dusze zmarłych, za ich rodziny, ale i za siebie. Za swój szczęśliwy powrót do domu.

Tymczasem 1030 metrów pod ziemią nadal trwa akcja ratownicza. Nie skończy się szybko. Ekipy przemierzają wyrobisko. Zbierają dowody, przywracają bezpieczeństwo.

Fot. Arkadiusz Ławrywianiec/Dziennik Zachodni

Ratownicy, którzy wyjeżdżają z akcji, nie chcą rozmawiać. Wychodzą z kopalni w milczeniu. Idą pod zegar, zapalają znicze i odchodzą. Są przygnębieni tym, co się stało. Na powierzchnię wywieźli tylko zwłoki. Nie anonimowe, choć nierozpoznawalne. To ciała przyjaciół. Górników z którymi jeszcze tydzień temu żartowali, kłócili się, a potem szli na piwo. - Dajcie spokój. Nie pytajcie. Po prostu robimy swoje. Nie myślimy o niebezpieczeństwie. To cmentarzysko. Lepiej pomódlcie się z nami - mówili ratownicy do dziennikarzy.

Nie wiadomo, jak długo potrwa podziemna akcja. Może kilka dni, może kilkanaście. Miejsce, w którym we wtorek doszło do wybuchu metanu, a być może także pyłu węglowego, nadal nie jest bezpieczne. Dzięki ciągłemu wietrzeniu poziom metanu spadł tam do poziomu 1,7 proc. Gdyby przekroczył 2 proc. zastępy musiałyby opuścić teren. - Tam mogą być "zaciski", w nich może ukrywać się gaz. Może go wydmuchać - mówił DZ Lech Krupiak, ratownik z Okręgowej Stacji Ratownictwa w Bytomiu.

Nad bezpieczeństwem ekip czuwa zaawansowana technika. Ale we wtorek przed 16.30 te urządzenia też tam były. Wtedy zawiodły. To nie może się powtórzyć. Tam pod ziemią jest nadal 30 st. C. Mało tlenu. Pył. Pracować można tylko w aparatach tlenowych. Wszystko po to, by przywrócić w chodniku atmosferę nadającą się do oddychania. Wtedy na dół będzie mogła zjechać komisja Wyższego Urzędu Górnictwa i prokuratorzy.


Pod koniec marca powinniśmy poznać przyczyny tragicznego wybuchu w Halembie

Koniec marca - to wstępny termin zakończenia prac komisji ekspertów powołanej przez Wyższy Urząd Górniczy. Zleciła ona wykonanie sześciu ekspertyz. Czy to pozwoli na poznanie prawdy o tragedii? Wczoraj komisja zebrała się po raz pierwszy, obradowała oczywiście w Halembie. Tuż obok ogromnego zegara, pod którym płonęły tysiące zniczy. Położono je tam w hołdzie 23 górnikom, którzy zginęli w wybuchu metanu. Zaś pod ziemią, na poziomie 506 - w nieludzkich warunkach ciągle pracowały zastępy ratowników.

Komisja jej plany, ustalenia - były ważne, ale wczoraj w Halembie niewielu górników o tym myślało. Na zadanie pytania: - Dlaczego? - przyjdzie dla nich czas, gdy tragicznie zmarli spoczną na cmentarzu. Terminy pogrzebów nie są jeszcze znane. Udało się zidentyfikować tylko dwa ciała. Z pozostałych pobrano próbki. Zostanie zbadane DNA. To potrwa jeszcze kilka dni.

- Tam pod ziemią nadal trwa akcja ratunkowa. Dopiero po jej zakończeniu będzie można przeprowadzić wizję lokalną. To może być dopiero przyszły tydzień - mówi Jan Sienkiewicz, rzecznik kopalni.

W chodniku, w którym doszło we wtorek do wybuch metanu nadal nie da się oddychać. Za dużo pyłu i za mało tlenu. Jest też strasznie gorąco. Teraz, kiedy wywieziono na powierzchnię ciała wszystkich ofiar katastrofy, ratownicy mogli skupić się na przywracaniu bezpieczeństwa.

