Facebook Google+ Twitter

Tratwa z Meduzą przypłynęła z Izraela

Takiego Izraela nie zobaczycie w telewizyjnych programach informacyjnych. Nie ma tu holocaustu, wojen, kłótni o Palestynę. Jest za to nagie ciało, pogranicze jawy i snu, absurd, dwuznaczność i co najważniejsze zabawa sztuką.

Hila Lulu Lin, Do codziennego użytku (red hot chillipepers), videoperformance, 1998 Swego czasu wiele mówiło się o pojednaniu polsko-żydowskim. Były uściski dłoni, łzy i przeprosiny. Jednak dopiero teraz przyszła kolej na sztukę i to największego kalibru. Po obejrzeniu wystawy w warszawskiej Królikarni pt. „Tratwa Meduzy” zmieni się Wasze spojrzenie na Izrael.

Na wystawie możemy oglądać dzieła 21 artystów. Ekspozycja prezentuje głównie kobiecy punkt widzenia, gdyż zaledwie dwóch mężczyzn wystawia tu swoje prace.

Tematem przewodnim jest problem zdefiniowania własnej tożsamości, gdyż wpływ na jej zachwianie miała nie tylko skomplikowana historia i religia Izraela, ale także współczesny, pędzący świat. Dlatego patronką wystawy jest właśnie mitologiczna gorgona Meduza, która miała bardzo dziwną, trochę przerażającą, niejednoznaczną postać.

Sigalit Landau, Morze Martwe, 2004 Eksperymenty z percepcją odbiorców

Bardzo spodobał mi się pomysł sprowadzenia prac, które posługują się różnymi sposobami przekazu. Autorzy próbują się zmierzyć z przeszłością i teraźniejszością. Mamy tu więc zarówno klasyczny rysunek, obrazy na płótnie, jak i krótkie filmy video czy performance, gdzie ciało ludzkie jest podmiotem i przedmiotem wyrazu. Mamy możliwość podziwiania m.in. niesamowitej sztuki Sigalit Landau. Jej video „Kolczaste hula-hop” i „Morze Martwe”, trwające ponad 11 minut, sprawia, że nie jesteśmy w stanie oderwać od niego oczu. Możemy spojrzeć na nie pod różnym kątem, w Diganit Berest, Sen # 32 A, 1998-2000 zależności od etapu projekcji. Wrażenie robi eksperyment autorki z percepcją odbiorcy, który patrząc na filmowane z oddali arbuzy, przekonany jest, że niektóre z nich są brązowe – takie wrażenie trwa przez dłuższy czas. Na samym początku „Morza Martwego”, widzimy jednak te owoce w zbliżeniu. Okazuje się, że widoczny miąższ, który z bliska jest krwiścieczerwony. Zaskoczenie ustępuje, a wyobraźnia podsuwa skojarzenia dotyczące symboliki tych owoców i spoczywającej między nimi nagiej kobiety.

Justine Frank – artystka, która nigdy nie istniała?

Na specjalną uwagę zasługuje twórczość Justin Frank, artystki urodzonej w 1900 r. Pokazano fragment jej „Poplamionego portfolio”, na które składa się ponad 100 rysunków i gwaszy (technika malarska, w której wykorzystuje się farby zbliżone do akwareli) oraz obrazy Justin Frank, Z poplamionego portfolio, 1927-28olejne. Szczególnie intrygujące są prace, które autorka datowała na lata 1927-28. Znajdują się wśród nich szkice późniejszych obrazów artystki. Może to świadczyć o dwóch rzeczach. Pierwsza - mniej prawdopodobna, ale oficjalna - to taka, że Frank z wielką dokładnością i starannością zaplanowała swoją twórczość i precyzyjnie ją realizowała. Druga teoria jest bardziej przekonująca. Zgodnie z nią, autorka stworzyła ten zbiór dopiero po namalowaniu obrazów, albo robiła szkice na przestrzeni całej swojej malarskiej twórczości. Istnieją przesłanki, że „Poplamione portfolio”, powstało dopiero w latach 40-tych. Co ciekawe, nikt nie zna daty śmierci artystki. W 1943 r. Justine Frank po prostu zniknęła. Jest także prawdopodobnie, że... nigdy nawet nie istniała.


Anisa Ashkar, Kiedy sięspotkamy, Panie Długi Cieni u, 2004Ciało może opowiedzieć o emocjach

Miejscem ekspozycji sztuki można uczynić także swoje własne ciało. Dokonuje tego codziennie Anisha Ashkar, zajmująca się body art. Od 6 lat wymalowuje na swojej twarzy techniką arabskiej kaligrafii, swoje uczucia, przemyślenia, wszystko to, co chce, aby o niej wiedziano.

Możemy także zobaczyć ekspozycje, w których najważniejszym elementem nie będzie to co widzialne, ale dźwięki. Dlatego na tej wystawie nie ma mowy o ciszy. Do naszych uszu dochodzą niezidentyfikowane buczenie, krzyki albo piosenka George Michaela.

Miri Segal, Necrofleur, 2003
W Królikarni zobaczyć można prace dość kontrowersyjnych artystów. Takim przykładem jest chociażby Hilla Lulu Lin i jej „Zachwycający obciągacz 1 (egg-lips)”, który nie wzbudza obrzydzenia czy zniesmaczenia, a wywołuje śmiech. Urzeka niezwykła prostota niektórych dzieł, które pokazują w jaki sposób przedmioty codziennego użytku, albo nasze ciało, mogą stać się niezwykłymi. Wystarczy spojrzeć na nie pod innym kątem.

Tratwa Meduzy, Królikarnia

16 listopada – 10 grudnia 2006

godziny otwarcia: wtorek-czwartek i niedziela: 10-16,

piątek-sobota: 10-20, w poniedziałek-nieczynne

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (4):

Sortuj komentarze:

Nie sam temat i treść, ale też dobór ilustracji (zdjęć) i ich układ na stronie jest ważny, podobnie jak wyróżnione zdjęcie i tytuł, które mają przyciągać uwagę. No i zajawka - tekst w pigułce, czyli Izrael bez wojny i historycznego bagażu, widziany przez pryzmat sztuki. Świetne!

Komentarz został ukrytyrozwiń

hmmm... szczerze mowiac tytuł wystawy cos mi mowil, ale nie skojarzyłam, ze chodzi o ten obraz. W Krolikarni nie spotkałam sie z wytlumaczenien, ze tytuł stad sie wzial. W materialach, ktore od nich dostałam było tylko napisane o micie, ale tez dosc szczatkowo. Obejrzałam w necie obraz i jakos nie widze jak mozna go odniesc do wystawy...
Gratuluje spostrzegawczosci :)

Komentarz został ukrytyrozwiń

Materiał pobudza ciekawość. Gratulacje i plus dla Autorki. Na marginesie, oby jak najwięcej tego typu kontaktów między współczesnym Izraelem a Polską. Sztuka to najbardziej uniwersalny język. Izrael to przecież nie tylko wojna, a Polska to nie tylko kraj-cmentarz..

Komentarz został ukrytyrozwiń

+ :)

Komentarz został ukrytyrozwiń

Dziękujemy za Twoją aktywność w serwisie wiadomosci24. Do zobaczenia niebawem w innym miejscu.

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl
#PRZEPROWADZKA: Dowiedz się więcej

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.