Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

5451 miejsce

"Trzeba eksperymentować" – otwarte obrady jury KAN 2008

W sobotę wieczorem zakończyła się część konkursowa festiwalu Kina Amatorskiego i Niezależnego KAN 2008. Tuż po niej widzowie uczestniczyć mogli w otwartych obradach jury.

Jury KAN 2008. Od lewej: Sławomir Fabicki, Grażyna Torbicka, Sławomir Idziak. / Fot. Marta ŁopuchW skład jury KAN 2008 wchodzą: Grażyna Torbicka (dziennikarka i krytyk filmowy), Sławomir Fabicki (reżyser i scenarzysta) oraz Sławomir Idziak (operator filmowy i reżyser).

Podczas otwartych obrad jury nie ogłosiło jeszcze co prawda swojego werdyktu, ale bardzo chętnie dyskutowało z widzami i twórcami zaprezentowanych na festiwalu filmów. Dyskusja ta momentami była bardzo zażarta. Wysnuto wiele ciekawych wniosków, udzielono przydatnych rad, wyjaśniono niejasności. A oto fragmenty tej dyskusji:

O festiwalu słów kilka


Grażyna Torbicka: Zacznę od tego, że wybór zwycięzcy będzie bardzo trudny ze względu na to, że ciężko porównywać jest filmy szkolne z całkowicie amatorskimi i prawdziwie niezależnymi.
Sławomir Fabicki: Festiwal ten nazywa się festiwalem kina niezależnego i amatorskiego. Jednak na 42 obejrzane przez nas filmy tylko 18 było prawdziwie niezależnych i amatorskich, reszta powstawała we wszelkiego rodzaju szkołach aktorskich. A ja właśnie dla tych całkowicie amatorskich filmów tutaj przyjechałem.
G.T.: Muszę przyznać, że pośród tych 18 amatorskich filmów było więcej takich, które do mnie przemówiły, niż w 24 szkolnych.
Sławomir Idziak: Torturą było dla mnie, że jako juror każdy film musiałem oglądnąć do końca, nie mogłem wyjść albo przełączyć na inny kanał. Momentami było to bardzo męczące.

Rady dla organizatorów


Sławomir Fabicki. / Fot. Marta ŁopuchS.F.: Mamy ogromną prośbę do organizatorów – ułatwcie trochę pracę jury i w przyszłych edycjach rozdzielcie filmy szkolne i amatorskie.
G.T.: Filmy amatorskie, niezwiązane z żadną szkołą, bardzo rzadko są gdziekolwiek pokazywane. Dobrze by było, żeby KAN był ich źródełkiem. Żeby pokazywano ich tutaj jak najwięcej. A skoro już mówimy o podziale filmów na kategorie – zaliczanie animacji do filmów fabularnych jest zbrodnią przeciw jury. Weźmy na przykład animację pod tytułem "Drzewo" – bardzo mi się ona podobała. Została zrealizowana w specyficznym, archaicznym stylu, który do mnie przemawia. Jak jednak mam taką niespełna siedmiosekundową animację porównywać z ponad półgodzinnymi filmami fabularnymi?

