Facebook Google+ Twitter

Trudna sztuka pomagania

Każdego dnia przychodzą tu setki głodnych ludzi. Wielu z nich o gorącym posiłku może jedynie marzyć. Ilu ludzi, tyle różnych dramatycznych historii, wiążących się ze skrajną biedą, bezdomnością czy przemocą w rodzinie.

 / Fot. Logo Caritas PolskaTen ciepły posiłek otrzymany w jadłodajni przy ul. Niegolewskich w Poznaniu oznacza nie tylko zaspokajanie głodu, ale także umożliwia rozmowę, dzięki której można choć na chwilę zapomnieć o bieżących problemach i poczuć się jak w domu.

Nie chcąc przeszkadzać w posiłku, obserwuję tych biednych ludzi, naznaczonych piętnem rozmaitych tragedii. Jedzą szybko, jakby obawiali się, że ktoś przeszkodzi im w obiedzie. A może są aż tak głodni? Moją uwagę przykuwa siostra zakonna, starająca się nawiązać kontakt z kobietą pochyloną nad zupą.

- Jestem ciekawa, czy pani dzisiaj smakuje?
- Tak - odpowiada kobieta odziana w zniszczony i poplamiony płaszcz. W czasie rozmowy okazuje się, że jest matką trójki dzieci i że przychodzi tu prawie codziennie. Jest niezamężna, nie wiadomo też, gdzie jest jej najstarsze, czternastoletnie dziecko. Być może jest u ojca. Młodsze zostały jeszcze w domu.

Chwilę później siostra Bolesława Dębska (prowincjalna prowincji św. Józefa w Poznaniu) podchodzi do mężczyzny z poważnie uszkodzoną twarzą. Podejrzewam, że nie widzi na jedno oko, drugie ma mocno obrzmiałe, być może wskutek silnego uderzenia.

- Co u pana słychać? Jak to dzisiaj z tym obiadkiem? - pyta wesołym głosem siostra. - Jest pan bezdomny?
- Nie, nie. Mam mieszkanie... Tylko po prostu po wypadku nie mam pracy.
- A co to był za wypadek? W pracy?
- Nie. Samochodowy.

Mężczyznę, prawdopodobnie ze względu na poważne oszpecenie, zwolniono z pracy i pozostawiono samego sobie. Jedyne, co może mu teraz dać społeczeństwo, to dwieście złotych zasiłku...

Służba ubogim

Setki mniej czy bardziej dramatycznych historii można poznać, spędzając jeden dzień w takim miejscu. W Poznaniu funkcjonują trzy jadłodajnie prowadzone przez Caritas Archidiecezji Poznańskiej. W każdej z tego typu placówek ubodzy bez okazywania dokumentu, bez zbędnych pytań i bez spełnienia jakichkolwiek wymogów mogą liczyć na ciepłe i darmowe danie. Dla wielu bezdomnych to jedyny posiłek zjadany w ciągu dnia. W tego typu placówkach ruch nasila się zwłaszcza w czasie zimy, kiedy ciepły obiad może dosłownie uratować życie na przykład osobie pozbawionej dachu nad głową.

Jadłodajnia Caritas / Fot. Rafał KowalczykW jadłodajni przy ul. Niegolewskich w Poznaniu każdy pracownik dokładnie wie, co ma robić. Jedna wolontariuszka zmywa naczynia, druga przygotowuje posiłki, trzecia wydaje jedzenie.

- Dzisiaj wydajemy kaszankę i sałatkę ogórkowo-pomidorową - mówi pani Ewa. - Dziennie wydajemy 300, 400 posiłków. Nieraz tak szybko jedzenie się kończy, że musimy przygotować coś nowego.
Pani Ewa wydaje też zestawy obiadowe dla osób, które z różnych przyczyn nie mogły przyjść do jadłodajni. Dzięki temu zwiększa się grono osób, do których trafia ciepły posiłek.

Wsparcie dla najbiedniejszych

Wśród przychodzących każdego dnia do jadłodajni Caritasu są także osoby trudniące się żebractwem. Każdy z nas, spotykając takie osoby przed kościołami, w parkach czy na dworcu, zapewne niejednokrotnie zastanawiał się, czy udzielając pomocy, rzeczywiście pomaga. Paradoksalnie bowiem przekazując jałmużnę możemy także zaszkodzić. Poznańscy strażnicy miejscy znają przypadki młodych kobiet, które udawały staruszki w celu wyłudzenia pieniędzy. Wielokrotnie zdarzało się, że osoby zdrowe symulowały chorobę lub ciężkie uszkodzenie ciała, by wzbudzając naszą litość, wymusić na nas przekazanie pieniędzy, które były następnie przeznaczane np. na alkohol.

- Nie powinniśmy ulegać panującej znieczulicy i twierdzić, że widok żebrzących na ulicy do niczego nas nie zobowiązuje i jest nam to obojętne - uważa ksiądz Waldemar Hanas, dyrektor Caritas Archidiecezji Poznańskiej. - Ale też z drugiej strony nie należy popadać w skrajność i być nadwrażliwym, nie zachowując odpowiedniego dystansu.

