Facebook Google+ Twitter

Trochę magii. "Klan Wilczycy" Maite Carranzy

Sięgając po "międzynarodowy bestseller o czarownicach z XXI wieku" (informacja z okładki) miałem nadzieję na otrzymanie kawałka wciągającej młodzieżowej literatury. Rekomendacja nie wytrzymała zderzenia z rzeczywistością.

 / Fot. OkładkaPierwszy tom trylogii "Wojna Czarownic" przyniósł 52-letniej hiszpańskiej pisarce wielki rozgłos na całym świecie. Książka znalazła rzesze miłośników, przetłumaczono ją na ponad 20 języków. Po zaaplikowaniu sobie takich informacji moje oczekiwania względem lektury ustabilizowały się na dość wysokim poziomie. To miała być przede wszystkim skuteczna odskocznia od codzienności, zapewniająca kilka godzin wyjętych z życiorysu (jak to jeśli o mnie chodzi bywa w przypadku pozycji fantasy i fantastyki). Takową się nie okazała i to z wielu powodów, o których poniżej.

Główną bohaterką książki jest 14-letnia Anaid Tsinoulis. Życie tej niezbyt lubianej przez rówieśników (ze względu na nieprzeciętną inteligencję) dziewczyny przybiera niespodziewany obrót, kiedy pewnego dnia bez śladu znika jej matka Selene. Wówczas Anaid odkrywa swoje magiczne umiejętności - okazuje się, że potrafi rozmawiać ze zwierzętami oraz widzi duchy zmarłych. Niebawem przeżywa także pierwszy konwent klanowy. Jak grom z jasnego nieba spada na nią wiadomość - "jesteś czarownicą". W tajniki Klanu Wilczycy wprowadza ją ciotka Criselda.

Anaid poznaje odwieczny podział na czarownice Omar, do których należy oraz okrutne czarownice Odish żyjące w Mrocznym Świecie równoległym. Dowiaduje się także o istnieniu starodawnego proroctwa, mówiącego o wybrance, która ma zakończyć wieloletni konflikt. Wszystko wskazuje na to, że ową wybranką jest Selene. Anaid postanawia za wszelką cenę odnaleźć matkę i oczyścić ją z zarzutów zdrady stawianych jej przez czarownice Omar.

Fabuła książki długimi fragmentami razi sztampowością. Ile to już razy mieliśmy okazję czytać o odwiecznym konflikcie Dobra ze Złem? Moim zdaniem zbyt wiele. To, co autorka próbowała uczynić największą tajemnicą, dla czytającego jest oczywiste od pierwszych stron. Teoretyczne zwroty akcji w istocie są tylko oczekiwanym rozwojem wydarzeń. Carranza starała się używać języka przystępnego dla młodzieży, a wyszła z tego nieprzyswajalna papka (nie sądzę, aby wina w tej kwestii leżała po stronie polskiego tłumaczenia).

Przeczytanie kilkudziesięciu stron zmuszało mnie automatycznie do tymczasowego odłożenia książki. Zamiast rozrywki otrzymałem kilka godzin czytelniczej katorgi. Niesmaku dodają pisane wierszem wstawki dotyczące wspomnianego proroctwa. Sama postać głównej bohaterki, mimo prób kreowania jej na bardziej skomplikowaną też opiera się o schemat.

Muszę stwierdzić, że fenomen "Klanu Wilczycy" niezmiernie mnie dziwi. Przez chwilę wydawało mi się, że może już wyrosłem z 'młodzieżowej literatury', ale to nieprawda, ponieważ kolejne części Harry'ego Pottera pochłaniałem jednym tchem. Chodzi więc tutaj raczej o wątpliwą jakość książki Carranzy. Nie polecam lektury nawet najbardziej zagorzałym fanom gatunku. Mam nawet wrażenie, że to właśnie oni zawiodą się na książce najbardziej, gdyż nic tak nie 'zabija' powieści fantasy jak rażąca wtórność i przewidywalność.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (1):

Sortuj komentarze:

Nie będę tego czytać. ;)

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.