2007-07-18 11:38, aktualizacja: 2007-07-18 12:11:50
Odyseja Homera to czasem nic w porównaniu z tułaczkami pomiędzy polskimi lekarzami. Ja akurat mam poważne problemy ze stawem i rzepką kolanową. Stało mi się jednak tak, że wynikiem poszukiwania pomocy medycznej jest... woda w kolanie.
Dziennikarz obywatelski to też potencjalny pacjent. Potwierdzam. Dlatego postanowiłem napisać tekst "obywatelsko-autopsyjny".
Jadwiga Kowalczyk 18.07.2007 11:48
No niestety trafiłeś fatalnie. Za wizytą prywatną przemawia bol i pogarszający sie stan kolana czyli powstały wysięk. ( tak sie nazywa woda w kolanie)
Na ostry dyżur się raczej nie kwalifikujesz bo nie jesteś połamany.
Okłady przeciwzapalne i unieruchomienie należalo zastosować jak najszybciej po ustaniu działania "nieznanej siły" na Twoje kolano.
Tak czy inaczej zrobiła się sprawa przewlekła i jak nie prywatnie -bedziesz czekał w kolejce na wyznaczony termin.
Wszystko to razem - o d... rozbić.
Urszula Agata Marczewska 18.07.2007 11:53
Marcinie, ja w wyniku tego typu sytuacji zrezygnowalam z leczenia sie w panstwowej sluzbie zdrowia. Jest to dla mnie o tyle przykre, ze wiem iz istnieja dobrzy lekarze pracujacy z powolania. Jednak zdrowie jest zdrowiem i trzeba go strzec..
Osobiscie mam to szczescie, ze pracodawca moj i meza wykupuje nam pakiet w prywatnej klinice. Terminy sa "na zaraz", lekarze sa mili... i jeszcze dostaje sie cukierka ;-)
Beata Biały 18.07.2007 12:16
Plus. Bardzo sugestywny opis. :) Jedna uwaga - nie łączyłabym protestu sióstr ("białe miasteczko") ze strajkiem lekarzy - to dwie różne akcje. W dodatku siostry pracowały - ich protest odbywał się bez przerywania służby pacjentom.
Notabene, dziesięć dni temu przeżyłam to samo, tyle że z córką. Okazało się, że wizyta u "państwowego" dermatologa realna jest w sierpniu, a stan dziecka na to po prostu nie pozwalał. Cóż było robić? Ano sięgnąć do kieszeni. Po raz drugi zresztą, bo raz już zapłaciłam - w składce na cholerny ZUS. Wrrrrrrr!
Szymon Niemiec 18.07.2007 13:35
Dlatego właśnie o niebo bardziej wolałbym płacić firmie ubezpieczeniowej (której i tak płacę), która w razie potrzeby kieruje mnie do lekarza i płaci za leczenie z mojego ubezpieczenia.
Agata Pańczyk 18.07.2007 14:06
Ech... samo życie, ale za to opisane w bardzo ciekawy sposób! + Przykre przygody z naszą służbą zdrowia (publiczną) miał chyba każdy, a zakończone fiaskiem (pani dermatolog stwierdziła, że ndgodzin robić nie będzie)
czekanie pięciu godzin na wizytę do specjalisty można zaliczyć do najlżejszych. Następny termin wizyty - za dwa miesiące... ;( Prywatnie sprawa wygląda lepiej, ale za kwadrans od 60 - 80 zł. Trudny wybór...
Inna sprawa - lekarze znaleźli wymarzony termin na strajk. Ja nie mówią, że oni nie powinni więcej zarabiać, ale komu chciałoby się krzątać wokół pacjentów latem?
Nie jestem lekarzem, ale oprócz wyjazdu do Timbuku ;P pozostało ci wyciągnięcie kilku dyszek z bankomatu (żeby chociaż nie musieć płacić tych składek zdrowotnych, to rozumiałabym ideę prywatnego leczenia, ale tak?!) Chyba, że zechcesz perzekonać naszą przemiłaś służbę zdrowia, żeby przyjęła Cię na ostry dyżur! Ale to może być trudne...
Marta Wieszczycka 18.07.2007 15:07
Takie są terminy, bo ubezpieczać zdrowotnie możesz się tylko w NFZ, który jest urzędem i nie ma konkurencji. W efekcie nie ma znaczenia, co robią lekarze, i tak ilość przyjęć pacjentów jest mniejsza niż faktyczne możliwości, bo odgórnie ograniczona.
I Szymon ma rację - to irytujące, że możemy (ale to już dodatkowo) zapłacić firmie ubezpieczeniowej, albo lekarzowi wprost (w ramach prywatnej służby zdrowia) podczas kiedy to, co oddajemy na NFZ coraz bardziej przypomina zwykły haracz. To miało być zmienione już od lat (prawie 10), ale jak dotąd nie znaleźli się rządzący, którzy mieliby jaja i przeprowadzili prywatyzację służby zdrowia do końca.
Adam Jacek Pisula 18.07.2007 15:51
(+) Marcinie, to nie tylko w polskiej sluzbie zdrowia tak wyglada. Po lekturze Twojego artykulu przetlumaczylem jego sens koledze i zrobilismy w biurze maly eksperyment :-) Najpierw kolega zadzwonil do ortopedy (tutaj nie musimy miec skierowania) i opisujac dolegliwosci, ktore Ci utrudniaja zycie, poprosil o termin. Otrzymal go na 27 lipca :-)
W kilkanascie minut pozniej do tego samego ortopedy zadzwonilem ja. Nie wspominalem o zadnych dolegliwosciach. jedynie mimochodem rzucilem, ze jestem prywatnie ubezpieczony (to oznacza dla lekarza w Niemczech stawke 3,5 raza wyzsza). Pani grzecznie zapytala, czy znajde jeszcze dzisiaj czas na wizyte... Stwierdzilem, ze tak, ale dopiero po 18. (doskonale wiedzac, ze o 18 jest koniec przyjec) :-))) Po chwili odpowiedz: prosze bardzo, oczekujemy pana po 18.... :-))) Dlugo beda czekac :-)))
Beata Biały 18.07.2007 16:20
Ja też tak chcę! To znaczy tak, jak masz Ty, Adamie. Chcę się prywatnie ubezpieczyć (prawie głowę dam, że nie wyciągną ode mnie tyle, co NFZ i prywatne przychodnie razem wzięci!) i iść do lekarza, kiedy tego potrzebuję, a nie wtedy, gdy pani w rejestracji znajdzie wolny termin... już po moim zgonie.
Adam Jacek Pisula 18.07.2007 16:27
To nie jest takie latwe, Beato... Przede wszystkim w Niemczech istnieje obowiazkowe ubezpieczenie zdrowotne - tak zwane kasy chorych. Prywatnie moga sie ubezpieczyc tylko ci pracownicy, ktorzy maja pensje brutto wyzsza od tzw. Beitragsbemessungsgrenze czyli 3.562,50 €, lub ludzie prowadzacy dzialalnosc gospodarcza.
Adam Jacek Pisula 18.07.2007 16:43
W sumie planowalem napisac serie artykulow o warunkach bytowych w Niemczech, w tym o dzialaniu sluzby zdrowia... Zrezygnowalem jednak z tego... nie lubie wsadzac kija w mrowisko :-)))))
Wybrane oferty pracy: