Facebook Google+ Twitter

Trenerski roller coaster w Europie

Letnie okno transferowe wystartowało bezprecedensowo ze względu na kaliber i skalę trenerskich migracji.

 / Fot. Tsutomu Takasu/CC BY 2.0Opiekunów zmienili trzej czołowi przedstawiciele Premier League, trzy ekipy z pierwszej szóstki Primera Division, dwie z pierwszej czwórki Bundesligi, wicemistrzowie Włoch z Neapolu plus uderzający o dno były potentat Inter oraz sięgające po trzeci tytuł z rzędu Porto. Do przeprowadzki z Paryża szykuje się marzący o królewskim epizodzie Carlo Ancelotti, potężniejące z dnia na dzień Monaco rozgląda się za kimś obiecującym większe prawdopodobieństwo sukcesu niż Claudio Ranieri, który nigdy nie triumfował na krajowym podwórku. Z Werderem po 14 latach wzlotów i upadków pożegnał się Thomas Schaff, nowego stadionu w Bilbao nie ujrzy z ławki jeden z największych szkoleniowych intelektualistów w starym stylu Marcelo Bielsa.

Na nic gromada piłkarzy-multimilionerów, jeśli w grubym portfelu inwestycyjnym właścicieli głównym aktywem nie będzie trener. Ale tegoroczne ponadstandardowe obroty po raz pierwszy tak jaskrawie pokazały deficyt serwowanych przez nich usług. Ci z pierwszego rzędu stanowią wąskie, elitarne grono, krążące przemiennie między najpotężniejszymi futbolowymi instytucjami. Po klubowym wskrzeszeniu Pepa Guardioli i reprezentacyjnym Luisa Felipa Scolariego są już na rynku szczelnie zagospodarowani. Rodzynki typu David Moyes czy Andre Villas Boas wciąż mają przed sobą proces dojrzewania i fermentacji.

"Jeśli prezes zwalnia trenera, którego sam wcześniej zatrudnił, to powinien odejść wraz z nim" - powiedział kiedyś szkoleniowiec sensacyjnego Nottingham Forest Brian Clough, wcielając się w rolę naiwnego adwokata swojego środowiska. Clough chyba przewidział, że pozycja trenera zostanie sprowadzona do najemnika, rzucanego po różnych futbolowych kulturach, koniecznie asymilującego się do dynamicznego otoczenia.

Kim dzisiaj jest dobry trener? Psychologiem i pedagogiem? Kiedy trzeba wychowawcą, innym razem katem? Charyzmatycznym motywatorem czy subtelnym taktykiem? Nie ma prostej odpowiedzi. Zarządzanie drużyną staje się zadaniem interdyscyplinarnym, wymagającym wszechstronności i rzadkiej umiejętności szarpnięcia za odpowiednie struny w odpowiednim czasie.

Jednak wraz z niepowodzeniem madryckiej misji Jose Mourinho, autora rzecz jasna najgłośniejszej przeprowadzki, do niedawna bezkrytycznie podziwianego guru, zakwestionowany został mit uniwersalności. Wszystko to, z czego słynął, czyli bezgraniczne uwielbienie piłkarzy, nadzwyczajne zdolności mobilizacyjne, podporządkowanie sobie klubowej administracji - słowem coś, co doskonale sprawdziło się w Portugalii, Anglii i Włoszech, nie wytrzymało zderzenia z realowską machiną, odporną na próby zamachu na własne zasady.

Z tego niby jednostkowego wydarzenia mogą wypłynąć ogólne wnioski: to co dziś wydaje się precedensem, jutro może stać się standardem.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.