Facebook Google+ Twitter

Trudny wybór

Dwa miesiące temu postanowiłam poszukać sobie pracy. W tym celu złożyłam podanie do hipermarketu i zostałam przyjęta. Miałam dużo zapału i chęci do pracy. Okazało się, że to nie zawsze wystarcza.

 / Fot. Fot. M. Bachorski-RudnickiKilka miesięcy wcześniej, zanim podjęłam pracę w hipermarkecie, miałam na terenie tego sklepu nieprzyjemny zatarg z ochroniarzem, który do dzisiaj tam pracuje.
Weszłam na zakupy z dzieckiem w wieku 4 lat, które miało w ręku kawałek pączka (paragon miałam ze sobą). Przy kasie napadł mnie ochroniarz, który mimo tego, że go nie znałam, zwrócił się do mnie w obecności wszystkich klientów słowami cyt;może byś zapłaciła za tego pączka, którego zjadłaś?
Ścięło mnie z nóg. Taki wstyd na oczach wszystkich. Wróciłam do domu, napisałam skargę do kierownika sklepu na działania ochroniarza, przeproszono mnie. Zadzwonił do mnie kierownik ochrony z informacją, że ten pan już nie pracuje. Starałam się zapomnieć o tym incydencie, do czasu kiedy nie podjęłam pracy w tym sklepie.
Okazało się, że pan pracuje, a jakże, tylko że moja praca nie jest już taka jak sobie wyobrażałam. Od początku byłam poddawana szykanom. Wyśmiewano mnie na oczach innych pracowników. Znieważano przy klientach. Kiedy próbowałam się bronić, zastępca kierownika krzyczała: niech się pani nie odzywa.
Moja koleżanka dostała naganę za to, że rzekomo ze mną rozmawiała na sklepie w sytuacji, kiedy jej prawie nie znałam i nawet nie przebywałam w jej obecności. Doszło do sytuacji, że zaczęłam bać się wszystkiego. Innym, którzy mylili się na kasach i to po kilka razy, anulowano paragony, ale oni nie dostawali nagan.
Zdarzały się przypadki nagannych zachowań kasjerów wobec klientów, ale tego nikt nie widział. Na koniec kierownik zmiany robiła u mnie zakupy. Wiedziałam, że się spieszy, bo zaczynała pracę, nie zajrzałam dokładnie do zakupów. Był to tak zwany zakup kontrolowany. Za dwa dni takiego samego zakupu dokonał pracownik ochrony. Uważam, że zostałam źle potraktowana.
Kiedy wręczono mi zwolnienie starałam się, chciałam pracować. Mam na utrzymaniu 4 dzieci, mąż nie pracuje, jednak nikt mnie nie zapytał, jak się czuję i przez co przeszłam. Jeśli ktoś był w podobnej sytuacji, proszę o komentarze i porady.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (31):

Sortuj komentarze:

Pani Moniko, może zabrzmi to okrutnie, ale posty pana Chorążewicza w jakimś sensie przygotowują grunt pod to, z czym się Pani spotka, wstępując w spór z byłym pracodawcą.
Pisze Pani:
"Mam na utrzymaniu 4 dzieci, mąż nie pracuje, jednak nikt mnie nie zapytał, jak się czuję i przez co przeszłam."
Musi Pani mieć świadomość, że w sądzie taka sytuacja może się powtórzyć - nikogo nie będzie interesowała Pani sytuacja rodzinna. Najistotniejsze będzie to, czy została Pani zwolniona z naruszeniem praw pracowniczych, więc na tek kwestii powinna się Pani skoncentrować. Trzeba odłożyć na bok emocje (wiem, że to trudne) i postarać się spojrzeć na całą sprawę z dystansem - tak, jakby dotyczyła kogo innego. Bo tak będzie na nią spoglądał sąd.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Dziękuję za słowa wsparcia Panie Andrzeju niestety nie napiszę komuno wróć ,mówiąc krótko mam własny punkt widzenia na pewne sprawy i ani podły system ani moja sytuacja nie uprawniają nikogo do krytykowania mojego zachowania.Zdaje się że zachowanie godności za wszelką cenę nie jest w naszym systemie napiętnowane to prawda zmieniły się czasy a wraz z nimi obyczaje ale pewne wartości pozostają fundamentalne i nic ich nie zmieni.Może ktoś stwierdzi że jestem naiwna jak dziecko ale tylko dzieci mówią okrutną prawdę prosto w twarz i ssą głuche na skargi i oszczerstwa bo jest im to obcy system.Pozdrawiam Panie Andrzeju Pana punkt widzenia mobilizuje mnie do walki .