Do komisji zaprosiliśmy także przedstawicieli NIK, Prokuratury Okręgowej, PIP, policji. Będziemy analizować zagrożenie metanowe i pożarowe przed katastrofą, stan przewietrzania wyrobisk, technologię prowadzenia prac rozbiórkowych, działanie czujników metanu i oczywiście przebieg akcji ratunkowej. Jeśli zajdzie taka potrzeba, zakres prac zostanie rozszerzony - mówił wczoraj Piotr Buchwald, prezes WUG. Przełomem w pracy komisji będzie wizja lokalna. - Następny raz eksperci spotkają się w połowie grudnia. To wstępny termin. Mam nadzieję, że do tego czasu uda się przeprowadzić wizję - podkreślał Buchwald. Nie chciał potwierdzić hipotezy, że większość górników zginęła od wybuchu pyłu węglowego, który został poprzedzony wybuchem metanu.

Intensywne pracy prowadzą także prokuratorzy i policjanci. Trwa zbieranie dowodów. Katowickie przedsiębiorstwo EMAG zbada wszystkie urządzenia, które mieli przy sobie zmarli górnicy. Czy uda się z nich coś odczytać?

Jednym z wątków prokuratorskiego śledztwa jest zatrudnianie na kopalni firm zewnętrzych, a szczególnie tej, w której pracowały ofiary tragedii. Wczoraj i w czwartek przesłuchano w tej sprawie już kilkadziesiąt osób.

Co tam naprawdę się stało?

Do oburzonych górników dołączyli pracownicy z firmy zewnętrznej Mard. Ci drudzy poprosili o pomoc Zbigniewa Domagałę z Sierpnia 80. Żądają jednak gwarancji pracy. Na piśmie. Od wiceministra gospodarki Pawła Poncyljusza.

- Dopóki takiej gwarancji nie otrzymają, nie będą z nikim rozmawiać. A ja nie ujawnię ich danych. Boją się o robotę i o rodziny - mówi przewodniczący Domagała, którzy na łamach DZ w czwartek apelował do Poncyljusza o wysłuchanie prawdy. I wciąż czeka na reakcję wiceministra.

Tylko częściowo ujawnia informacje, jakie przekazali mu ludzie z Mard-u. Z ich słów wynika, że dyrekcja kopalni wiedziała o ogromnym niebezpieczeństwie. Czy to prawda?

- Oni mieli metan zlokalizowany. Po co inaczej padłoby hasło, by szybko zdemontować obudowę na pewnym odcinku ściany? Tam było stałe, bardzo wysokie zagrożenie. Ale zarząd liczył, że się uda. Stało się inaczej - mówi Domagała.

Twierdzi, że wcześniej nie miał żadnych sygnałów o nieprawidłowościach. Języki górnikom rozwiązały się dopiero po wybuchu metanu.

- Opowiadają o tym, jak nadzór z działu wentylacji robił w rurociągach z czystym powietrzem trójkątne nacięcia i tam wstawiał czujniki metanu. Opowiadają o przekroczonych stężeniach i o tym, że mimo to musieli pracować - twierdzi Domagała. Jest rozżalony, bo za prawdę jaką ujawnia, koledzy z innych związków i dyrekcja kopalni chcą go skompromitować. - Nie raz w ostatnich dniach słyszałem, że niszczę kopalnię, doprowadzam do jej zamknięcia. A ja chcę tylko przez ujawnienie faktów doprowadzić do ukarania winnych. W 1990 roku tego nie zrobiono. Wtedy też głośno mówiono o tym, co naprawdę działo się w kopalni. Winni tamtej tragedii mają się dobrze. A po górnikach zostały płaczące wdowy i dzieci - dodaje przewodniczący Sierpnia 80. I twierdzi, że Solidarność zamknęła się w budynku razem z dyrekcją. Z nikim nie rozmawia.

