Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

3873 miejsce

Triumf śmierci. Co łączy filmy "Wołyń" i "Ostatnia Rodzina"?

Smarzowski i Matuszyński pozostawiają widzów w poczuciu realnego przeżycia cudzej lub własnej śmierci. Są jak "Triumf śmierci" Breughla. Ten symboliczny obraz jest na tyle znany, że aż pozornie zbyt oczywisty, jednak wart interpretacji.

Źródło: Wikipedia / Fot. Breughel Triumf śmierci Na obrazie "Triumf śmierci" (1562) Pietera Breughla - malarz holenderski pokazał coś, co na zawsze wstrząsnęło mną, ale i wszelkimi prawdopodobnie odbiorcami - szkieletory symbolizujące śmierć zabijające bezbronnych ludzi. Obraz ten miał charakter ostateczny, pod wieloma względami - nie pozostawiał żywym nadziei na przeżycie - pokazywał ludzkość ginącą w śmiertelnej walce z przeważającą siłą, nie dającą się zabić, bo już nieżyjącą. Walka do ostatniego żywego - z góry jest przegrana. Obraz ten zawsze wydawał mi się zbyt dosłowny, by mógł służyć wyłącznie jako przypomnienie, że wszyscy umrzemy; Śmierć jako armia trupów była na tyle obrazowa by mogła wydawać się wyłącznym sensem, żyć własnym życiem, być straszna sama w sobie, toteż zamiast przestrogi przed złym życiem życiem poprzedzającym i tak czekającą śmierć, była powielana w kulturze jako przestroga przed samą armią bezdusznych trupów-morderców. I tak koszmar śmierci oderwał się od jej kontekstu - od życia - powstał wysyp filmów i seriali o zombie, dodajmy zresztą zombie nieudacznych, bo potrafiących umrzeć drugi raz, na wieki.

Śmierć na obrazie była jednak przestrogą. Ale przestrogą przed czym? Przed samą śmiercią? Jeżeli przed czymś jesteśmy przestrzegani, to znaczy zazwyczaj, że możemy tego uniknąć - a tu nie! I tak umrzemy, czegokolwiek nie zrobimy. Więc co to za przestroga?

Czemu piszę o Breughlu w kontekście dwóch filmów na polskich ekranach? Oba są bowiem w jakimś sensie "Triumfem śmierci", opowieścią o niemożności ucieczki przed przerażającą śmiercią. O tym największym koszmarze - o tym, że umrzemy. Oba pokazują te same wizje. "Wołyń' - w kontekście zbiorowym, "Ostatnia rodzina" - w kontekście jednostkowym. Prawda jest jednak taka, że oba są oparte na faktach - stąd przyrównywanie przeze mnie ich realnych historii i krzywd do odległego, obrazu symbolicznego mogłoby razić - gdyby nie robili tego też... sami twórcy

W "Wołyniu" oglądamy rzeź dokonaną na polskich mieszkańcach wsi przez ich ukraińskich sąsiadów. W "Ostatniej rodzinie" ginie człowiek całe życie zapowiadający swoją śmierć, we własnym malarstwie - ale zabity jest przypadkowo, nie wiadomo dlaczego - też zresztą przez własnego sąsiada.

Śmierć Zdzisława Beksińskiego w "Ostatniej rodzinie" i rzeź w "Wołyniu" to historie co do zasadniczej faktografii prawdziwe w 100 %. Jako tematy filmowe jednak - muszą żyć własnym życiem, tak jak "żyje" śmierć Breughla.

Dlaczego więc "Ostatnia rodzina" zatkała mnie i nie mogłem nie wzruszyć się śmiercią Zdzisława Beksińskiego, podczas gdy oglądając piętrzące się rzezie setek ludzi w "Wołyniu" miałem wrażenie nadmiernej eskalacji, zbyt dosłownego poruszania się tropem kina gatunkowego (kino wojenne, horror?). Zbyt dosłownego posługiwania się środkami filmowymi przy rekonstrukcjach? Dlaczego wiedząc, że to co oglądam działo się naprawdę, nie potrafiłem zapłakać nad bohaterami, podczas gdy łkałem jak bóbr po Beksińskim Andrzeja Seweryna?

Zadziałał fenomen podejścia do smierci - tego, czy wyciągamy z niej wniosek o życiu, tak jak robił to filmowy Zdzisław Beksiński, czy też używamy jej jako straszaka.

Co łączy oba filmy to makabreska - dosłowność wypowiedzi i umiłowanie do dobrze zawoalowanego cynizmu. Przecież nie oglądamy prawdziwej rzezi na Wołyniu, każdy po swojemu oceni ten problem, ale na dwie i pół godziny pozostaje jednak w kinie - z aktorami. W przypadku "...Rodziny" tak samo, ale śmierć Beksińskiego porusza mnie - mimo, że jest zupełnie niezapowiedziana, zdarza się z zaskoczenia po dwóch godzinach filmu w dużej mierze mówionego, może trochę momentami przydługiego, by nie rzec, przegadanego filmu, trochę, jak Teatr Telewizji z dużym budżetem w dwóch-trzech scenach w otwartej przestrzeni. Obserwujemy przez cały film piątkę bohaterów: Zdzisława (Andrzej Seweryn), Tomka (Dawid Ogrodnik) i Zofię Beksiskich, a także dwie teściowe/matki/babcie mieszkające w jednym mieszkaniu. W zasadzie bohaterem jest blok w którym mieszkają. Taki sam jak ten w którym mieszkałem i mieszkam dziś.