Komentarz został ukrytyrozwiń

Pani Moniko, z przykrością muszę się zgodzić z przedmówcą.
Największym problemem w walce z mobbingiem jest udowodnienie, że miał miejsce - dlatego jest to zjawisko tak trudne do wyplenienia w okresie nasilonego bezrobocia. W sądzie potrzebne są dowody. Tymczasem zwykle nie ma świadków, bo inni pracownicy boją się otworzyć usta w obawie przed utratą pracy lub przed tym, że sami staną się ofiarami. Nawet osoby życzliwe w stosunku do szykanowanego współpracownika i potępiające mobbera nie umieją tej obawy przełamać. Istotnym świadectwem byłyby nagrania, ale rozumiem, że nie dysponuje Pani nimi.
Co jest istotne, w sprawach o mobbing najczęściej mamy do czynienia z sytuacją, kiedy rozwiązanie umowy o pracę następuje z inicjatywy pracownika - to on składa wypowiedzenie, nie mogąc dłużej znieść prześladowania. Pani została zwolniona przez pracodawcę i nie jest bez znaczenia, jakie było uzasadnienie wypowiedzenia.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Pani Moniko.
"(...)prawdopodobnie temat który podjęłam zajmie mi jeszcze dużo czasu nie jest to jednak powód dla którego zrezygnuję z ustalenia faktycznych przyczyn mojego zwolnienia."

Z tego co Pani pisze powodem Pani zwolnienia był fakt, że nie chciano tam Pani.
Powód oficjalny rozwiązania stosunku pracy pracodawca winien jest podać pracownikowi.
Jeśli skutecznie wykazano Pani jakieś błędy, to dowiedzenie w Sądzie Pracy, że akcję "zorganizowano" udaje się tylko w filmach...

Komentarz został ukrytyrozwiń

Po przeczytaniu wszystkich komentarzy dochodzę do wniosku że mam niewielkie szanse na znalezienie sprawiedliwości,prawdopodobnie temat który podjęłam zajmie mi jeszcze dużo czasu nie jest to jednak powód dla którego zrezygnuję z ustalenia faktycznych przyczyn mojego zwolnienia.Dla spokoju własnego sumienia i poczucia sprawiedliwości odwołam się do świadków konkretnych okoliczności i będę bronić własnego zdania tego typu działania nie mogą ujść bezkarnie.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Panie Irku, pouczony przez pana wyrzucam wszelkie komentarze. To faktycznie żenujący poziom rozmowy. Ja sobie zjem batonika - zrobi mi się "better", a panu Andrzejowi życzę w życiu powodzenia.