- To nieprawda. My po prostu robimy swoją robotę. Zajmujemy się wdowami, udzielamy im pomocy. Dwie noce w domu nie byłem. Ledwo stoję na nogach. Wczoraj jeszcze w komisji WUG brałem udział - mówi Józef Kowalczyk, przewodniczący Solidarności w Halembie.

Twierdzi, że nie wierzy w opowieści o oszukiwaniu czujników metanu. - Takiego ryzyka nikt na siebie by nie wziął. Jeśli ktoś ma takie informacje, niech ma odwagę się przedstawić - podkreśla Kowalczyk. I dodaje, że prawdziwy problem, to zatrudnianie firm zewnętrznych oraz pozwalanie na pracę w kopalni ludzi niedoświadczonych. - Ta ciągła walka o oszczędności. W tym jest problem. Mam stosy pism do ministerstw w tej sprawie. Od 10 lat na kopalni nie ma przyjęć. To jest przyczyna tragedii - mówi Kowalczyk.

Domagała się z nim nie zgadza. Przynajmniej nie do końca.

- Tylko raz udało się na kopalni ukarać winnych - w Bielszowicach. Tam też początkowo nie wierzono w to, co mówili związkowcy z Sierpnia 80. Ale w końcu ich słowa stały się podstawą do napisania aktu oskarżenia - mówi Domagała. Dostał wezwanie z prokuratury. Będzie zeznawać.

Śląsk w żałobie

Do księgi kondolencyjnej, wystawionej w holu Urzędu Wojewódzkiego w Katowicach, wpisywali się wczoraj mieszkańcy z całego regionu. Słowa szacunku dla górników z Halemby, współczucia dla ich bliskich wpisywały pojedyncze osoby i szkolne klasy.

Nie brakuje też wpisów od gości z innych województw. Mieszkaniec Białegostoku napisał dużymi literami: "To straszne!". Ale ci, którzy mają w rodzinach górników, albo sami pracują na kopalni, dobrze wiedzą, że strach na kopalni jest codziennością. Łączą się w bólu z tymi, którym zabrakło szczęścia. Ich słowa brzmią ciszej.

Anonimowa żona górnika napisała: "Boże, miej Ich w opiece i przyjmij na wieczną szychtę".

- Szczęście dla górnika jest najważniejsze. Można mieć wiedzę, doświadczenie, lata pracy, ale gdy zabraknie szczęścia, nic nie pomoże - mówi Artur Dziewanowski z Sosnowca, który pochylił się nad księgą, żeby wyrazić swój żal po stracie "naszych górników z Halemby". Cała jego rodzina związana jest z górnictwem, sam też pracował na dole wiele lat; miał wypadki, ale kończyły się dobrze. Wie jednak co to lęk o najbliższych; jego brat na dole ulegał bardzo groźnym wypadkom, właściwie to cud, że żyje. Z dzieciństwa i młodości pamięta wieczny lęk o ojca.

- Chociaż człowiek wie, że ktoś bliski ryzykuje, z jego stratą nie pogodzi się nigdy - dodaje były górnik.

Dominika Kilian z Jaworzna jest młoda, niedawno skończyła studia. Przed nią tyle planów, dopiero zaczyna życie. W Halembie zginęło trzech młodych ludzi, pewnie tak ciekawych życia jak ona. Do końca wierzyła, że nastąpi cud, że przeżyją. Kopalnia zabrała wszystkich, nie patrząc na wiek. Dominika wpisuje się do księgi, żeby podzielić się swoją niezgodą na tę śmierć.

Justyna Warzecha z Katowic wpisuje się do księgi, bo jej mąż właśnie zaczął pracę w kopalni. Wiedziała, że to niebezpieczne, teraz jednak boi się jeszcze bardziej. Rozumie tamte osierocone rodziny, jakby je znała. Do ostatniej chwili wierzyła, że jednak ktoś się uratował, że przetrwał w jakiejś niszy. Prawda była ciosem.

Co Justyna może powiedzieć tym, którzy utracili synów, mężów, ojców? Tylko tyle, że nie są sami, że towarzyszą im dobre myśli tysięcy ludzi.