Rady dla twórców


S.I.: Oglądając te wszystkie filmy odniosłem niestety wrażenie, że od czasów, kiedy ja byłem studentem i wraz z kolegami próbowaliśmy robić niezależne filmy, niewiele się zmieniło. Poruszane są te same tematy, pokazywane w bardzo podobny sposób. A przecież technika poszła tak bardzo do przodu dając nowe możliwości, świat również ogromnie się zmienił – nie wykorzystano tego nawet w połowie. Spora część filmów powtarzała również niestety coś, co już kiedyś się na ekranie pojawiło. Biorąc się za jakiś temat trzeba najpierw sprawdzić, co już w jego obrębie powstało. Powielanie wzorców na wczesnym etapie twórczości to zbrodnia. Jeżeli początkujący reżyser nie odważy się teraz eksperymentować, to później tym bardziej tego nie będzie robił, bo będzie się bał stracić pieniądze.
S.F.: Dodać również należy, że 90 proc. filmów było przegadane. Twórcy nie doceniają inteligencji widzów, uważają, że wszystko trzeba im pokazać wprost.
G.T.: Z drugiej strony jednak w kilku miejscach mam w swoich notatkach zapisane po prostu: "nic nie rozumiem". To oczywiście świadczy tylko o mnie, ale twórcy powinni się zawsze zastanawiać, czy nie używają jakichś skrótów myślowych, czy nie posiadają jakiejś wiedzy niedostępnej większości społeczeństwa.
S.I.: W kinie trzeba eksperymentować. Jeżeli w przyszłości spotkam się w świecie filmu z którąś z osób, których filmy tu zobaczyliśmy, będzie to osoba, która eksperymentowała. Nawet jeżeli był to eksperyment nieudany.
G.T.: Oglądają film fabularny nie chcę zobaczyć świata takim, jakim go znam, jakim widzę na co dzień. Chcemy spoglądać na niego przez metafory. Gdy ktoś chce przedstawić w filmie płaczącą kobietę, nie powinien po prostu pokazać kobiety z kroplą wody spływającą po policzku. Powinien pokazać to poprzez jakąś przenośnię, ale taką, która bezpośrednio skojarzy się widzowi z płaczącą kobietą.

"Dni mojego życia", Grzegorz Rosengarten


S.F.: Chciałem wyrazić ogromny szacunek dla twórcy filmu o Auschwitz za znalezienie tak wyrazistego, prawdziwego i pięknie opowiadającego bohatera. Moim zdaniem przydałoby się jednak powiedzieć trochę więcej o jego przeżyciach w obozie i uczuciach z tym związanych. Odniosłem wrażenie, że trochę za bardzo szanował Pan swojego rozmówcę i podszedł do niego "na kolanach".
Grzegorz Rosengarten. / Fot. Marta ŁopuchGrzegorz Rosengarten: Materiał ten z założenia miał być relacją, a nie wywiadem. Tematyką Auschwitz zajmuję się już od 12 lat, poznałem wielu byłych więźniów, pana Henryka Dronia, póki żył, nazywać mogłem swoim przyjacielem. Dlatego właśnie nie ośmieliłbym się ingerować w jego wypowiedzi. Czuję do niego za duży szacunek.
S.F.: Zabrakło jednak zwykłej ciekawości, pogłębiania jego wypowiedzi. Doceniam Pana pracę, ponieważ rozmawiać z człowiekiem, który przeżył Auschwitz o jego przeżyciach jest bardzo ciężko. Szkoda jednak, że nie przekroczył Pan pewnej bariery. Oraz, że Pana film nie miał jednego końca, tylko sześć.

"Kongola", Sylwester Jakimow


G.T.: Film 'Kongola" opowiada historię, jakich już trochę widziałam. Ale ma bardzo odważną formę, co Grażyna Torbicka. / Fot. KAN 2008zwróciło na nią moją uwagę.
S.F.: Film "Kongola" coś "wywraca" – ma bardzo ciekawą formę. Jest zrozumiały, opowiada o człowieku i znanym widzowi świecie.
S.I.: "Kongola" to świetny film, eksperyment językowy.

"Nie ma brzydkich kobiet", Marcin Sobociński


G.T.: Ten film mnie zadziwił. Czemu po raz kolejny zrobiono tak zły film o tak trudnym temacie, jakim są konkursy piękności? Czemu znowu dziewczyny biorące w nim udział wystawiono na pośmiewisko?
S.F.: Odniosłem wrażenie, że ten film powstał na zasadzie: dwóch facetów się nudziło i postanowiło zrobić film o "dupach". A przecież te dziewczyny nie są wcale głupie. Są może proste, ale nie prostackie. Moim zdaniem dobry film na ten temat mogłaby nakręcić tylko kobieta, która mogłaby się z nimi zaprzyjaźnić, łatwiej byłoby jej je zrozumieć.
G.T.: Nie jestem feministką, ale uważam, że mężczyzna również mógłby nakręcić dobry dokument o tej tematyce.
S.F.: A moim zdaniem nie. Ja na przykład chciałbym wejść do ich sypialni, usłyszeć i zobaczyć je tam. Jako facet nie byłbym w stanie.

