Facebook Google+ Twitter

Trwa warszawski festiwal Wiosna Filmów

Wiosna Filmów, dawniejsze Lato Filmów to festiwal festiwali, impreza filmowa, na której można obejrzeć dzieła nagradzane w ostatnim roku na różnych innych, (polskich i międzynarodowych) festiwalach. Dziś o "Rzymskiej aureoli" Rossiego.

Wiosna Filmów, materiały organizatora / Fot. Czarny WęgielW tym roku na otwarcie Wiosny Filmów wyświetlono po raz pierwszy "Rzymską aureolę" ("Sacro gra") Gianfranco Rossiego, włoski dokument, który pokonał wszystkie fabuły i wygrał zeszłoroczny festiwal w Wenecji, zdobywając Złotego Lwa. Film Rossiego to opowieść o stolicy antycznego świata opowiedziana z perspektywy współczesnej. Rossi odbrązowił Rzym, pokazał go jak równie dobrze każde inne miasto świata - nie z zabytkowego, starożytnego centrum, czy pocztówkowego Watykanu, ale zza opłotków i obwodnicy stanowiącej tytułową aureolę.

Dokument Rossiego, tak samo jak oscarowe "Wielkie Piękno" bywają porównywane do Felliniego, co ma świadczyć o przebłyskach odrodzenia kina włoskiego. Powrót do czasów wielkiego kina włoskiego, obejmującego neorealizm i wybitnych artystów lat 60. i 70 jest jednak mało prawdopodobny. Nawet nie dlatego, że nie ma wielkich reżyserów, ale dlatego, że rynek kinowy niekorzystnie się tam przekształcił, nie ma już producentów, którzy potrafiliby patrzeć dwubiegunowo, jak Dino De Laurentis, czy Carlo Ponti - kręcić setki dzieł klasy B (spaghetti westernów, czy horrorów), a jednocześnie zarabiać nimi na kino wielkie. Włoskie kino staje się kinem środka - stroni od kina pulpowego, ale jednocześnie ogranicza swój artyzm brakiem budżetu.

O ile jeszcze "Wielkie piękno" mogło być wyjątkiem potwierdzającym regułę, to "Rzymska aureola" jest bezpośrednim przykładem na obecny brak pomysłu na kino, jeżeli jest to wiec środek, to niekoniecznie złoty. I jeżeli piszę o tym z wyrzutem, to raczej z sentymentu za dawnymi filmami niż z powodu jakiegoś urazu do obecnych filmów, które nie są złe, ale po prostu się nie wyróżniają. Sam "...Aureola" na przykład nie ma silnej konstrukcji - w odróżnieniu jednak od "Rzymu" Felliniego o podobnej strukturze i temacie, brak jej artystycznego piętna.

Film składa się z luźnych scenek z życia zwykłych ludzi. Są tu i sanitariusz, i starszy pan z długą brodą gawędzący przy balkonie, i dźwiękowiec nagrywający odgłosy larw, i tancerki, i karykaturalny bogacz z żoną, czy starsze kobiety mieszkające w samochodzie pokazane po pracy, która nie jest tu dopowiedziana, ale prawie, ze oczywista. Nie ma motywu przewodniego (poza niewyraźnie zarysowanym Rzymem). Jedyną zaletą "Rzymskiej aureoli" jest więc chyba jej bezpretensjonalność, podglądane tu życie jest może niewesołe, ale zobrazowane z elegancką dyskrecją. Odnoszę jednak wrażenie, zwłaszcza w przypadku wspomnianego brodacza, że dialogi są jeżeli nie ustawiane, to nie do końca naturalne, mówione ze świadomością obserwującej kamery, a obserwacja Rossiego jakkolwiek sympatyczna, to niewnikliwa.

Na zakończenie Wiosny Filmów wyświetlana będzie "Droga krzyżowa" z tegorocznego konkursu w Berlinie, a w niedzielę o godzinie 12:00 Złoty Niedźwiedź z tego samego festiwalu, czyli pokaz specjalny "Czarnego węgla, kruchego lodu". Osobiście polecam w niedzielę "Geografa, który przepił globus", o którym pisałem przy okazji ostatniego Sputnika. Bilety kosztują 7 złotych, festiwal odbywa się po raz 20., kolejny raz w warszawskim Kinie Praha.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.