Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

1442 miejsce

Transwestytyzm w Polsce jest prawdziwą terra incognita

O homoseksualizmie już wiadomo - co to jest, co to nie jest, z czym to się je i kto ma jakie poglądy. Niektórym nawet ten temat zdążył się zwyczajnie znudzić. Tymczasem transwestytyzm w Polsce jest prawdziwą terra incognita.

Wyjście z cienia



Niewiedza społeczeństwa, powielanie licznych mitów i silny przymus kulturowy, aby być "prawdziwym mężczyzną" bardzo szkodzą transwestytom. Ofiarami niewiedzy padają również ich partnerki (gejów jest wśród transwestytów mniej więcej tylu, ilu ogólnie wśród mężczyzn). Jedynym naprawdę obszernym źródłem informacji na ten temat w Polsce jest portal Crossdressing.pl. Jeśli ktoś nie ma dostępu do internetu, żyje ze swoim transwestytyzmem w samotności, niewiedzy i trudnym do wyobrażenia sobie strachu. Plakat promujący film dokumentalny Rafalali. Na zdjęciu: ona sama. / Fot. Crossdressing.pl

Transwestyci boją się ujawnienia znacznie bardziej niż homoseksualiści, ciężej jest im o sobie mówić (czym innym jest powiedzieć: "jestem gejem, lesbijką" a czym innym: "jestem transwestytą; to nie znaczy, że..." - i tu zacząć rozwiewać mity), mają też do tego jako grupa znacznie mniejszą motywację. Udawanie "normalnego" nie kosztuje ich tak wiele jak osobę homoseksualną, a jednocześnie nie potrafią sobie wyobrazić, że tu i teraz faktycznie mogłoby być im łatwiej. Nie chcą ryzykować, zwłaszcza odrzucenia za bycie gejem lub transseksualistą - więc milczą. Żonom również często nic nie mówią, właśnie ze strachu, że nie zrozumieją.

Od ponad roku w grupie aktywnych uczestników Crossdressing.pl pojawiają się coraz liczniejsze głosy, że trzeba skończyć z tym siedzeniem cicho i coś zacząć robić - dla siebie i dla innych, będących w gorszej sytuacji. Świadomość powoli przekształca się w czyn. W lutym tego roku została wydana antologia opowiadań o transpłciowości zatytułowana Namaluj mi wiatr

(28 maja o godzinie 18.00 w budynku Instytutu Filologii Angielskiej we Wrocławiu odbędzie się spotkanie ją promujące), a w kwietniu w warszawskich klubach miał premierę film dokumentalny Rafalali zatytułowany "I Bóg stworzył transwestytę". W Warszawie i Wrocławiu odbyły się też niezależne od siebie spotkania pod hasłem: "co możemy zrobić". W wyniku tego ostatniego 17 maja we Wrocławiu odbyły się warsztaty "Trans dla początkujących", a na 6 czerwca planowany jest happening "Chłopak i dziewczyna - normalna rodzina" z udziałem Antyfaceta, prześmiewczo komentujący znane hasło Młodzieży Wszechpolskiej. Krótko mówiąc: coś się zaczyna dziać.

Ale kim oni właściwie są?



Wydawać by się mogło, że ludzie mający pewne pojęcie o świecie, czytający gazety i sięgający do mądrych źródeł, nie powinni mieć problemu ze zdefiniowaniem terminu transwestyta

- "Facet w sukience" - pomyśli sobie człowiek i właściwie się nie pomyli, co najwyżej - uprości albo dokona niesłusznej oceny.

Spośród znanych ogółowi mniejszości płciowych i seksualnych transwestyci sprawiają najwięcej problemów, myleni są bowiem ze wszystkimi innymi: z homoseksualistami (najczęstsze błędy: "geje to wymalowani zboczeńcy" albo "transwestyta to gej"), transseksualistami ("transseksualista to ten, kto się przebiera" albo: "transwestyta to ten, kto chce zmienić płeć") i drag queen ("drag queen? ach, facet parodiujący kobietę, czyli - transwestyta!"). Co istotniejsze, nawet w opracowaniach naukowych najsławniejszych polskich seksuologów znajdują się informacje niepełne, a przez to - wprowadzające w błąd. O co chodzi? Oczywiście o seks. W źródłach tych można bowiem przeczytać, że transwestyci przebierają się za kobiety, aby osiągnąć podniecenie seksualne. Do drugiego przecinka wszystko się zgadza. Po nim - zależy. Transwestytyzm nie jest w Polsce zjawiskiem dokładnie zbadanym. Z reguły pisze się o nim na marginesie transseksualizmu, traktując jako niezwiązaną z nim, nieszkodliwą parafilię - czyli coś tak nudnego, że nie warto weryfikować danych sprzed dwudziestu lat.