Rozmowa z Lechem Krupiakiem, ratownikiem z Okręgowej Stacji Ratownictwa w Bytomiu, brał udział w akcji na Halembie

- O akcji na Halembie mówi się, że była jedną z najtrudniejszych. Dlaczego?

- Z kilku powodów. W strefie zagrożenia przebywały aż 23 osoby, a początkowo podawano nam, że nawet 29. Okazało się, że był tam zastęp ratowników, ale przed wybuchem na szczęście oddalił się. Drugi powód to bardzo trudne warunki: temperatura i wilgotność. Kiedy koledzy z bazy ruszali do penetracji, dochodzili tylko do skrzyżowania. Za nim stężenie metanu znacznie przekraczało wszelkie normy, a wilgotność powietrza miała 60-70 proc. Nie dało się pracować.

- Miejsce wybuchu było przewietrzane. Co to oznacza?

- Metan dopływał w sposób niekontrolowany. Można było się wszystkiego spodziewać, w tym powtórnego wybuchu. Mógł się zapalić pył węglowy, węgiel. Korzystaliśmy z chromatografu i kabli termistorowych. W bazie na bieżąco odczytywaliśmy wyniki. Wtłaczaliśmy powietrze. Z wentylatorów, przez rękawy szło tak, żeby opływać wszystkie ściany wyrobiska. Mieliśmy jednak świadomość, że jeśli gdzieś jest "zaciśnięcie" to zgromadzonego tam metanu nie da się wydmuchać. Chcieliśmy jak najszybciej przywrócić drożność.

- Był pan na Halembie także wtedy, gdy na ratunek pod ziemią czekał Nowak...

- Tak, ale nie brałem bezpośredniego udziału w akcji. Zabezpieczałem inny poziom. To był zawał. A przy zawale zawsze jest nadzieja. Przeważnie da się oddychać, temperatura nie jest bardzo wysoka. Niestety przy wybuchu metanu w zasadzie szans nie ma. Jeśli ofiara przetrwa nawet temperaturę, która może sięgnąć 1000-2000 st. C, to jest jeszcze ogromna energia. A ona rzuci, połamie. Gdyby ktoś nawet o przeżył, to nie będzie miał czym oddychać. Metan wypali wszystko. Mimo wszystko mamy taką zasadę, że zawsze idziemy po żywego.


To było morderstwo

Rozmowa z górnikiem, który pracował na poziomie 506 KWK Halemba, przy likwidacji urządzeń

- Pan pracował na ścianie, przy której doszło do wybuchu metanu?

- Tak, od samego początku. Dziękuję Bogu, że nie we wtorek. Oni tam już kończyli. Do zabrania została tylko obudowa. Kombajn i przenośnik został wyciągnięty. Ale dyrektorowi zależało na czasie. Nie był zadowolony z firmy Mard. Na naradzie wołał, że się nie nadaje i że trzeba posłać ludzi z kopalni, bo Mard ma za małe "wykony", czyli wydajność. Oni byli rzeczywiście młodzi i niedoświadczeni. Dlatego nie reagowali na to, co się złego działo. Ale ja wiedziałem i nie mogę milczeć.

- A co się działo?

- Chodzi o czujniki metanu. Stały koło ciągów do przewietrzania. Jak się podnosił poziom metanu, to przychodził ktoś z wentylacji. Rurociąg przecinał. No i dmuchało na nie czyste powietrze. Czujniki nie wykazywały niebezpieczeństwa. Nie odcinały energii.

- Dlaczego pan na to nie reagował?

- Bałem się. Jak się komuś z dozoru na odcisk nadepnie, potrafi dopiec.

- Po co ktoś tak ryzykował?

- Dla pieniędzy. Ciągle o kosztach słyszymy. A niby dlaczego obce firmy są na kopalnię wpuszczane? Znam tych z MARD-u, tam idą górnicy-emeryci - swoje dostają, a tam dorabiają. No i młodzi bez doświadczenia. Jakby byli specjalistami, to pojechaliby do roboty do Czech. A że nic nie potrafią, to najmują się za 800-1000 zł. U nas też tylko zysk się liczy - lekkich wypadków się nie zgłasza, a poważniejsze są tuszowane.

