Pozycja materiału w rankingach:
Paradoksalnie, nie francuska maestria, a toporny i czasami bezradny styl gry włoskich rzemieślników, doprowadził wczoraj do eksplozji radości Półwysep Apeniński.
Będąc zupełnie obiektywnym obserwatorem finałowego meczu Mistrzostw Świata 2006 w Berlinie, nie sposób było nie zauważyć, kto dominował na murawie. Jednak fakty są inne - to Cannavaro i spółka wznosili wczoraj, w obecności największych sław piłkarskich i blisko 70 tysięcy kibiców, trofeum, które zaprojektował włoski rzeźbiarz, Silvio Gazazniga. Tak więc, w pewnym stopniu wspierając się interpretacją symboliczną, historia zatoczyła koło.
Początek meczu został zdominowany przez ostrą grę Włochów, którzy za wszelką cenę chcieli pokozać przeciwnikom swoją zawziętość i determinację. Pierwszą "ofiarą" takiego stylu gry stał się już w 3. minucie Thierry Henry, który po zderzeniu z kapitanem "azzurich" padł na murawę niczym bokser rażony prawym sierpowym. Jednak stawka meczu i solidna dawka amoniaku pozwoliły napastnikowi wrócić do gry.
Krótko potem do głosu doszli dwaj bohaterowie niedzielnego spotkania - obrońca włoski Marco Materazzi i reżyser poczynań "trójkolorowych", Zinedine Zidane. Pierwszy faulował brawurowo wchodzącego w pole karne Maloudę, drugi zaś technicznym strzałem z "wapna" umieścił piłkę za linią bramkową "twierdzy" Buffona. Okazję do rehabilitacji wykorzystał Materazzi już
kilkanaście minut później, kiedy, po dośrodkowaniu Pirlo, silną "główką" pokonał Bartheza.
O ile do wyrównującej bramki, to Francuzi byli stroną przeważającą, to od tego momentu mecz stał się bardziej wyrównany, a piłkarze z obu stron stwarzali zagrożenie dla bramki rywali. Jednak druga połowa meczu i dogrywka ukazała bezradność Włochów, którzy nie mając żadnych argumentów w ofensywie, odpierali szturm francuskiej nawałnicy, murując bramkę. Mądrość taktyczna Francuzów, technika użytkowa, a przede wszystkim kreatywność mogła podobać się nawet najbardziej wybrednym kibicom.
Stojący w miejscu Włosi, żałośnie przesuwający wzrok za piłką wędrującą od nogi do nogi przeciwnika, rozpaczliwie bronili "korzystnego" rezultatu, licząc na rozstrzygnięcie w rzutach karnych, chociaż jeszcze nigdy w ten sposób nie udało im się wygrać meczu podczas Mistrzostw Świata. Tak więc nadzieja była bardzo płonna. I kiedy praktycznie wszyscy myśleli już o konkursie "jedenastek", doszło do zdarzenia oszałamiającego, z udziałem wspomnianych już Materazziego i Zidane'a. Prowokowany zapewne słownie Francuz uderzył "z byka" włoskiego obrońcę. Czerwona kartka i... koniec kariery, naprawde w żałosnym stylu.
I na nic "usprawiedliwienia" redaktorów Borka i Kołtonia (którzy jednocześnie zgodnie potępili ten bandycki "wyczyn"), że w Zidane'ie uśpiony jest "demon zła". Epilog dopisał już los, bowiem loterię karnych wygrali Włosi, paradoksalnie doskonale wykonując "jedenastki". Niesmak jednak pozostał, bowiem Zidane "zabił" ducha fair play w futbolu, Włosi zaś "zabili" piękno futbolu.
Zobacz także:
Artykuły
(4)
Galerie
(5)
Średnia ocen
(4.90)
Wiek: 35 | Miejscowość: Kielce | Kraj: Polska
Ostatnie artykuły autora:
Sortuj komentarze:
Mateusz Wolski 06.09.2007 10:53
Do "macieklew": rzeczywiście, masz rację, trochę się zagalopowałem z tą władzą, bardziej chodzi mi o dyskusje polityczne (pseudopolityczne?), bo tam poziom bliski jest rynsztoku. Używając porównania do władzy, miałem zapewne na myśli oddziaływanie elit na społeczeństwo. A wracajac do dysput polityków: tam się używa takich "argumentów":
- Pan mija się z prawdą...
- Nieprawda, ja mam dowody, to Pan kłamie...
... i tak w kółko.
Pozdrawiam i dziękuję za zainteresowanie komentarzem.
Mateusz Wolski 05.09.2007 10:14
Z całym szacunkiem do Twojego głosu, ale wyszło na to, że nie skomentowałeś tego artykułu, bowiem nie przedstawiłeś żadnych argumentów. Zresztą nie ma się co dziwić, bo obecna władza również prezentuje takie metody i quasi-argumentacje, używając licznych hiperbolizacji bazujących na najwyższych uczuciach. Spróbuj przedstawić swój głos w sensowny sposób, argumentując własne zdanie, a wtedy z przyjemnością się do niego odniosę. Jednak nie będę zniżał się do poziomu ataków personalnych, bo za takie uznać trzeba hasła typu "głupota, brednie". Pozdrawiam...
Łukasz Wolski 03.07.2007 21:16
głupota przepraszam, że tak późno komentuje ale jak to zobaczyłem nie mogłem się powstrzymać od skomentowania tych bredni...
Bieg Lwa. I półmaraton w podpoznańskim Tarnowie Podgórnym
(odsłon: +957)