Facebook Google+ Twitter

Trener reprezentacji Polski zwykle odchodzi z hukiem

Waldemar Fornalik z hukiem pożegnał się z fotelem selekcjonera reprezentacji Polski. A jak było wcześniej? Historia pokazuje, że huk bardzo często towarzyszył odejściom kolejnych selekcjonerów.

W historii reprezentacji Polski było wielu trenerów, którzy z wielkim hukiem odchodzili ze swojego stanowiska. Jedni wcześniej osiągali sukcesy, inni od początku nie wywiązywali się dobrze ze swojej roli, ale wszystkich łączyło jedno: na koniec i tak czekało ich twarde lądowanie. Postanowiliśmy więc stworzyć ranking selekcjonerów, którzy spadali ze swojego stołka z największym hukiem. Nie bierzemy w tym zestawieniu pod uwagę Waldemara Fornalika, bo huk po jego upadku wciąż rozbrzmiewa szerokim echem.

10. Henryk Apostel
Pamiętacie tę drużynę? Henryk Apostel zbudował świetny zespół! Juskowiak, Kowalczyk, Łapiński, Zieliński, Kosecki, Piotr Nowak, tę ekipę świetnie się oglądało. Wydawało się, ze po słabym początku ta ekipa zacznie osiągać wyniki, o czym świadczył remis z Francją i wysokie zwycięstwo ze Słowacją. W kluczowym momencie coś jednak nie zagrało i po porażce 1:4 ze Słowakami "Biało-czerwoni" pożegnali się z marzeniami o mistrzostwach Europy w 1996 roku. Apostel został jednogłośnie ogłoszony winnym niepowodzenia i po meczu z Azerbejdżanem (słynne 0:0) jego kadencja dobiegła końca.

9. Antoni Piechniczek

Jego rozstanie z kadrą przy pierwszej kadencji odbyło się bezboleśnie. W końcu odchodził po mistrzostwach świata, w których zakończyliśmy udział na 1/8 finału. Podczas drugiej kadencji było już znacznie gorzej. Piechniczek uwikłał się w konflikty z piłkarzami, które spowodowały, że atmosfera wokół kadry gęstniała niczym galareta. Kiedy Pan Antoni nazwał Wojciecha Kowalczyka "Szczurem, który kąsa" było jasne, że to powietrze oczyści tylko wybuch szkodliwego gazu, który się w nim nagromadził. Selekcjoner w końcu zrezygnował, dzięki czemu wielu piłkarzy odetchnęło z ulgą.

8. Zbigniew Boniek

To była jedna z najkrótszych kadencji w historii reprezentacji Polski. Boniek przejął kadrę po Jerzym Engelu. Podobno miał pomysł na tę reprezentację, ale nie potrafił go wdrożyć. Po kilku słabszych meczach podał się do dymisji, szokując tym samym opinię publiczną, która uważała, że jest on nie do ruszenia. Symbolem jego kadencji była porażka z Łotwą, która do dziś jest wytykana byłemu selekcjonerowi a obecnie prezesowi PZPN.

7. Ryszard Kulesza

Ten przypadek jest nieco inny od pozostałych. Ryszard Kulesza był trenerem solidnym, może nie miał wielkiego autorytetu, ale cieszył się dobrą opinią wśród władz, co w tamtych czasach miało niebagatelne znaczenie. Jednak w grudniu 1980 roku stało się coś, co przekreśliło jego przyszłość. Przed meczem z Maltą media dowiedziały się, że Józef Młynarczyk jest, delikatnie mówiąc, niedysponowany. Kulesza początkowo chciał zostawić go w kraju, ale ostatecznie ugiął się pod naciskami piłkarzy. Dziennikarze rozdmuchali jednak sprawę do niewyobrażalnych rozmiarów i w efekcie władze PZPN-u musiały kogoś przykładnie ukarać. Skończyło się na zawieszeniu czterech kadrowiczów i dymisji selekcjonera.
Polub Futbolplanet na Facebooku!

6. Paweł Janas

Janas sam ustawił pod swoimi stopami ogromną beczkę prochu. Być może zbudował najlepszą reprezentację od czasów Antoniego Piechniczka, ale na koniec czegoś mu zabrakło. Janas nie powołał na mistrzostwa kilku piłkarzy, którzy stanowili trzon drużyny w eliminacjach, przez co w zespole narodziły się podziały a w sercach nieobecnych zakiełkowała nienawiść. Tak naprawdę już wtedy nastąpiła eksplozja, po której dym kłębił się do końca turnieju. Sprawę podchwyciły media, które nie dawały selekcjonerowi chwili wytchnienia i nieustannie nękały go pytaniami o sprawy personalne. W takiej atmosferze osiągnięcie sukcesu jest mało prawdopodobne i Janas rzeczywiście poległ na mundialu z kretesem. Koniec jego kadencji był już przesądzony.

5. Jerzy Engel

Wywalczył awans do mistrzostw świata po 16 latach przerwy, co uznano za wielki sukces. Zamiast jednak pracować dalej nad zespołem, zaczął opowiadać, że już teraz jesteśmy zdolni do wielkich rzeczy i otwarcie mówił nawet o lepszym wyniku niż w 1974 roku. Mistrzostwa zweryfikowały jego tezy i już po dwóch spotkaniach okazało sie, że ta drużyna nie jest w stanie powtórzyć wyniku choćby z 1986 roku czyli wyjścia z grupy. Potem nastąpiło wielkie medialne show, pod tytułem co się stało, że Polska zagrała na tych mistrzostwach tak słabo. Engel zaklinał rzeczywistość, być może nawet oczarował wielu ekspertów roztaczając swoje wizje i szerząc różne idee, ale wszystko uciął Kazimierz Górski. − Skoro było tak dobrze, to dlaczego było tak źle − powiedział legendarny selekcjoner. Na te słowa Engel nie miał żadnego argumentu.