Ksiądz Hanas jest zdania, że każdy z nas powinien indywidualnie decydować o formie i wielkości jałmużny, a samo wsparcie potrzebujących, jeśli ma charakter finansowy, powinno być symboliczne. Kapłan zaleca jednocześnie wspieranie instytucji, takich jak chociażby Caritas, na co dzień pomagających w sposób fachowy i systemowy osobom najbiedniejszym. Doskonałym przykładem działalności pomocowej Caritas są właśnie jadłodajnie, które możemy wspierać, przekazując dary w czasie zbiórek żywności.

- Jako człowiek wiary i miłości, bałbym się zamknąć drzwi przed potrzebującym i powiedzieć, że mnie to nie obchodzi - przekonuje ksiądz Hanas, przyznając, że niekiedy, poza pomocą dla instytucji, warto także bezpośrednio wspierać żebrzących na ulicach ludzi.

Pomagając w taki czy inny sposób, musimy jednak liczyć się z tym, że nasza dobroć i chęć niesienia pomocy potrzebującym mogą być niekiedy wystawione na próbę. Wśród najbiedniejszych zdarzają się osoby, które jako beneficjenci pomocy społecznej marnotrawią otrzymaną jałmużnę czy zasiłek socjalny, przeznaczając pieniądze na alkohol.

Bony na alkohol

Osoby biedne dostają w Miejskim Ośrodku Pomocy Rodzinie w Poznaniu bony obiadowe. Dzięki nim mogą raz dziennie zjeść ciepły posiłek w jednym z dziesięciu działających w Poznaniu barów Społem. Pewna grupa bezdomnych handluje jednak otrzymanymi w MOPR bonami, a za uzyskane w ten sposób pieniądze kupuje alkohol.

- Sprzedają bony po trzy złote - mówi pan Marian, klient Miejskiego Ośrodka Pomocy Rodzinie w Poznaniu. - A wartość jednego bonu wynosi siedem złotych. Uważam, że grupa osób sprzedających bony nie powinna ich dostawać, ale trzeba im w jakiś sposób pomóc.

Od lat nie można w tej sprawie nic zrobić, ponieważ, podobnie jak w przypadku każdego innego zjawiska rynkowego, dopóki jest popyt na bony żywnościowe MOPR, dopóty będzie na nie podaż.

- Jeżeli państwo zauważą, że ktoś w barze chce sprzedać te bony, nie kupujcie ich - apeluje Lidia Leońska, rzecznik Miejskiego Ośrodka Pomocy Rodzinie w Poznaniu. -Ta osoba nie chce sprzedać tych bonów, żeby było jej lepiej, ale po to, by po prostu mieć pieniądze na wódkę. Te bony nie mają chipów ani odcisków linii papilarnych, więc nic można monitorować, gdzie trafiają.

Osoba, która sprzedaje bony, zyskuje pieniądze na alkohol, a także może skorzystać na przykład z jadłodajni prowadzonej przez siostry. Tym samym nie dość, że marnotrawiona jest pomoc socjalna, którą finansujemy z podatków, to dodatkowo sprzedawca bonów wykorzystuje dobroć i pracę zawsze gotowych do pomocy sióstr prowadzących jadłodajnie Caritasu.

- Być może, gdyby dana osoba nie sprzedała bonu, w barze Caritas byłby dodatkowy obiad dla osoby bezdomnej - zastanawia się Lidia Leońska z MOPR. - Ale z drugiej strony, jeżeli ten posiłek ratuje tej osobie życie, to może lepiej, żeby przychodziła jednak do Caritasu... Oczywiście ten człowiek nie powinien tego robić, ale kręgosłup moralny jest niestety u każdego inny.

Trzeba pomagać

Osoby trafiające do jadłodajni przy ul. Niegolewskich w Poznaniu doskonale wiedzą, co to bieda i poniewierka, nierzadko dotyczą ich także tak powszechne w naszym społeczeństwie problemy, jak: przemoc, alkoholizm czy narkomania. Dlatego nie można się dziwić, że ich moralność jest daleka od tej charakteryzującej człowieka prawego. Z drugiej jednak strony należy pamiętać, że ich życie osadzone jest w wyjątkowo trudnych realiach, skutkujących takim a nie innym działaniem. Doskonale zdają sobie z tego sprawę siostry franciszkanki, które nie zamykają przed nikim drzwi jadłodajni.

- Pomagać trzeba, idąc drogą realizacji przesiania Ewangelii, tego, co nakazywał Jezus- mówi siostra Bolesława. - Aczkolwiek na pewno przeraża fakt, że tych potrzebujących jest wciąż tak wielu...

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (2):

Sortuj komentarze:

jak w tytule. rzeczywiście, pomgać pięknie i bezinteresownie, nie urażając nikogo, to sztuka.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Ogromny plus. Wspaniały tekst.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Dziękujemy za Twoją aktywność w serwisie wiadomosci24. Do zobaczenia niebawem w innym miejscu.

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl
#PRZEPROWADZKA: Dowiedz się więcej

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.