Komentarz został ukrytyrozwiń

@Marek Bachorski-Rudnicki Dzisiaj 08:23
Zarówno tutaj, jak i poniżej mocno się Pan zagalopował. Oj mocno. Udziela Pan rad kobiecie, które nijak sie mają do rzeczywistości. Chwali sie Pan nieuzgodnioną ingerencją w tekst. Byli już tutaj tacy. Zaczyna pan za gwiazdę tutaj robić . Obraża Pan i poucza. Jakim prawem drwi Pan z pani Kocur. Można tak jeszcze wiele. Wstyd miły panie.
P.S. Pani Moniko, prawnie nic Pani nie zrobi i nic nie wygra. Żadna prokuratura nie będzie zajmować się Pani sprawą. Można byłoby krok po kroku opisać z jakiego powodu ale po co rozdrapywać rany.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Panie Andrzeju widzę że dzieci to dla Pana zło konieczne niestety tak jest ten świat urządzony że każdy kiedyś dzieckiem był.Dzieci to nie małe wandale to również osoby myślące i mają prawo do zachowań adekwatnych do swojego wieku rozumiem gdyby dziecko zdemolowało pół sklepu a na koniec czuło się bezkarne nie ono nieświadomie dokonał o swojego wykroczenia o ile w owgóle w takich kategoriach należy ten fakt rozpatrywać.Problem mojego artykułu tkwi w nieludzkim traktowaniu ludzi w znieczulicy społecznej a nie w ilości posiadanych dzieci .To z szerzącym się chamstwem chcę walczyć a nie rozpatrywać publicznie stan mojej rodziny jestem przeciwko zdziczeniu obyczajów i totalnej głupocie

Komentarz został ukrytyrozwiń

@ Pan Andrzej Wiosna - - zamiast pochylic sie nad sytuacją matki czworga dzieci z niepracującym mężem i skomentować skargę pani Moniki, która prosi o komentarze i radę - napada na mnie, bo się Panu nie podoba, że walę prosto z mostu: rolą ojca w tradycyjnej rodzinie jest dbałość o jej dobrostan.
Ja rozumiem, że Pan mnie nie lubi - ale co Pan radzi pani Monice? Bo poza napaścią na mnie - nie widze ani słowa odniesienia do sytuacji pani Moniki; w przeciwieństwie do innych, dyskutujacych tu osób.

Na koniec: pisze Pan "Tabu nie do ruszenia w Polsce to niepracująca kobieta."

To zdanie i komentarz do mojego komentarza stawia Pan na pozycji klasycznego mizogina.
I to jest pańskie "prawdziwe oblicze".

Komentarz został ukrytyrozwiń

Droga Pani Moniko
Przeczytałam z uwagą Pani teks i wszystkie komentarze. Jestem również matką i pracuję zawodowo, mimo choroby, która nie zawsze mi na to pozwala. To nie moja pierwsza praca i sądzę, że nie ostatnia. W dzisiejszych czasach człowiek jest związany z zakładem pracy wyłącznie poprzez Kasę Zapomogowo – Pożyczkową /taki żarcik dla rozładowania atmosfery/.
Odkąd straciłam pracę w zakładzie państwowym i tułam się po prywatnych spółkach oraz ZPCh-ach, napotkałam się nie raz z podobnymi sytuacjami.
Łatwo komuś powiedzieć, oddaj sprawę do sądu! Mając dobrą i dobrze płatną pracę próbujemy doradzać osobie, która z dnia na dzień walczy o przetrwanie dla swojej rodziny, ale czy ktoś zastanowił się nad tym, że z takimi molochami nigdy w życiu się nie wygra? Co z tego, że kobieta odda sprawę do sądu, straci resztę nerwów, pewnie i pieniędzy? Czy przez to ktoś przyjmie Ją z powrotem do pracy? I po co? Po to, żeby jakiś za przeproszeniem ,,cieć malowany” szydził z Niej? Ile popracuje? Miesiąc, dwa? Znajdzie się sposób, by nie popracowała zbyt długo.
Z doświadczenia wiem, że ,,bagno” należy omijać z daleka.
Niestety jakoś tak się porobiło w tym kraju, że trzeba w pracy być wrednym, wtedy jesteś docenianym pracownikiem i masz poparcie kierownictwa.
Pani Moniko myślę, że najlepszym wyjściem będzie jednak poszukanie innej pracy. Mąż mimo swojej niepełnosprawności również powinien starać się o pracę. Jest mnóstwo pracy przez internet, są Zakłady Pracy Chronionej, w których nie zarobi się kokosów, ale na chleb dla dzieci czy opłaty owszem. Życzę wszystkiego najlepszego i trzymam kciuki. Będzie ok!

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.