Facebook Google+ Twitter

Trudne chwile

Polska odzyskując, kolejny raz, wolność, nie wyzbyła się zagrożeń. Historycznie patrząc, można powiedzieć, że ciągle się z nimi boryka. Głębiej odda to fragment, jako parafraza: "A któż mi będzie obrońcą? Nie masz, nie masz mękom końca".

Niedawno Polacy emocjonowali się Powstaniem Warszawskim. Największe emocje wzbudza zasadność decyzji o podjęciu działań powstańczych. Wielu Polaków w sposób jednoznaczny potępia decydentów za wywołanie powstania. Podstawowym argumentem na potwierdzenie słuszności potępienia organizatorów Powstania jest brak rozeznania w szansach osiągnięcia celu, jakim było wyzwolenie Warszawy spod okupacji hitlerowskiej, uprzedzające przejęcie Warszawy przez Sowietów. Cel był szczytny. Zdawano sobie sprawę z tego, że po wyparciu hitlerowców z Warszawy przez czerwonoarmistów, Warszawa nie będzie tą, sprzed 1939 roku - czyli - wolną, lecz zawładniętą przez ZSRR, który miał, równie wrogie usposobienie do ówczesnej Polski, jak Niemcy. Tyle, że o innym podłożu. Być może, to ogromne pragnienie: "Żeby Polska była Polską" pchnęło warszawiaków do powstańczego zrywu. Dodatkowym bodźcem mogła być nadzieja wsparcia powstańczych działań, przez aliantów zachodnich.

Dzisiaj - po latach - wiemy, że nie było realnych możliwości, na wsparcie. Zachód miał dosyć wojny. Chciał ją zakończyć, jak najszybciej, niezależnie od pozycji Polski w Europie powojennej. Gdyby przywódcy Powstania mieli ogląd sytuacji i trzeźwe spojrzenie, jakie mają Polacy dzisiaj - Powstania by nie było. Sam problem zrywu zbrojnego, jednak, pozostanie nie rozwiązany do końca - nigdy! I długo jeszcze, jego echo będzie błądzić w umysłach polskiej społeczności. Bez względu, jednak, na ocenę Powstania Warszawskiego, wszyscy, chyba się zgodzą ze stwierdzeniem: Polska w trudnych chwilach może liczyć, wyłącznie na siebie. Nasuwa się zaraz pytanie, czy tylko Polska? Podejrzewam, że nie tylko.

Tamte, powstańcze "trudne chwile" - można by rzec - przeszły do historii. Ale zły los pozostał, nieodłącznym towarzyszem Polski - nadal. Nie mogę odpędzić od siebie uporczywej myśli, czy obecne chwile dla Polski, to nie są te - trudne? Czy możemy liczyć na przyjaciół? Czy w ogóle ich mamy? Ktoś wybuchnie, gromiąc mnie swoim wzrokiem. Czego mamy się bać? Szukać wsparcia - do czego?

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (9):

Sortuj komentarze:

@ Marta rzeczywiście nie mam odniesień, poza taką ogólną refleksją, że młodzież gimnazjalna to inne dzieciaki niż moja klasa 6. czy 7. To co obserwuję to przede wszystkim roszczeniowa postawa wobec świata, dzieciaków w tym wieku i królowanie szkodliwej postawy "mnie się należy". Czy to wina szkolnictwa, czy rodziców (a raczej ich braku i zastępowania rodzicielstwa kupowaniem dzieciom drogich gadżetów i pozwalaniem na wszystko) nie wiem. Zgadzam się, że różnica jest.