W "Wołyniu" bohaterem jest wieś - z całą jej swojskością - filmową w charakterze zdjęć, plenerów, czy migocących ogni - świecących się lub płonących chat, ale jednak oddaloną od tego, co nasze,co moje, od tego co teraz, współczesne.

Tu jest pierwsza faza - "Wołyń" opowiada o świecie, którego już nie ma, umarł, wskrzesza go dla nas i uśmierca ponownie. W "Ostatniej rodzinie" mamy z kolei wrażenie, że wszystko jest tu i teraz, współczesność jest zamierzchła, a w przeszłości, lat 70. i 80. bohaterowie operują w zasadzie tymi samymi narzędziami komunikacji co teraz - kamerami służącymi do dziennika wideo, czy pierwszy, choć niepublikowany vlog,; program "Wywiad z Wampirem", płyty winylowe - wszystko jest częścią jednej codzienności. Czym przy tych narzędziach jest abstrakcyjna dziś siekiera, czy kosa - zastąpione tartakami i kombajnami?

Druga rzecz - polityka- o niej jest "Wołyń" - o tym kto kogo dlaczego, kiedy za co. Bohaterem nr 2 jest czas. Nie ważne kto gra - po czasie i miejscu będzie co najwyżej bohaterem nr 3 (wymienię tu Michalinę Łabacz w głównej roli, jej partnerzy ciągle są wymieniani). Bohaterami są więc 1 września 1939, jego wspólnik 17 września 1939, dwaj panowie niewidoczni na ekranie, Ribbentrop i Mołotow, parę nazw (OUN), parę faktów, (niedoczekana samodzielność Ukrainy pod II RP, pod ZSRR, czy pod III rzeszą), wreszcie 22.06.1941.

Teraz liczba wątków politycznych w "Ostatniej rodzinie" - 0. Słowem - zero. Zabójstwo Zdzisława Beksińskiego mogło być pokazane jako mord polityczny - aspirujący, niewykształcony, ubogi sąsiad zabija dobrze przędącego malarza, by go okraść i chwilowo wskoczyć po jego trupie do wyższej klasy społecznej. Nie ma tego. Po prostu nie ma (a mogło być, scenarzysta filmu napisał "Hardkor disko").

Nawet jeżeli przyjąć tę uproszczoną tezę o morderstwie Beksińskiego i rzezi na Wołyniu - podstawa obu zbrodni miała charakter innego rodzaju - ale nie ma - pamiętajmy, że to tylko filmy. Przejdźmy do filmowych sztuczek.

Otóż u Smarzowskiego jest tak samo jak u Spielberga - Indiana Jonesie strzelał do hitlerowców i jednym pociskiem zabił kilku na raz. Publiczność bawiła się. Kilka lat później w "Liście Schindlera" hitlerowiec strzelał do gromady Żydów ustawionej w szeregu, by oszczędzać naboje. Publiczność była zszokowana; chyba, że skojarzyła, że to już u Spielberga było i to w komediowej formie. Wykorzystano więc tę samą scenę, co wcześniej "śmiejemy się" pod hasło "płaczemy", co - przy całym szacunku do Spielberga było dość żenujące. Przypadek? Raczej nie, ale jeżeli nawet tak, to dość frapujący.

Smarzowski, znany z poprzednich filmów ukazywał polskie społeczeństwo w pigułce - siekiera służyła w "Weselu" jako narzędzie do obcięcia palca gospodarzowi w trakcie finalizowania absurdalnie rozkręconej transakcji w którą wchodziło m.in. małżeństwo + sprzedaż ziemi pod autostradę. W "Domu złym" gospodarz zabijał żonę obuchem siekiery - po groteskowej zbrodni, której dokonał przez pomyłkę na własnym synu. Tutaj też ścina się siekierą warkocz panny młodej w scenie wesela po to, by ściąć później tej pannie młodej... głowę. Właśnie ten ostatni motyw - typowo filmowy - bo przecież tylko widzowie filmu, nie oprawcy, kojarzą tę scenę z jego początku jest tym samym Spielbergowskim autocytatem.

I tu pytanie - czy naprawdę potrzebujemy inteligenckich, narracyjnych zabaw filmowych do tego, by pokazywać ludobójstwo?

Może przesadzam - ale jeżeli te sztuczki - żonglerkę czarnego humoru i niesmacznych zestawień - musimy już pokazywać, to wolę sposób Matuszyńskiego - on wchodzi w nią na całość, pokazuje Beksińskich, którzy umrą, jako rodzinę w skali 1:1, każdy zobaczy w niej trochę swoją rodzinę, po to, by ją wyeliminować, jedną po drugiej, ich rodzinę, naszą rodzinę, nas.