Tymczasem opracowana przez Światową Organizację Zdrowia Klasyfikacja ICD-10 rozróżnia dwa

typy transwestytyzmu: jeden będący odmianą fetyszyzmu i faktycznie związany z podnieceniem seksualnym, drugi - jako zaburzenie identyfikacji płciowej - mający zdecydowanie więcej wspólnego z transseksualizmem.

Transwestytyzm drugiego rodzaju, czyli o typie podwójnej roli, jest zjawiskiem bardzo ciekawym: w odróżnieniu od zwykłych ludzi i transseksualistów, którzy postrzegają siebie albo jako kobiety, albo jako mężczyzn, transwestyci należą do tej grupy osób, które płynnie przechodzą pomiędzy płciami. Co więcej, nie jest to związane wyłącznie z ubiorem, ale także przekłada się w pewnym stopniu na odgrywanie ról przypisanych danym płciom.
Okładka pierwszego w Polsce zbioru opowiadań o crossdressingu transpłciowości. / Fot. Wydawnictwo Kabart

Oczywistość dychotomii płci



W kulturze europejskiej wydaje się całkowicie oczywiste, że człowiek raz na zawsze przynależy do jednej z dwóch płci. Jesteśmy tego uczeni od najwcześniejszych lat, kiedy dostajemy śpioszki w różnych kolorach i odmienne zabawki, a dorośli wymagają od nas różnego zachowania. Gdy dorastamy, różnic i oczekiwań tylko przybywa. "Albo-albo" dotyczy całokształtu naszego istnienia w społeczeństwie.

Jak w przypadku spraw oczywistych zwykle bywa, jakiekolwiek zaburzenie ładu, do jakiego przez wiele lat swojego życia przywykliśmy, wzbudza w nas silne odczucia. Dobrym przykładem będzie tu często spotykane agresywne wręcz nastawienie do homoseksualistów jako burzycieli porządku społecznego. Podobne emocje wzbudza transwestytyzm - a raczej wzbudzałby, gdyby było o nim równie głośno w mediach.

Paradoksalnie ludziom łatwiej jest zaakceptować transseksualizm. Transseksualista przeskakuje bowiem z szufladki do szufladki, nie zmuszając ludzi do aż takiego przewartościowania pojęć "kobieta" i "mężczyzna". Wszystko jest jasne, proste, nie wymaga skomplikowanych operacji myślowych - zamiast "Marek poszedł" zaczynamy mówić: "Ania poszła" i tyle. Ania może nosić sukienki i biżuterię, malować oczy, poślubić mężczyznę... jest zwyczajna.

Ale co, jeśli Marek bywa

Anią; jeśli od czasu do czasu

zakłada sukienkę i klipsy, maluje oczy i mówi wówczas o sobie w rodzaju żeńskim, a na co dzień nadal jest Markiem, człowiekiem żonatym? Taka sytuacja jest niejasna, niezrozumiała i trudna do jednoznacznego określenia, budzi też masę pytań: Czy Marek jest mężczyzną czy kobietą? jak się do niego zwracać? Jak go traktować? Czy kocha żonę? Czy pociągają go inni mężczyźni? Dlaczego on to robi? Czy chce zmienić płeć? Transwestyta przenika bowiem przez granice dzielące mężczyzn i kobiety, a następnie wraca do pierwotnego stanu; granice są zburzone. Mężczyzna może być czasem kobietą, pozostając mężczyzną.

Nie tylko strój



Przyczyny transwestytyzmu nie znane. Wiadomo jednak, że transwestytyzm jest nieuleczalny - można go co najwyżej stłumić - że u różnych ludzi przejawia się inaczej, oraz że z biegiem lat często się nasila. Zdarza się też (rzadko), że identyfikacja z płcią biologiczną maleje do tego stopnia, że transwestyta zaczyna rozważać najpierw kurację hormonalną, a później być może operacje - czyli przekracza granicę dzielącą transwestytyzm od transseksualizmu.
Choć zewnętrzne upodabnianie się do kobiety jest podstawowym i najbardziej widocznym "objawem" transwestytyzmu, nie jest to jedyna jego forma - bardzo istotna jest też sfera psychiczna: uczucia, emocje, sposób myślenia. To psychika odpowiada za potrzebę, nie odwrotnie, i sprowadzanie transwestytyzmu wyłącznie do tego, co widać na zewnątrz, to karygodne uproszczenie. Zdarzają się zresztą ludzie, którzy ignorują to, co mają na sobie, i takie same potrzeby zaspokajają w innych dziedzinach - na przykład kreując w literaturze swoje kobiece alter ego.

