Facebook Google+ Twitter

Trochę strajku, potem plaża, czyli farsa "Z kolanem u lekarza"

Odyseja Homera to czasem nic w porównaniu z tułaczkami pomiędzy polskimi lekarzami. Ja akurat mam poważne problemy ze stawem i rzepką kolanową. Stało mi się jednak tak, że wynikiem poszukiwania pomocy medycznej jest... woda w kolanie.

Tułaczka Odyseusza, mozaika rzymska III w., Muzeum Bardo, Tunezja / Fot. nieznanyDziennikarz obywatelski to też potencjalny pacjent. Potwierdzam. Dlatego postanowiłem napisać tekst "obywatelsko-autopsyjny".

Tak się nieszczęśliwie stało, że kilkanaście dni temu, prawdopodobnie w czasie jednego z z piłkarskich spotkań w Brukseli w Brukseli jakaś nieznana mi siła uszkodziła mi kolano. Ból przyszedł po kilku dniach od zawodów. Ale przyszedł...

Po przyjeździe do Polski postanowiłem dmuchać na zimne (kolano) i mając a pamięci casus mojego kolegi, który zlekceważenie podobnego przypadku przypłacił skomplikowaną operacją stawu, zadecydowałem, że oddam się pod opiekę polskim służbom medycznym. Jak się okazało byłem idiotą, że nie postanowiłem się wykurować w Belgii.

Historia zaczyna się niepozornie. Odwiedzam mojego lekarza pierwszego kontaktu. Przy czym zanim zostaję do niego dopuszczony muszę wypełnić dwie dwustronne kartki A4 formularzy. Odnowienie deklaracji czy coś w tym rodzaju. - A ma pani długopis? - Ja? No dobrze, dobrze zaraz coś się znajdzie.

Lekarz rodzinny nie wiedział co mi jest choć opisałem odczucia niczym wspomnienie pierwszego pocałunku. Trudno. Ważne, że skierowanie do ortopedy zdobyte. I w ten sposób mogłem ubiegać się o wizytę w Niepublicznym Zakładzie Opieki Zdrowotnej z umową w NFZ.
A tam: - Cóż... Mogę pana zapisać na 26 lipca, pasuje panu?
- Nie do końca - odparłem zaszokowany i z trudem, bo z trudem (i bólem) odwróciłem się na pięcie.
- Proszę spróbować w tym drugim budynku, ta również jest przychodnia. Ale proszę przyjść po niedzieli, bo lekarze są na urlopie na razie.

Przybyłem, zobaczyłem, zarejestrowałem się. Termin? 26 lipca, a to było za 10 dni. "Do tego czasu będę skakał na jednej nodze" - pomyślałem. Gdy ból i niewygody związane z przemieszczaniem się jednak postępowały, postanowiłem udać się do przychodni publicznej, co prawda oddalonej znacznie, ale chwilę się łudziłem, że tam szybciej zostanę przyjęty. W międzyczasie postanowiłem troszkę zadbać o siebie, kupiłem opaskę i opatrunek elastyczny oraz kilka jakichś "badziewnych" kremów, które w reklamie niby połamanego bacę przywracają do życia.

Wszedłem jak Dante do piekieł i oczom mym ukazało się mrowisko pełne poszkodowanych zasmuconych ludzi.
- Bardzo panią proszę, coraz gorzej z moim kolanem, czuję że się woda w nim gromadzi powoli. Potrzebuję pomocy, poza tym jestem sam w domu i będę jeszcze długo - przygotowałem mowę sugestywną okraszoną teatralnym wzrokiem porzuconego kundla.
- No dobrze - usłyszałem pełne nadziei odsapnięcie. Jak mi ma pan tu umrzeć to zapiszemy pana jak najszybciej. Może być... hm drugi sierpnia?

Nie pamiętam jak szybko wyszedłem z przychodni. Nawet kolano chyba na chwilę się ze mną solidaryzowało. Zadzwoniłem do przychodni górniczej. Tata był górnikiem, mam prawo się też tam leczyć.
- Niestety mamy strajk w ośrodku a na KWK Bielszowice z kolei jest pogotowie strajkowe. - usłyszałem w słuchawce.
- A kiedy się to skończy?
- Chyba w piątek.
- To może mnie wobec tego szanowna pani zapisać na poniedziałek 23 lipca do doktora Igrekowskiego?
- Niestety, zaczyna urlop już - tym to mnie użądliła jak osa. Trochę strajku, potem plaża. Jak tu nie kląć?
Poczułem się jak Odys miażdżony przez Scyllę i Harybdę.
- Ale może pan sobie iść prywatnie do naszego lekarza, doktora Iksińskiego. Przyjmuje tam i tam od tej do tej. Podać numer? - poinformowała mnie kobieta głosem Kalipso.
- No, ale przecież jest strajk pani mówiła.
- No, ale doktór przyjmuje u siebie, jakieś 80 zł za wizytę.

Gdy podawała namiary miałem przed oczami białe miasteczko w Warszawie i mnie w nim, w furii atakującego biczem "Bogu ducha winne" siostry i panów doktorów.
- Dziękuję pani bardzo, miłego dnia życzę. - Wyszedłem pełen frustracji z wizjami wybierania z bankomatu moich ostatnich groszy. Ale zdrowie to złote runo. O Bogowie!