- Co na to związki zawodowe?

- Mają to w dupie. Od czasu do czasu każdy z nich pokrzyczy i na tym koniec. Przewodniczący to nadsztygarzy, z dyrekcją trzymają. My dla nich to robole. A to, co się we wtorek stało - to było morderstwo. Z premedytacją tych ludzi zabili.

- To poważne zarzuty.

- Wszyscy o tym wiedzą. Nie raz widzieliśmy, jak się czujniki do dobrze wietrzonych chodników wkładało. Ważne było tylko, żeby dużo nafedrować. Tak jak w 1990 roku, dokładnie tak samo. I za tamte śmierci nikt nie zapłacił. A wszyscy wiedzieli, co się stało. Boję się, że teraz też tak będzie.

- Dlaczego nie chce się pan przedstawić?

- Byłbym skończony. Trzeba by się było pakować, życia w tym mieście bym nie miał.


Jeśli możesz pomóc

Caritas Archidiecezji Katowickiej uruchomił konto, na które można wpłacać pieniądze na rzecz ofiar tragedii - nr: 90 1560 1111 0000 9070 0011 6398 z dopiskiem Halemba.

Te pieniądze zostaną w różnej formie przekazane rodzinom zmarłych 23 górników. Pomoc zadeklarowały już pierwsze instytucje. TVP obiecała przekazać 1 mln zł, Centrala Zaopatrzenia Hutnictwa - 100 tys. zł.

W związku z tragedią w kopalni Halemba, PKO Bank Polski zrezygnował z pobierania od osób fizycznych oraz małych i średnich przedsiębiorstw prowizji od wpłat i przelewów dokonywanych w oddziałach i agencjach PKO BP na rachunek Caritas Polska

nr: 77 1160 2202 0000 0000 3436 4384 z dopiskiem HALEMBA.

Zwolnienie obowiązuje do dnia 31 grudnia 2006 r.

Rodziny dostaną wysokie zasiłki celowe i odszkodowania. To jednak działania doraźne. Jak już nie raz bywało ta pomoc się skończy i żony zmarłych zostaną pozostawione same sobie. Będą musiały utrzymać dzieci i je wykształcić. Dlatego też liczy się każda wpłacona teraz złotówka. Te pieniądze pomogą zapewnić dobrą przyszłość sierotom po górnikach z Halemby.

Pomoc finansowa dla rodzin ofiar wybuchu w kopalni Halemba trafi do 60 osób, w tym 32 dzieci - poinformowała wczoraj na konferencji w Warszawie minister pracy i polityki społecznej Anna Kalata. Zasiłek celowy w wysokości 10 tys. zł dla każdej z rodzin górników, którzy zginęli we wtorkowej katastrofie, będzie wypłacany do soboty. W poniedziałek rodziny ofiar mają otrzymać po 5 tys. zł na wydatki, związane z pogrzebem. W przyszłym tygodniu ma do nich trafić po 1 tys. zł na każdego członka rodziny. Według Kalaty, w przyszłym tygodniu zostanie także wypłacona pomoc od premiera w wysokości 30 tys. zł dla każdej z rodzin. Kalata powiedziała, że zwróciła się do ministra finansów o zwolnienie z opodatkowania pomocy dla rodzin od organizacji pozarządowych. Zaznaczyła, że pomoc finansowa od rządu jest z tych opłat zwolniona.

Aldona Minorczyk-Cichy , (GKM) , (bs, amc, pap)

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (1):

Sortuj komentarze:

Bardzo współczujemy rodzinom tej tragedii,która nie powinna mieć miejsca. Zobaczymy wyniki komisji,także NIK-u co zapowiedział już Premier. Niezależnie temu,musi zastanawiać czy nasze górnictwo jest skazane na fedrowanie poniżej 1000m gdzie granice bezpieczeństwa stają się ryzykowne. Na świecie fedruje się w kopalniach odkrywkowych,czyli z mniejszym ryzykiem dla ludzi...!

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.