Gdy u Smarzowskiego - który swój film też mógłby nazwać "Ostatnią rodziną", giną po kolei kolejni członkowie rodziny - my cały czas boimy się, o tych, którzy pozostaną. U Matuszyńskiego na odwrót - wiemy, że wszyscy umrą, ba, wprowadzeni ironicznym komentarzem Zdzisława Beksińskiego wiemy, że wszyscy umrzemy, że kpiny sobie z góry z epitafium na swoim grobie, a nawet, że sami chcemy śmierci i jej szukamy, jak w przypadku Tomka Beksińskiego (celowo piszę o nim jako o postaci drugoplanowej bo za taką też ją uważam, to film o Zdzisławie). Śmierć. Śmierci,o, Śmierci. Cały czas tej samej śmierci.

Jakkolwiek zbyt okrutnie, nie na miejscu, po stalinowsku to zabrzmi w tym kontekście, śmierć jest zawsze jedna i ta sama - ostateczna, nieodwracalna. Morderstwo, czy ludobójstwo - zawsze będzie bezsensowne i okrutne.
Tak, jest i będzie, zaspojleruję Wam życie: Wykończy Was choroba (albo wypadek), zabijecie się sami, albo zabije Was najbliższy sąsiad.

W "Wołyniu", odwrotnie niż w teorii o Holokauście dehumanizowana jest nie ofiara, a kat - w momencie, kiedy widzimy Ukraińskich chłopów z kosami, czy siekierami - staja się oni szkieletami, ale nie budzącymi litość zagłodzonymi ofiarami, znanymi ze zdjęć z wyzwolenia obozu, ale właśnie szkieletami symbolicznymi, złymi szkieletami Breughla - potworami. Smarzowski stawia w jakimś sensie symetrię między Ukraińcami zabijającymi niewinnych Polaków, a Polakami zabijającymi niewinnych Ukraińców - bo w efekcie rodzina bohaterki się kurczy, z tej wojny bratobójczej nic jej nie przychodzi, przeciwnie. Każdy morderca z "Wołynia" jest przez swoje morderstwo odczłowieczony - ukazany jako Breughlowski szkielet z kosą. Tak też ukazany jest sąsiad zabijający Zdzisława Beksińskiego - nie z przyczyn narodowo--patriotycznych, czy z rzekomego ucisku chłopa przez chłopa (ofiarami Ukraińskich chłopów byli nie tylko panowie, którymi zajęli się wcześniej bolszewicy, ale w większości zwykli chłopi więc teoria walki klas się tu nie sprawdza. Niemniej jednak ubożsi, słabsi Polacy nie mieli nigdy na tyle silnego głosu, co silniejsza inteligencja, odchodząca elita wymordowana przez bolszewików - ale to opowieść na inną dyskusję).

Nie chodzi o to, by morderców uczłowieczać, czy rozumieć. Czy społeczeństwo polskie z "Wołynia" Smarzowskiego wyniesie coś więcej ponad Breughlowską makabreskę? Czy będzie traktowało film jako swoistą, ekstremalną lekcję historii? Ale historia nigdy nie będzie taka jak jeden, choćby najlepszy film. Chyba, że mowa o "Ostatniej rodzinie". Po zastanowieniu się nad tym, (że jest to jednak najlepszy film )- można powiedzieć na odwrót - że historia będzie zawsze taka, jak pokazana w tym filmie - ale będzie to historia jednostek. U Matuszyńskiego, jako rzekłem, polityki nie uświadczycie. Beksińscy są swoimi własnymi ofiarami, każda każdej i każda swojej.

Tomasz Beksiński - dziennikarz i tłumacz, ale i postać z filmu "Ostatnia rodzina", sam wybrał śmierć, tę samą, która zabrała 95% bohaterów "Wołynia" - filmu, w którym ludzie przed śmiercią przez cały film - najczęściej bezskutecznie - jak na obrazie Breughla uciekali. Powtórzę - ta sama śmierć.

Na koniec o Zdzisławie Beksińskim i Breughlu. Wiele postaci z obrazów Beksińskiego zawsze kojarzyło mi się z obrazem klasycznego malarza. Podobne wpływy nie były to zjawiska wcześniej obce - ale w mojej prywatnej, osobistej historii sztuki nie ma już teraz Beksińskiego. Jest Andrzej Seweryn.

Smarzowski zarysowuje piekło. Piekło zawsze jest takie samo - niezależnie od czasów - ale to nieprawda, bo piekło jest wiekuiste, a tutaj - kiedyś się w końcu skończy. Prawda?

Beksińscy żyją tak, jakby byli swoimi własnymi duchami - nikogo nie zabijają - ale nie mogą też nikomu pomóc, nawet sobie. Ani 9 milionom ludzi umierającym z głodu rocznie.

I to będzie morał tej analizy - wyjątek z "Głodu" Caparrosa - powtórzmy, w ciągu roku umiera z głodu 9 miliomów ludzi. . Czy mamy prawo bagatelizować ich bezsensowną śmierć samemu żyjąc? Czy ich śmierć jest mniejszą śmiercią niż śmierć na wojnie 70 lat temu, znanego człowieka teraz, czy nasza kiedyś?

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.