Drogi są dwie. Iść prywatnie i skończyć z tą farsę (taką mam przynajmniej nadzieję) albo po prostu pojechać na ostry dyżur, powiedzieć, że umieram i. że nie wrócę do domu bez pomocy i koniec. Moi drodzy współpacjenci. Co byście zrobili na moim miejscu? Oprócz tego, że mieli ochotę wyjechać do Timbuktu?

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (13):

Sortuj komentarze:

Jakby nie patrzeć, jakby nie pisać, to... my wiemy, w przeciwieństwie do Władzy, jak temu zaradzić i, gdy rzeczywiście trzeba i jest mus, to idziemy do tych "pełnopłatnych".
Prędzej, czy później to wszystko się wywróci i trzeba będzie doprowadzić sytuację do normalności, bo teraz wszystko w temacie ochrony zdrowia jest "na głowie".

Komentarz został ukrytyrozwiń

Plus... Warunki w naszej służbie zdrowia są tragiczne.

Komentarz został ukrytyrozwiń

o rany Marcin, szczęście miałeś z tymi terminami; u nas zapisują na październik :(

Komentarz został ukrytyrozwiń

Dokładnie. Choć ja widzę jeszcze jedno wyjście: płać.. i płacz! ;-)

Komentarz został ukrytyrozwiń

Adam ty hultaju !! ;) Dobre! Respect!

Komentarz został ukrytyrozwiń
  • Autor usunął profil
  • 18.07.2007 16:43

W sumie planowalem napisac serie artykulow o warunkach bytowych w Niemczech, w tym o dzialaniu sluzby zdrowia... Zrezygnowalem jednak z tego... nie lubie wsadzac kija w mrowisko :-)))))

Komentarz został ukrytyrozwiń
  • Autor usunął profil
  • 18.07.2007 16:27

To nie jest takie latwe, Beato... Przede wszystkim w Niemczech istnieje obowiazkowe ubezpieczenie zdrowotne - tak zwane kasy chorych. Prywatnie moga sie ubezpieczyc tylko ci pracownicy, ktorzy maja pensje brutto wyzsza od tzw. Beitragsbemessungsgrenze czyli 3.562,50 €, lub ludzie prowadzacy dzialalnosc gospodarcza.

Komentarz został ukrytyrozwiń
  • Autor usunął profil
  • 18.07.2007 15:51

(+) Marcinie, to nie tylko w polskiej sluzbie zdrowia tak wyglada. Po lekturze Twojego artykulu przetlumaczylem jego sens koledze i zrobilismy w biurze maly eksperyment :-) Najpierw kolega zadzwonil do ortopedy (tutaj nie musimy miec skierowania) i opisujac dolegliwosci, ktore Ci utrudniaja zycie, poprosil o termin. Otrzymal go na 27 lipca :-)
W kilkanascie minut pozniej do tego samego ortopedy zadzwonilem ja. Nie wspominalem o zadnych dolegliwosciach. jedynie mimochodem rzucilem, ze jestem prywatnie ubezpieczony (to oznacza dla lekarza w Niemczech stawke 3,5 raza wyzsza). Pani grzecznie zapytala, czy znajde jeszcze dzisiaj czas na wizyte... Stwierdzilem, ze tak, ale dopiero po 18. (doskonale wiedzac, ze o 18 jest koniec przyjec) :-))) Po chwili odpowiedz: prosze bardzo, oczekujemy pana po 18.... :-))) Dlugo beda czekac :-)))

Komentarz został ukrytyrozwiń

Takie są terminy, bo ubezpieczać zdrowotnie możesz się tylko w NFZ, który jest urzędem i nie ma konkurencji. W efekcie nie ma znaczenia, co robią lekarze, i tak ilość przyjęć pacjentów jest mniejsza niż faktyczne możliwości, bo odgórnie ograniczona.
I Szymon ma rację - to irytujące, że możemy (ale to już dodatkowo) zapłacić firmie ubezpieczeniowej, albo lekarzowi wprost (w ramach prywatnej służby zdrowia) podczas kiedy to, co oddajemy na NFZ coraz bardziej przypomina zwykły haracz. To miało być zmienione już od lat (prawie 10), ale jak dotąd nie znaleźli się rządzący, którzy mieliby jaja i przeprowadzili prywatyzację służby zdrowia do końca.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Ech... samo życie, ale za to opisane w bardzo ciekawy sposób! + Przykre przygody z naszą służbą zdrowia (publiczną) miał chyba każdy, a zakończone fiaskiem (pani dermatolog stwierdziła, że ndgodzin robić nie będzie)
czekanie pięciu godzin na wizytę do specjalisty można zaliczyć do najlżejszych. Następny termin wizyty - za dwa miesiące... ;( Prywatnie sprawa wygląda lepiej, ale za kwadrans od 60 - 80 zł. Trudny wybór...

Inna sprawa - lekarze znaleźli wymarzony termin na strajk. Ja nie mówią, że oni nie powinni więcej zarabiać, ale komu chciałoby się krzątać wokół pacjentów latem?

Nie jestem lekarzem, ale oprócz wyjazdu do Timbuku ;P pozostało ci wyciągnięcie kilku dyszek z bankomatu (żeby chociaż nie musieć płacić tych składek zdrowotnych, to rozumiałabym ideę prywatnego leczenia, ale tak?!) Chyba, że zechcesz perzekonać naszą przemiłaś służbę zdrowia, żeby przyjęła Cię na ostry dyżur! Ale to może być trudne...

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.