Transwestyta po prostu czuje się w niewielkim stopniu kobietą. Zakłada perukę, sukienkę, rajstopy i pantofle po to, by pozwolić tej wewnętrznej kobiecej cząstce na chwilę się ujawnić - często także nadaje jej kobiece imię. Bywa też bardziej wrażliwy i łagodny niż inni mężczyźni, często lepiej rozumie kobiety - zwykle bardzo je szanując - zdarza się też, że interesuje się "typowo kobiecymi" sprawami. Nie identyfikuje się w pełni z mężczyzną i niekiedy patrzy na swoich kolegów z dystansem, krytycznie. Zwykle trudno mu się jednoznacznie określić: jest inny niż większość mężczyzn, ale nie jest kobietą, albo też: najczęściej jest zwykłym mężczyzną, ale czasami chce być kobietą lub za nią uchodzić.

Dramatem transwestyty jest to, że choć okazjonalnie czuje się kobietą, choć ma świadomość, że jest w nim jakiś kobiecy pierwiastek, który każe mu się upodabniać do innych kobiet - najzwyczajniej w świecie brakuje mu wiedzy, jak tę kobiecość wyrazić.

Transwestyci występujący en femme

, jak określa się przebranie za kobietę, często wyglądają dość rażąco. Bynajmniej nie wynika to tylko z warunków fizycznych. Problem polega na tym, że atrybuty kobiecości traktują trochę magicznie - jak dziewczynki podkradające swoim mamom najwyższe szpilki i najjaskrawsze szminki. Nikt nie nauczył ich, jak dobrać najkorzystniejsze dla nich barwy i fasony, zatuszować niedoskonałości i stworzyć własny styl. W szerszym rozumieniu: nikt nie nauczył ich, jak być



kobietą. Z czasem jednak, o ile znajdą wsparcie, mogą się nauczyć nie tylko tego, jak ubrać i umalować się z klasą, ale także kobiecego sposobu poruszania się, ich wdzięku, pewnych sposobów zachowania - i opanować to do perfekcji.

Co dalej?



Plany transwestytów (i wspierających ich transgenderystów) zaskakują skromnością. Na liście utworzonej podczas spotkania w KPH w Warszawie znalazły się takie punkty jak: zorganizowanie sieci pomocy: spotkania grupowe w większych miastach, telefon zaufania, kontakty do znających się na rzeczy psychologów - dojście do mediów, podrzucenie im tematu, udzielanie wywiadów - zaistnienie w kulturze - utrwalenie rozwinięcie skrótu LGBT do "lesbijki, geje, biseksualiści i osoby transpłciowe

" oraz doprowadzenie do wydania kiedyś pierwszej w Polsce rzetelnej publikacji naukowej o transwestytyzmie typu podwójnej roli. Wspominano też o obaleniu najpopularniejszych mitów: o zboczeńcach, ścisłym związku z homoseksualizmem i transseksualizmem, czy o uleczalności transwestytyzmu.

Jak widać, nie chodzi o uzyskanie żadnych praw (jakich? do czego?) ani nawet o tolerancję - po prostu o wiedzę.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (12):

Sortuj komentarze:

Twój mąż (chłopak, partner, mężczyzna, kochanek) jest transwestytą. Nie bardzo wiesz co to znaczy, włosy stają Ci dęba, a wyobraźnia podpowiada straszne obrazy... ?

Chcesz dowiedzieć się więcej na temat transwestytyzmu i poznać inne kobiety znajdujące się w podobnej sytuacji?

Zajrzyj na stronę stworzoną dla i przez partnerki transwestytów: http://partnerki.transfuzja.org

