Facebook Google+ Twitter

"Tristan" - o miłości tańcem, gestem i muzyką [Recenzja]

Kiedy powiedziałam koleżance, że wybieram się na balet, stwierdziła: balety są "ciężkie". O tym, czy naprawdę trudno ogląda się spektakl bez słów, mogłam przekonać się w Teatrze Wielkim Opery Narodowej.

Zdjęcie ilustracyjne / Fot. PD-Art/Domena publicznaDzień spektaklu wypadł w niedzielę, akurat w święto prima aprilis. Kiedy elegancko ubrana dotarłam do teatru i szukałam punktu odbioru zaproszeń, myślałam: wreszcie zobaczę balet. Elegancki wystrój i pięknie ubrani goście. Gdy podałam bilety Panu wpuszczającemu gości, stwierdził że są nieważne. Wytrzeszczyłam lekko oczy. Na moje pytanie: dlaczego? padła odpowiedź: przecież dzisiaj prima aprilis. A ja dałam się nabrać. Z niecierpliwością czekałam na początek spektaklu. Sala wypełniała się rytmicznie.

Atmosfera była wyjątkowa jeszcze zanim wybiła godzina 18. Wystarczyło odwrócić głowę i przyjrzeć się białym eleganckim koszulom, krawatom, garniturom i sukniom wieczorowym, żeby utwierdzić się w przekonaniu, że wszyscy spodziewamy się czegoś specjalnego.

Postacie pojawiały się na scenie powoli. Na początku kobieta i mężczyzna w bieli. Ciągle zastanawiałam się, czy będę w stanie odczytać sceny z historii Tristana i Izoldy. Gdy na scenę wyszedł smutny mężczyzna, wiedziałam, że to główny bohater. Spacerował, był sam. Na scenie pojawiło się nagle wiele postaci. Grupa ubrana na czarno, od razu skojarzyła się ze złem i niepokojem. W grupie tańczących były też dzieci ubrane na biało. Wprowadzały świeżość i lekkość.

"Tristan" powstał według zamysłu Krzysztofa Pastora. Taniec w tej opowieści scenicznej współgrał z muzyką Wagnera. Śpiewem zaś zachwyciła Anna Lubańska.

Stroje wzbudzały podziw. Przed spektaklem przeczytałam, że zaprojektował je Maciej Zień, więc tym bardziej byłam ciekawa efektu. Tkaniny były zwiewne, a sukienki miały setki błyszczących kryształków. Stroje nadawały tez rysów postaciom. Izolda o Białych Dłoniach miała suknię z długimi, białymi rękawiczkami. Natomiast Izolda o Jasnych Włosach, jako jedyna nie miała nakrycia głowy.

Dekoracja była skromna. Niekiedy w tle pojawiał się motyw zachmurzonego nieba. Pomiędzy Tristanem i Izoldą leżał miecz. Na scenę wniesiono także naczynia, z których oboje wypili sekretny napój.

Zakończenie spektaklu było bardzo wymowne. Na środku sceny stali Tristan i Izolda. Byli odwróceni do widzów i szli w stronę kurtyny. Gdy Tristan chciał się odwrócić, Izolda delikatnie zakryła mu usta. Gdy zaś ona próbowała spojrzeć w tył, ukochany zakrył jej oczy. Nie odwracając się, poszli przed siebie.

Owacje trwały długo. Po skończonym spektaklu trudno było mi jednak opowiadać o wrażeniach. Teraz już wiem, że wychodząc z baletu nie rozmawia się o tym, co działo się na scenie. To się po prostu czuje.

Znajdź nas na Google+

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (1):

Sortuj komentarze:

Trudno opowiadać czy recenzować tego typu przedstawienia. Zgadzam się z Autorką, że balet się po prostu czuje. Rozumiem też koleżankę Autorki, dla której balet to nuda, bo wielu z moich bliskich nie lubi tego typu rozrywki. Mnie natomiast balet bardzo się podoba i relaksuje. Chętnie wybrałabym się więc na "Tristana", aby podziwiać i taniec i piękne jak wspomniała Autorka stroje. Poza tym sama postać Krzysztofa Pastora kojarzy mi się ze świetną rozrywką dla widza.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.