"Radioakcja", Tomasz Jurkiewicz


Kadr z filmu "Radioakcja". / Fot. KAN 2008S.I.: "Radioakcja" to film ujawniający inteligencję bohaterów i twórcy. Nie jest to kolejna łzawa historia o ludziach niepełnosprawnych, ale komedia. I to komedia w dobrym stylu.
S.F.: "Radiostacja" jest świetnym filmem o przyjaźni. Tak naprawdę to powstające radio jest jedynie pretekstem, żeby pokazać relację między dwoma przyjaźniącymi się niepełnosprawnymi facetami.
G.T.: Film ten pokazuje również, jak bardzo nasz kraj jest nieprzystosowany do potrzeb osób niepełnosprawnych. Nie robi jednak tego wprost, ale bardzo dyskretnie, a mimo to wymownie – chociażby poprzez scenę, kiedy chłopak chodzący o kulach ma problem wysiąść z autobusu, albo kiedy ma problem iść chodnikiem, ponieważ kule wpadają mu do dziur i się w nich klinują.

"Do naprawy", Dariusz Gackowski


S.F.: Gratuluję twórcy tego filmu, ale uważam, że można by go pogłębić. Może bohater mógłby zadawać swoim klientom dziwne pytania? Można by mu nawet w odpowiednich momentach podpowiadać ewentualne pytania.
G.T.: To byłaby już manipulacja. Mnie podoba się historia w takiej formie, w jakiej została opowiedziana. Ten warsztat nazwałam nawet warsztatem naprawy sentymentów, bo przecież przychodzą do niego osoby z wyjątkowymi przedmiotami. Bohater był prawdziwy i to ogromny plus tego filmu.
Dariusz Gackowski: Myślą przewodnią tego dokumentu była chęć pokazania ludzi, którzy przynosili do warsztatu przedmioty z minionej epoki. Kosztowało mnie to bardzo dużo czasu, żeby się takich doczekać. Bo zdarzały się dni, kiedy przychodzili tylko np. ludzie z wiertarkami. Nie włączałem wtedy kamery, bo co ciekawego jest w facecie, który przyniósł do naprawy zwyczajną wiertarkę, którą można kupić w supermarkecie?

"Światło", Paweł Krawczyk


S.T.: "Światło" to przykład filmu, w którym wiemy wszystko od początku do końca. Nic nas nie zaskakuje.Kadr z filmu "Światło". / Fot. KAN 2008 Od początku wiadomo, że tych dwoje ludzi nie żyje.
Paweł Krawczyk: Moim celem nie było zaskoczyć widza, ale wprowadzić go w nastrój.
S.T.: O czym w takim razie jest ten film?
P.K.: O pogodzeniu się ze śmiercią.
S.F.: Nie poczułem tego. Poczułem się za to jak idiota – wszystko miałem w tym filmie podane na tacy.
G.T.: Ja odebrałam ten film w trochę inny sposób. Dla mnie próbuje on odpowiedzieć na odwieczne pytanie – jak wygląda moment śmierci? Czy zorientujemy się, że umarliśmy? Czy poczujemy cokolwiek?

Po czym Sławomir Idziak zakończył i tak przedłużające się spotkanie słowami: Organizatorzy tegorocznego Sławomir Idziak. / Fot. Marta Łopuchfestiwalu dobrali sobie iście doborowe jury: Sławomir Fabicki – czarny charakter, Grażyna Torbicka – biały charakter i gwiazda oraz ja – klown.

W niedzielę o godzinie 15 rozpocznie się uroczysta gala wręczenia nagród, podczas której jury ogłosi swój werdykt. Czy wygra któryś z filmów, o których podczas otwartych obrad powiedziano wiele miły słów, czy też jakiś inny – na tę wiadomość musimy jeszcze troszkę poczekać.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.