Facebook Google+ Twitter

Troski mamy "podwójnego szczęścia"

Zaczęłam od obrazków z okresu "pociężarnego", chociaż pełnego ciężarów, bo ciąża jak to ciąża, lekarz jak to lekarz, szefowie jak szefowie, społeczeństwo jak to społeczeństwo...

Nie mogę zazwyczaj przejść ulicą bez wymiany chociaż paru słów - to z panią z kokiem niosącą pełne siaty, to ze staruszką kupującą śliwki... Nie wiem czy sama ilość - dwoje w wózku, czy też ich pogodne twarzyczki przyciągają przechodniów. Czy może ja wyglądam jakoś dziwnie?!

Zazwyczaj są to krótkie rozmowy. Ludzie (na ogół są kobiety) pytają jak sobie radzę, czy to na pewno bliźniaki, bo przecież inne - jeden większy, drugi mniejszy. Zastanawiają się jaka płeć, czy jedno, czy dwujajowe i wyrażają uznanie, gdy słyszą, że trafiła mi się "parka". Czasem próbują moralizatorsko pouczyć - mnie zdarzyło się, że na temat skarpetek, braku czapek (które co chwila są ściągane i nie sposób utrzymać na tych maleńkich, chociaż juz rocznych główkach), kolki, która na pewno dzieci gnębi, moich trudności w wychowaniu (gdy dzieci płakały - cytuję fragment wypowiedzi, tym razem wcale nie starszego pana: "Jesli pani nie radzi sobie z wychowywaniem dzieci to..." ). Czasem też wyrażają troskę i przypuszczenie, że niełatwo jest poradzić sobie z dwójką, mających takie same potrzeby maluchów.

Przyznam, że te ostatnie rozmowy lubię najbardziej. "Roznosi" mnie natmiast, gdy słyszę beztroskie: "Oj, jak zadroszczę, zawsze chciałam mieć bliźniaki, szczęściara z pani, takie podwójne szczęście". Roznosi, chociaż jednocześnie przyjmuję, że to w dobrej wierze ci ludzie się odzywają. Oczywiście, że mojego "podwójnego szczęścia" nie zamieniłabym na pojedyncze i jestem szczęśliwą (choć zmęczoną) mamą, ale też taka "zazdrość" kojarzy mi się z beztroską wizją matki - super radzącej sobie, seksownej, no, może nie tyle wypoczętej, co dbającej o siebie, pomimo permanentnego płaczu dzieci i licznych obowiązków. Tymczasem, często przygięta do ziemi, pod naporem bolącego kręgosłupa, z oczami sklejonymi chronicznym niewyspaniem złoszczę się w duchu na tę "zazdrość", na końcu języka mając: "To może pani zechce mi pomóc..." lub coś w tym rodzaju...

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.