Pozycja materiału w rankingach:
Premiera filmu akcji w reżyserii Olivera Megatona, opartego na scenariuszu samego Luki Bessona odbyła się w piątek. „Transporter 3” to kontynuacja dwóch poprzednich części. Niektórzy widzowie żałują, że w ogóle ją nakręcono...
Trzecia część samochodowych przygód Franka Martina zaczyna się spokojnie od ukazania sielankowego życia jakie teraz wiedzie bohater. A jest to życie beztroskie, upływające na łowieniu ryb z miejscowym komisarzem policji, jedzeniu wykwintnych obiadów i oglądaniu telewizji. Jednak nuda w szarym życiu Martina nie może zagościć na długo, choć umięśniony bohater bardzo by sobie tego życzył.
Były komandos, w tej roli Jason Statham, pracujący jako „transporter”, jest osobą dostarczającą przesyłki, bez zadawania pytań, w możliwie szybkim czasie. Tym razem, będąc na dłuższym urlopie, mistrz kierownicy odmawia amerykańskiemu mafiosie-globaliście spełnienia zadania. Ten jednak nie ustępuje i zmusza Martina do wypełnienia misji, zakładając mu specjalną bransoletkę. Jeśli nasz bohater oddali się od swojego samochodu dalej niż na 75 stóp – zginie straszną śmiercią. Teraz „transporter” nie ma wyboru i musi dostarczyć przesyłkę, którą okazuje się być piękna, ruda, ukraińska dziewczyna.
„Transporter 3” to jeden z takich filmów, które nie powinny nigdy powstać, które niweczą dorobek swoich wcześniejszych części, a właściwie części pierwszej. Bo druga, podobnie jak najnowsza prezentuje poziom, o którym przed laty, świetnie śpiewała Budka Suflera: „Ta niedziela jest jak film, tani, klasy B... Scenarzysta forsę wziął, potem zaczął pić i z dialogów wyszło dno, zero, czyli nic”.
Bywają filmy, w których trafiają się błędy. We francuskim obrazie jest inaczej, jest on pleciony z nici pomyłek i nonsensów. Nie sposób wymienić wszystkich scen, w których Frank Martin w całkiem nielogiczny sposób wychodzi z opresji. Dlatego tylko pokrótce wymienię: samochód bohatera umie sam wymieniać sobie wybite szyby i zniszczone lusterka, umie nurkować, a po wyłowieniu, bez problemu zapala „z pierwszego”, jeździ nawet po spuszczeniu powietrza z opon, dodatkowo w kołach ma tyle powietrza, że można napompować z nich balon, który wyniesie auto z wody, umie skakać po pociągach, jeździć na dwóch kołach przy 250km/h, ma kuloodporne szyby, ale Frank wybija je kopniakiem. I jeszcze wiele, wiele innych, jak chociażby sceny walko-striptizu z udziałem garderoby.
Jednak to nie sposób nakręcenia tego filmu przeraża mnie najbardziej, a to, co on sobą przekazuje. Twórcy na siłę próbują wtłoczyć widzom obraz świata, w którym liczą się tylko szybkie samochody, łatwe kobiety, używki, sex i pieniądze. Nie jest to oczywiście nic nowego, ale razi to, że film nie daje nawet sekundy na refleksję i nie dlatego, że jest dobry, a dlatego, że pędzi – tak jak powinno pędzić nasze życie. Wszystkie wymienione wcześniej wartości - tak bo dla twórców filmu samochód to wartość najważniejsza – prezentowane są jako pozytywne. Nasz bohater, czyli umięśnione bezmózgowie jest gloryfikowany, a tak naprawdę niczym nie różni się od bandytów, z którymi walczy, bo tak samo zabija i niszczy. Dodatkowo nawet takie używki jak narkotyki wcale nie są negowane, a naświetlane niczym „coś” dobrego na zły humor. Podobnie jest z uczuciami, które zostają spłaszczone i maksymalnie skrócone. Czy miłość to naprawdę pijane spojrzenia, żądze i sex na tylnym siedzeniu samochodu?
Produkcja Olivera Megatona to obraz dla wytrwałych, prawdziwych wyjadaczy kina akcji, którym nie jest straszny absurdalny scenariusz, kompletny brak logiki, zatracone poczucie smaku, liczne błędy, słabe aktorstwo, a w rezultacie nędznie niski poziom filmowy.Zobacz także:
Artykuły
(133)
Galerie
(5)
Średnia ocen
(4.78)
Wiek: 24 | Miejscowość: Lublin | Kraj: Polska
Ostatnie artykuły autora:
Sortuj komentarze:
Wojtek Borowicz 18.01.2009 21:17
Śmiem twierdzić, iż Autor podszedł do filmu z dosyć kiepskim nastawieniem. Narzekanie na brak choćby sekundy na refleksję w filmie akcji, wydaje mi się argumentem chybionym. To nie mają być przecież produkcje głębokie, zmuszające widza do zastanowienia się nad własnym życiem. To w zamierzeniach jest takie właśnie "bezmózgowie" - totalna młócka i efekty specjalne, na które zeszło pół budżetu. Weźmy chociażby dwa przykład z ostatnich dwóch lat - 300 i Transformers - filmy akcji rewelacyjne, po których wychodziło się z kina ciągnąc szczękę za sobą. A przecież one również nie wymagały od oglądającego myślenia, o refleksji nawet nie wspominając.
Poza tym, nie mam więcej zarzutów do tekstu. Sam filmu nie oglądałem i nie mam zamiaru, bo Autor skutecznie mnie do tego zniechęcił. Także powyższy efekt jego twórczości spełnił swoje zadanie jako recenzja. Sprawił, że na pewno nie zainteresuje się tym badziewiem ;)
Łukasz Cygan 18.01.2009 13:41
Film by mi się podobał, gdybym miał max 11 lat. Doskonały kandydat do tytułu 'zakalca roku 2009'
Plus za trafne uwagi.
Koncert Krzysztofa Myszkowskiego w Lisiej Górze - Śmignie [Zdjęcia]
(odsłon: +2362)