Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

183976 miejsce

Tragedie przesłaniają sukcesy polskich lotników

  • Autor usunął profil

  • Data dodania: 2006-08-28 08:09

W ojczyźnie mistrzów awiacji i asów przestworzy, w kraju, który wydał tak wspaniałych lotników, jak Stanisław Skalski temat polskiej szkoły latania pojawia się jedynie z okazji lotniczej katastrofy. O sukcesach dużo trudniej pisać...

W przeddzień święta polskiego lotnictwa na pierwszych stronach serwisów informacyjnych pojawiły się tytuły opisujące kolejną tragedię. Codziennie z nieba spadają samoloty. Ryzyko to jest wpisane w zawód pilota, podobnie jak kierowca samochodu musi przewidywać możliwość śmiertelnej kolizji na drodze. Głód prasowej sensacji przysłonił redaktorom pism codziennych uroczystość 80-lecia rekordowego przelotu polskiego lotnika na trasie Warszawa-Tokio-Warszawa

W sierpniu 1926 roku powietrzna wyprawa z Polski do Japonii na małym samolocie Breuget XIX była niczym lot w kosmos. Od lat zastanawia mnie nagminna skłonność pismaków do gryzmolenia i epatowania czytelniczej gawiedzi ofiarami wypadków, które - w oczywisty sposób - muszą przesłonić największe sukcesy naszych polskich. Jako autor filmów o historii polskiej awiacji mam wiele współczucia dla ofiar wczorajszej katastrofy i wszystkie wywołują we mnie ogromny smutek. Jednakże milczenie na temat prawdziwego tryumfu wyjątkowego bohatera wydaje mi się tak znaczące, że przynajmniej ja nie zamierzam go akceptować.

Autorytety o których nie pamiętamy


Zadaję sobie pytanie, ile kolejnych tytułów mistrza świata w szybownictwie, lataniu precyzyjnym, akrobacji muszą wywalczyć polscy piloci, by stało się to powodem do społecznej dumy. Tyle mówi się o braku autorytetów, zakompleksieniu Polaków, niedowartościowaniu, podczas gdy pod bokiem mamy autentyczne wzorce osobowe, postaci godne naśladowania przez wchodzące w dorosłe życie pokolenia. Bolesław Orliński był idolem mas, któremu poeci poświęcali poematy, kino angażowało go do ról filmowych i znajdował się w złotej dziesiątce wybrańców pierwszego plebiscytu "Przeglądu Sportowego". Tymczasem na otwarciu poświęconej jego pamięci wystawy w Muzeum Woli pojawili się dziennikarze pism branżowych, zaproszeni przez organizatorów goście, pasjonaci polskiej awiacji, historycy i mieszkańcy sąsiadujących z muzeum bloków mieszkalnych. To o wiele za mało, jak na wydarzenie tej rangi.

Krzysztof Zaleski doprowadził do otwarcia ekspozycji pamiątek po świetnym pilocie dzięki życzliwości entuzjastów polskiego lotnictwa. Tych jeszcze można znaleźć, chociaż ze sponsorowaniem filmu na ten temat jest o wiele gorzej. Lotnictwo zawsze było źródłem dumy i radości z sukcesów. To ona ma uzdrawiającą moc, która niweluje wszelkie kompleksy i fatalne samopoczucie obywateli tego kraju. Bohater rajdu sprzed 80 lat startował do Japonii, by tym wyczynem zatrzeć psychiczne skutki tragicznego Zamachu Majowego. Był to jeden z powodów, ale ten ryzykowny lot nad bolszewicką Rosją i Koreą rozsławił imię Polski w świecie. Nasz biedny kraj zyskał latającego ambasadora, jedynego pilota uhonorowanego przez Cesarza Japonii Orderem Wschodzącego Słońca.

Nieliczni pamiętają dlaczego 28 sierpnia to święto awiacji


Chwała twórcom wystawy i nielicznym dziennikarzom, którzy o niej jeszcze napiszą. Pozostaje we mnie jednak wielki niedosyt, bowiem nie ma w awiacji postaci tak wielkiego formatu we Francji, ani w Anglii, ani w Czechach, ani w Niemczech. Gdyby ktoś tak wspaniały dokonał dzieła na miarę wyczynu Bolesława Orliński ego, usłyszałby o tym cały świat. Spoglądająca z warszawskiego pomnika lotnika twarz pozującego do monumentu Bolesława Orliński ego nie jest rozpoznawana ani przez dorosłych, ani tym bardziej przez młodzież. Zaryzykuję nawet smutne twierdzenie, że coraz mniej ludzi pamięta dlaczego święto polskich skrzydeł obchodzimy 28 sierpnia.

Nazwiska zwycięzców znad Wisły w Challenge'u czy tryumfatorzy zawodów o Puchar Gordon Bennetta przechodzą powoli w otchłań niepamięci. Bez odpowiedzi pozostawiam pytanie o to czy zaniedbanie wynika z głupoty i ograniczonej wyobraźni, czy też jest to celowa polityka prowadzona od dnia wątpliwego wyzwolenia. Jej ubocznym skutkiem jest niepewny los Szkoły Orląt w Dęblinie, bo po co Polsce wyższa uczelnia lotnicza, skoro piloci nie nadają się do prowadzenia F-16. Nic nie zmyślam, tylko cytuję tezy zmasowanych (w jednakowym tonie) informacji podawanych w prasie, radiu i telewizji. Zamiast peanu w przeddzień lotniczego święta wolę więc złowieszczo krakać i osobiście wyrzekać, zgodnie z maksymą Stefana Żeromskiego: "Targać te żywe rany do krwi, by nie zabliźniły się znamieniem podłości!". Może się wreszcie ktoś obudzi i przynajmniej skarci mnie za niesprawiedliwą ocenę.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (1):

Sortuj komentarze:

Panie Zbyszku! Prowadzi Pan nierówny bój. Ludzie, którzy w jakimkolwiek stopniu mają wpływ na podejmowanie decyzji państwowych myślą innymi kategoriami. Szukają sukcesu doraźnego. Tkwienie w okowach przeszłości, czerpanie radości z "niegdysiejszych przewag" jest dla nich mało istotne. Nie wiedzą, że sukcesy przeszłości mają wpływ na sukces dzisiejszy. Zapomnieli (lub nie wiedzą - co prawdopodobniejsze) o rzeszach polskich pilotów, szachistów, brydżystów, inżynierów, drukarzy, którzy sławili imię Polski. Marzy mi się stworzenie dziełka pod tytułem: Poczet wielkich a zapoznanych Polaków.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Dziękujemy za Twoją aktywność w serwisie wiadomosci24. Do zobaczenia niebawem w innym miejscu.

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl
#PRZEPROWADZKA: Dowiedz się więcej

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.