4. Kazimierz Górski

Tak, trenera, który wywalczył złoty medal igrzysk olimpijskich i zajął trzecie miejsce na mistrzostwach świata pożegnano z hukiem, na jaki nie zasługuje największy dyletant. A za co? Za to, że na olimpiadzie w Montrealu zdobył zaledwie, powtórzmy: ZALEDWIE srebrny medal. Powszechnie uznano, że ten wynik jest nie do przyjęcia i Panu Kazimierzowi podziękowano za współpracę. Jego następcą został Jacek Gmoch, który podobno maczał palce w dymisji polskiego trenera stulecia.

3. Leo Beenhakker

Beenhakker był pierwszym trenerem, którzy wprowadził Polskę do mistrzostw Europy. Po tym sukcesie traktowano go w kraju nad Wisłą jak mędrca, który zechciał łaskawie obdarować nas swoją futbolową wiedzą. Na Euro poszło mu gorzej i mit runął. Holender pozostał na swoim stanowisku i poznał siłę gniewu polskich mediów. Był krytykowany za wszystko i za cokolwiek, a podstawowym argumentem do krytyki był brak wyników. Jego porażki niekiedy były nawet przyjmowane z ogromną ulgą. Nic dziwnego, że jego odejście potraktowano jak uwolnienie się od bardzo ciężkiego balastu.

2. Franciszek Smuda

Miał dwa i pół roku na przygotowanie reprezentacji Polski do mistrzostw Europy, które odbywały się w Polsce i na Ukrainie. Wiele razy dawał powody do powątpiewania w powodzenie misji Euro 2012, po czym tłumaczył, że trzyma rękę na pulsie i tak naprawdę wszystko zmierza we właściwym kierunku. Nie było jak tego zweryfikować, bo przecież Polacy nie rozgrywali meczów o punkty, weryfikacja miała nastąpić dopiero podczas Euro. No i stało się, po remisach z Grecją i Rosją oraz porażce z Czechami, "Biało-czerwoni" zakończyli udział w turnieju na fazie grupowej. Na Smudzie nie pozostawiono suchej nitki, nikt nie zadawał pytania czy Smuda zostanie, wszyscy zadawali pytanie kto może posprzątać bałagan, jaki po sobie pozostawił. Przez kilka kolejnych miesięcy popularny "Franz" był obiektem drwin w polskich mediach.

1. Jacek Gmoch

Kiedy przejmował reprezentację Polski po erze Kazimierza Górskiego, przypisywał sobie wszystkie jego zasługi. Tłumaczył, że gdyby nie jego praca, to Górski nic by nie osiągnął. Spodziewał się, że kiedy sam będzie zarządzał drużyną narodową, ta będzie się spisywała jeszcze lepiej niż w 1974 roku i być może osiągnie jeszcze więcej. Rzeczywistość okazała się brutalna i Gmoch nie uniósł ciężaru, którym było prowadzenie reprezentacji na turnieju rangi mistrzowskiej. Jego taktyka była przekombinowana, metody zbyt skomplikowane, a podejście do spraw poza boiskowych zbyt drobiazgowe. Doszło nawet do tego, że selekcjoner robił piłkarzom test na inteligencje, który później miał być wykorzystywany na potrzeby taktyki. Ostatecznie reprezentacja nie awansowała do półfinału, co w kraju zostało odebrane jako klęska. Nikt nie musiał Gmochowi tłumaczyć, że jego przyszłość na stołku selekcjonera została definitywnie przekreślona, sam o tym doskonale wiedział, wykrzykując do piłkarzy: − Ja wam jeszcze pokażę!

Podsumowując całą sytuację można dojść do wniosku, że każdy selekcjoner wcześniej czy później popada w niełaskę. Od Stefana Majewskiego, który prowadził drużynę narodową w dwóch meczach po Kazimierza Górskiego, odnoszącego wielkie sukcesy - wszyscy są z góry skazani na gniew mediów bądź fanów. Jednak w długiej historii reprezentacji Polski jest trener, który nie spadał z hukiem, lecz zszedł z posterunku z podniesioną głową. Chodzi o Krzysztofa Pawlaka, który prowadził drużynę narodową w wygranym meczu z Gruzją w 1997 roku (4:1). Dobrze wiedzieć, że jest w tym towarzystwie ktoś, kto wymigał się od krytyki.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (1):

Sortuj komentarze:

Metodę "hukową" proponuję wdrożyć w przypadku umów śmieciowych... Jestem przekonany, że ten negatywny pijar wokół pracownika nie sprawił by najmniejszego na nim wrażenia, gdyby dostał takie pieniądze jak ci wyjątkowi specjaliści od piłki kopanej.

Tak nawiasem... Wczoraj w mediach pokazywano dziewczynkę uprawiającą gimnastykę, która ciężko pracuje i ma szansę na sukces, ale nikt nie chce jej dać wsparcia...

Tutaj natomiast, pieniądze płyną prosto w błoto, przepraszam na konta kilku osób i wszyscy o tym wiedzą. Trochę tylko poszumi w mediach i będzie jak zawsze...

Czy atmosferę wokół takich warunków rywalizacji można nazywać jeszcze sportem?

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.