Facebook Google+ Twitter

Tragiczny wicher

Kariery Wielkich Europejczyków też nieraz okazywały się mirażami. Nasza rodzima Wielka Gwiazda - Pola Negri przeszła do historii kina hollywoodzkiego bardziej z powodu efektownych skandali i romansów niż dokonań artystycznych.

Ruch między Hollywoodem a resztą świata odbywa się od zawsze i trwać będzie jeszcze długo. Hollywood był bowiem od dawien dawna magicznym miejscem filmowym, o którym marzyły i do którego ciągnęły całe rzesze filmowców przekonanych, że tylko "amerykańska kariera" zapewni im maksimum zadowolenia i szczęścia. Hollywood miał w tej imigracji też i swój interes. Bardzo prozaiczny: wyssać - przede wszystkim z Europy - najlepszych, najzdolniejszych ludzi filmu, by przy ich pomocy osiągnąć dwa podstawowe, na wolnym rynku filmowym, cele. Po pierwsze - wyprodukować filmy, gwarantujące jak najwyższe zyski, po drugie - osłabić, czy wręcz wyeliminować konkurencję europejską.

To drugie udało się w pełni, natomiast pierwsze (najwyższe zyski) nie zawsze i nie w każdym Pola Negri w filmie Vendetta gdzie wystąpiła u boku Emila Janningsa / Fot. AKPAprzypadku. Kariery Wielkich Europejczyków też nieraz okazywały się mirażami. Nasza rodzima Wielka Gwiazda - Pola Negri - mimo niezaprzeczalnego talentu przeszła do historii kina hollywoodzkiego bardziej z powodu efektownych skandali i romansów niż autentycznych dokonań artystycznych. Wielki komik francuski Max Linder, bożyszcze widzów na całym świecie powtórzył w Hollywood tylko to, co wypracował w nadsekwańskiej stolicy. To samo dotyczy dwóch "gigantów dramatycznych" - Niemca Emila Janningsa czy Rosjanina Iwana Mozżuchina. Tak naprawdę to jedynie Greta Garbo i Marlena Dietrich dopiero w Hollywood ukształtowały swoją osobowość i uzyskały status prawdziwie światowych gwiazd.

Podobnie było z reżyserami. Niemiec Ewald Dupont (twórca znakomitego "Varieté", po wielu próbach skończył jako agent reklamowy). F.W.Murnau, jeden z najwybitniejszych twórców niemieckich zginął w wypadku samochodowym (to, rzecz jasna, nie wina Hollywoodu), Maurycemu Stillerowi - klasykowi filmu szwedzkiego, który dał się namówić na pracę w "fabryce snów" (pod warunkiem, że zjawi się tam z Gretą Garbo, którą odkrył) nie pozwolono zrealizować ani jednego filmu ze swą Gwiazdą! Rozgoryczony i schorowany wrócił do Sztokholmu, gdzie wkrótce zmarł (w wieku 45 lat). Przyjacielem Stillera był drugi klasyk filmu szwedzkiego Victor Sjöström. I on znalazł się w Hollywood, ale z innego trochę powodu. Miał podpatrzeć na czym polega fenomen kina amerykańskiego, tak skutecznie konkurującego z kinem europejskim ( jego losy w Ameryce to oddzielna opowieść). Tak czy inaczej Sjöström zrobił w Hollywood dziewięć filmów, ale tylko jeden, który zasługuje na miano arcydzieła - "Wicher" z fenomenalną rolą arcyaktorki Lilian Gish.

"Wicher" to dramatyczna (w zamierzeniu - tragiczna) opowieść o dziewczynie z Południa (Wirginii), która wychodzi za mąż za "człowieka prerii" i przenosi się na środkowo-amerykańskie pustkowie, gdzie podstawowym zajęciem mężczyzn jest konwojowanie bydła, łapanie dzikich koni. Warunki są skrajnie trudne i nieprzyjazne - absolutna głusz, brak (takiej jak na Południu) bujnej roślinności i brak ludzi wokół oraz uciążliwy, doprowadzający do obłędu, nieustannie wiejący silny wiatr, niosący tumany piasku, który wdziera się wszędzie... Ona - subtelna, wrażliwa, nieśmiała znajduje się nagle w zupełnie jej obcym i nieprzyjaznym świecie. Obcy okazuje się również mąż, który nie jest prostakiem i brutalem, ale chce by była jego żoną pod każdym względem. A ona do tej roli jeszcze nie dorosła.

Stan napięcia wzmaga zbliżający się straszliwy cyklon. W tej upiornej scenerii i wyczuwalnym kataklizmie zjawia się nagle mężczyzna, którego ona kiedyś pokochała dziewczęcą miłością, ale który - jak się okazało - ma żonę i chciał z niej uczynić jedynie swoją kochankę. Teraz, wykorzystuje szalejący cyklon i gwałci ją, po czym ona zabija go strzałem z rewolweru. Nie może zakopać jego ciała, bo wiejący wiatr odsłania nieustannie jego zwłoki...

Film kończył się jej - poniekąd samobójczym - rozpaczliwym odejściem w bezkresną prerię... Na to zakończenie nie zgodzili się jednak kierownicy kin i dystrybutorzy - wymusili na reżyserze klasyczny, dobrze znany hollywoodzki happy-end. Mąż wraca, zaczyna żonę rozumieć, wybacza jej morderstwo i oboje - pogodzeni i szczęśliwi - zaczynają wspólne świetlane życie... Zgroza, ale film, mimo tego wymuszonego, doczepionego, kiczowatego zakończenia, jest arcydziełem kina niemego.

Jego premiera przypadła na bardzo niefortunny czas. Rozpoczynał się bowiem triumfalny pochód kina mówionego, dźwiękowego. Nawet najdoskonalsze filmy nieme nie znajdywały już zrozumienia u publiczności. I tak się złożyło, że "Wichrem" kończyła swoją wspaniałą karierę Liliana Gish, po tym filmie grała już tylko sporadycznie małe rólki. "Wicher" był też ostatnim znaczącym filmem Victora Sjöströma. Wrócił do Szwecji. W czasie II wojny światowej był dyrektorem wielkiej wytwórni Svensk Film Industri, potem zajmował się sprawami organizacyjnymi i scenariuszami. Zamknął swoja filmową karierę niezapomnianą, głęboką i przejmującą rolą starego profesora w filmie "Tam, gdzie rosną poziomki" (1957) nowego mistrza i klasyka kina szwedzkiego - Ingmara Bergmana. Trzy lata później zmarł.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (2):

Sortuj komentarze:

Bardzo fajny artykuł, WIELKI +

Komentarz został ukrytyrozwiń

Wow, plus.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Dziękujemy za Twoją aktywność w serwisie wiadomosci24. Do zobaczenia niebawem w innym miejscu.

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl
#PRZEPROWADZKA: Dowiedz się więcej

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.