Komentarz został ukrytyrozwiń
  • Autor usunął profil
  • 26.08.2009 13:27

Zwracając uwagę na zagrożenia czy też nasze słabe strony, w moim odczuciu, autor nie apeluje do sentymentów, bo i po cóż miałby to robić. Trzeba przyznać rację panu Bogusławowi, że każdy musi mądrze dbać o własne interesy ale artykuł temu nie przeczy. Zgadzam się też z panią Sobol, że "wychowanie do demokracji" jest bardzo ważne.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Trzydziestoosobowa klasa wczorai i dziś, to nie to samo - teraz to banda rozwrzeszczanych młodocianych potępieńców, do których ciężko dotrzeć, choć to nie niemożliwe - warunek: profesjonalizm i żelazne nerwy.. A co do meritum - nasze potępieńcze swary, bezwład i brak koncepcji - to może własnie swoisty brak "profesjonalizmu" politycznego społeczeństwa? Może własnie od tego należałoby zacząć? Nauczyć już w dzieciństwie gospodarności, odpowiedzialności za swoje czyny, za rodzinę, kształt otoczenia itp? Zapoznawać z mechanizmami politycznymi i ćwiczyć demokratyczne formy oddziaływania pro publico bono? Stanowisko gospodarza klasy jest naogól przyznawane temu, komu uda sie je wcisnąć, a nie prawdziwemu liderowi, bo takich naogół nie ma - są najwyżej przywódcy grup towarzysko-przestępczych.. A może każdy po kolei powinien być takim gospodarzem i wspólnie z wychowawcą analizować na lekcjach zasady dobrego zarządzania i ćwiczyć wprowadzanie ich w życie, oraz być z tego na końcu rozliczany poprzez ranking gospodarzy? To byłby przesmak prawdziwych wyborów i mądrej demokracji, która przydałaby się już od zaraz i dorosłemu społeczeństwu, które nie ma na kogo głosować, bo kandydaci nie muszą rozliczać się z dokonań, tylko atrakcyjnie przedstawiać obietnice bez pokrycia - istna dziecinada!!

Komentarz został ukrytyrozwiń

Rafale, chodziłeś do szkoły jeszcze przed nieszczęsną reforma szkolnictwa. Niestety, miałam okazję obserwować, jak drastycznie zmieniła się sytuacja w szkole po stworzeniu nowotworu zwanego gimnazjum. Przyglądałam się temu jako matka (córka była pierwszym "zreformowanym" rocznikiem) i jako nauczycielka. Wierz mi, dziś naprawdę konieczne są małe klasy, przede wszystkim ze względu na skalę problemów wychowawczych utrudniających proces nauczania i rosnącą liczbę uczniów z dysfunkcjami (nie mam tu na myśli wymuszonych zaświadczeń o dysleksji).

Komentarz został ukrytyrozwiń

Witam Wszystkich Serdecznie, dziękując również komentatorom i czytelnikom. Cieszę się zainteresowaniem. Nie chcę przesadzać. Jeśli, jednak chodzi o bezpieczeństwo, to zawsze trzeba trzymać rękę na pulsie. Pozdrawiam!

Komentarz został ukrytyrozwiń

Za Bogusławem Sieleckim - potrzebna jest polityka, a nie sentymenty. Nikt nas nie kocha? A kogóż to my kochamy aż tak, aby dbać o jego interes?

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jak każdy kraj świata powinniśmy nauczyć się wyciągać prawidłowe wnioski z przeszłości, aby w przyszłości nie powielać starych błędów. Nie można jednak żyć historią! Świat się zmienia, rozwija (nawet mimo obecnego kryzysu), prze do przodu i albo dorównamy mu kroku, albo pozostaniemy w tyle. Wtedy spokojnie będziemy mogli rozdrapywać stare rany sprzed dziesiątków czy nawet setek lat, tylko kto wówczas będzie traktował nas poważnie? Przyjaźń może występować pomiędzy poszczególnymi ludźmi nawet z odległych sobie geograficznie czy kulturowo krajów. Polityką międzynarodową rządzi INTERES i trzeba sobie uzmysłowić fakt, że z przyjaźnią nie ma on nic wspólnego. Mądrością historii kroczmy więc do przodu wraz z otaczającym nas cywilizowanym światem. Lepiej chyba budować wzajemne stosunki międzyludzkie oparte na szacunku dla dobrej przyszłości wszystkich bez wyjątku mieszkańców naszego globu, niż ciągle wywoływać złe duchy przeszłości?

Komentarz został ukrytyrozwiń

Nie jestem Panie Tadeuszu aż takim pesymistą. Nie przeceniałbym również zagrożeń, o których Pan był łaskaw napisać. Sam uczyłem się w 30. osobowej klasie i na brak wykształcenia ogólnego, że się tak wyrażę, nie narzekam. Co do Nord Streamu, jako koronnego dowodu, powiem tyle: zawsze możemy starać się o dywersyfikację paliw płynnych - nic nie stoi na przeszkodzie. Optymizmu Panie Tadeuszu :D

Komentarz został ukrytyrozwiń
  • Autor usunął profil
  • 24.08.2009 22:31

Tak, morze przelanej krwi; ćwierć miliona ofiar, pozostali Warszawiacy wysłani do obozów zagłady. Ileż dobrego mogła zdziałać ta inteligencja w czasach, gdy nasz kraj - w wyniku Jałty - znalazł się za żelazną kurtyną! Gdy pozbawia się kraj najzacniejszych jego dzieci - zapada długotrwała noc... Marr

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.