Komentarz został ukrytyrozwiń

Mhm, jak Two-Spirited (berdasze) u Indian Północnoamerykańskich... ostatnio się wczytuję, ale w Polsce mało kto o nich pisał. W Azji też funkcjonuje trzecia płeć, ale mniej mnie ciekawi - Indianie zawsze byli mi bliżsi. Platon pisał o Androgyne, chociaż mało...
Kultura chrześcijańsko-europejska zrobiła nam krzywdę.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Chyba żeby pojąć tę złożoność trzeba spróbować wczytać się w życie przedstawicieli tych kultur, w których płeć nie jest zbiorem dwóch wykluczających się wartości.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Słusznie rozumujesz. Wielu heteroseksualnych transwestytów przyznaje pół żartem, pół serio, że będąc en femme, są lesbijkami. Niektórzy, ci nie aż tak hetero, fantazjują wówczas o mężczyznach - w nocy, po cichu, nie przyznając się do tego często nawet przed sobą.
Identyfikacja z kobietą jest u transwestyty dość szczególna, bo niepełna lub/oraz ze świadomością, że przejściowa i nietrwała - jej wpływ na postrzeganie żony (oraz innych tzw. genetycznych kobiet) w pewnym stopniu zależy od relacji z nią. Jeżeli uczucie jest silne, ma większe znaczenie niż płci biologiczne i psychiczne obojga zaangażowanych.
To, o co pytasz, w zasadzie jest kwestią bardzo indywidualną i zależy właśnie od stopnia transpłciowości, sposobu postrzegania kobiet, relacji z partnerką, stopnia heteroseksualności i systemu wartości, o którym pisałeś.
Transwestyci poza swoim transwestytyzmem mają bardzo dużo innych cech, które na nich wpływają, więc owszem, może zdarzyć się ktoś, kto na co dzień jest seksistą, za ideał kobiecości uważa prostytutkę, żonę postrzega wyłącznie jako gospodynię domową i matkę swoich dzieci, z natury jest niewierny i nie ma tego hamulca, który powstrzymuje przed realizacją swoich fantazji. Wówczas efekty są dla związku przykre, ale też zapewne byłyby takie, gdyby mąż nie był transwestytą.
Transwestytyzm można "ubrać" w światopogląd, stereotypy i inne wpływające na człowieka cechy. Może też być czynnikiem, który obala wewnętrzne blokady (na zasadzie: już i tak jestem zły, więc mogę być jeszcze gorszy - co z kolei może być wymówką albo tragedią). Sam w sobie jest jednak stosunkowo neutralny. Większość żonatych heteroseksualnych transwestytów, których poznałem, jest w stałych, udanych i wyjątkowo trwałych związkach.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Załóżmy, że chodzi o żonatego transwestytę, zdefiniowanego w tekście jako drugiego rodzaju, który nie jest gejem.
Kim on staje się wobec żony w okresie, w którym identyfikuje się z płcią żeńską? ( Rozumowanie proste i bezpośrednie prowadzi do wniosku, że skoro nie jest gejem to w tym okresie staje się lesbijką). Czy w ogóle zmienia się w tym okresie sposób postrzegania płci biologicznie przeciwnej? Czy to ma wpływ na uczucia wobec żony?

Generalnie stawiam te pytania uznając w swoim systemie wartości jako nadrzędny fakt pozostawania w zwiazku monogamicznym, w okresie jego trwania. Stąd pytanie o losy związku w okresie zmiany identyfikacji płci...?

Komentarz został ukrytyrozwiń

Plusy są, uwaga jedna jest, jest jedno "to nieciekawe"... Czegoś mi brakuje. Czy wszyscy boją się powiedzieć coś od siebie, podzielić refleksjami albo zadać jakieś pytanie?

Komentarz został ukrytyrozwiń

Kobiety pominąłem dlatego, że w tekście nie było miejsca na tak skomplikowany temat. Niektórzy uważają, że transwestytki istnieją. Też do nich należałem. Potem trochę poobserwowałem, trochę poporównywałem i stwierdziłem, że to już nieprawda. Ponieważ bycie kobietą i bycie mężczyzną w naszej kulturze nie jest już tym samym, ale z odwrotnym znakiem, nie istnieje obecnie coś, co możnaby nazwać transwestytyzmem w wykonaniu kobiet.
W wielkim i jak dla mnie rażącym uproszczeniu: kiedyś z pewnością istniały kobiety, które łamały tabu, zakładając spodnie, nosząc krótkie włosy i zachowując po męsku, ale teraz jest to niezauważalne - natomiast intensywniejsze czucie się mężczyzną nie podchodzi już pod transwestytyzm.
W ogóle to tematy raczej na obszerne prace naukowe niż krótkie artykuły...

Mirnalu - wychodzi na to, że sam się zniewoliłeś, zmuszając do czytania czegoś, co Cię totalnie nie interesuje... i jeszcze komentowania tego. Ale ostatecznie wolność to także prawo do niewoli.

Komentarz został ukrytyrozwiń

za temat i rzeczowość.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Pewnie każdy człowiek o płci X w pewnym stopniu reprezentuje płeć Y.
No i mamy kolejny zbiór ludzi ciężko doświadczonych przez Los (Boga).
Całe szczęście, że wolność polega też i na tym, że nikt nie może zmusić przecietnego człowieka,którego nie interesuje astronomia do czytania wszystkich ciekawostek o znanych ciałach (niebieskich).
Mogę tylko dziękować L.(B.), że jestem w miarę normalnym człowiekiem i nie muszę zapoznawać się z dziesiątkami ciekawych a jednak dziwnych przypadków.

Komentarz został ukrytyrozwiń

+ ważny i ciekawy temat. Porządny tekst. No i rację ma Oliwia, że pomijasz kobiety, ale to chyba wszystko do czego można się przyczepić : )

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.