Facebook Google+ Twitter

Trzeba postać w "ogonku" po bilety do teatru?

  • Źródło: Dziennik Łódzki
  • Data dodania: 2006-11-25 09:32

Nastała moda na teatr. O tym, że w teatrach coraz częściej panuje tłok, nie wiedzą tylko ci, którzy tam nie chodzą. Coraz częściej zdarza się, że trzeba czekać nawet miesiąc, aby obejrzeć wybrane przedstawienie.

 

W Warszawie najbardziej obleganym teatrem jest TR (dawniej Teatr Rozmaitości). Tu przychodzi przede wszystkim młodzież. Największym powodzeniem cieszą się głośne spektakle Grzegorza Jarzyny i Krzysztofa Warlikowskiego: bywa, że bilety rozchodzą się z trzymiesięcznym wyprzedzeniem. Codzienna kolejka przed kasą nikogo tam nie dziwi.

Staruszka Śnieżka


Przed laty nikogo nie dziwiła kolejka przed sklepem. Ale żeby stać w "ogonku" po bilety do teatru? Okazuje się, że również łódzkie teatry mają swoje hity. Bardzo często nie są to przedstawienia najnowsze, które od premiery dzieli kilka tygodni. Rekordowo długim stażem i nieustającym powodzeniem cieszy się balet "Królewna Śnieżka", utrzymujący się w repertuarze od 36 lat: w 1970 roku odbyła się premiera, w 1987 nieco zmieniono redakcję, dekoracje i kostiumy pozostały takie same, choć naturalnie nie te same. Spektakli zagrano około 200.

Drugim rekordzistą jest "Straszny dwór" Moniuszki. Od premiery (8 października 1978 roku) minęło już 28 lat. W tym czasie operę narodową zagrano w 285 razy. Wiekowym tytułem jest również liczący 21 lat balet Graya Veredona "Sen nocy letniej".

- Ale "Sen..." cieszy się zmiennym powodzeniem - mówi Elżbieta Magin, kierownik biura obsługi widzów w Teatrze Wielkim. - Łodzianie najchętniej oglądają u nas tytuły znane. Najszybciej sprzedajemy bilety na "Błękitny zamek", utrzymujący się w repertuarze od 18 lat (118 spektakli).

Nie zdarza się, by brakło widzów chcących obejrzeć 19-letnią "Traviatę". Elżbieta Magin zapewnia, że widownia na wymienionych przedstawieniach nierzadko sięga 100 proc. Zakładając, że "Straszny dwór" ogląda średnio ok. 900 widzów, łatwo policzyć, że spektakl obejrzało już ponad 256 tysięcy widzów! "Traviatę" na 87 przedstawieniach obejrzało ok. 80 tysięcy. Takie liczby robią wrażenie.

Uwielbiany seks


Największym hitem na scenie dramatycznej jest uwielbiany przez publiczność monodram Bronisława Wrocławskiego "Seks, prochy i rock and roll". W Teatrze im. Jaracza od premiery w 1997 roku Wrocławski zagrał go już ponad 500 razy! Zakładając, że za każdym razem widownia liczyła ok. 100 osób (,Seks..." jest grany na Małej Scenie), przedstawienie obejrzało już ponad 50 tysięcy widzów. Następne w kolejności są dwa inne monodramy tego aktora: "Obudź się i poczuj smak kawy" oraz "Czołem wbijając gwoździe w podłogę".

- Ogromnym zainteresowaniem cieszy się też monodram Kamila Maćkowiaka - "Niżyński" - mówi Barbara Stanisławska, kierownik biura obsługi widzów w Teatrze im. Jaracza". - Na te spektakle wyprzedajemy bilety z ponadmiesięcznym wyprzedzeniem.

Szans, aby obejrzeć w tym roku któryś monodram, nie ma, podobnie jak "Śmierci komiwojażera" (blisko 50 spektakli). Na spektakl utrzymujący się w repertuarze od dwóch lat bilety trzeba rezerwować przynajmniej miesiąc wcześniej. Rekordzistą "Jaracza" jest również Szekspirowski "Sen nocy letniej": komedia w reż. Waldemara Zawodzińskiego na afiszu jest już 9 lat, a zagrano ją ponad 200 razy (co daje ok. 80 tys. widzów).

Kolejki przed kasą ustawiają się, gdy w repertuarze pojawiają się "Blask życia" i "Lew na ulicy" (oba przedstawienia w reżyserii Mariusza Grzegorzka). Rzadko jednak udaje się kupić bilet w dniu przedstawienia, bo i te tytuły cieszą się wielkim powodzeniem wśród widzów, bilety są więc wcześniej rezerwowane i kupowane w przedsprzedaży.

Szalone nie do przebicia


Swojego "czarnego konia" ma również Teatr Nowy. Jest nim farsa "Mayday", zagrana w ciągu ponad dwóch lat ponad 100 razy. W biurze obsługi widzów zapewniają, że przedstawienia mają blisko stuprocentowe "obłożenie", zatem śmiało się w "Nowym" około 35 tysięcy widzów. Nie ma szans, by "z marszu" obejrzeć "Krzesiwo" (42 spektakle) czy "Mistrza i Małgorzatę" (72). Na te przedstawienia rezerwować trzeba bilety z miesięcznym wyprzedzeniem.

Najnowszym hitem teatru są "Małe zbrodnie małżeńskie". W przewrotnej i ironicznej psychodramie o związku dwojga kochających się ludzi zaciekawiają role Agnieszki Korzeniowskiej i Dariusza Kowalskiego.

Najpopularniejszym przedstawieniem Teatru Powszechnego są "Szalone nożyczki". To pierwsze w Łodzi interaktywne dzieło sztuki farsowej utrzymuje się na afiszu już 7 lat i niemal nigdy nie można kupić na nie biletów. Ilekroć pojawi się w repertuarze, przed kasą ustawia się kolejka.

- Na "Szalone nożyczki" bilety trzeba rezerwować, bywa że nawet z dwumiesięcznym wyprzedzeniem - mówi Celina Żukowska, kierownik biura obsługi widzów w "Powszechnym".

- Frekwencja zawsze przekracza sto procent, na każdym spektaklu dostawiamy krzesła.

Można więc policzyć, że skoro "Szalone nożyczki" zagrano już ponad 320 razy, to obejrzało je blisko 130 tysięcy widzów! Okazuje się, że lubimy się śmiać. Przyznać jednak trzeba, że farsę tę aktorzy - z Jackiem Łuczakiem na czele - grają świetnie i z wielkim temperamentem.

Drugim hitem Teatru Powszechnego jest "Testosteron", na który również trudno o bilety. Ciekawe jak będzie, gdy film pod tym samym tytułem wejdzie na ekrany? Kino z pewnością nie zagrozi innej farsie chętnie przez łodzian oglądanej: "Pół żartem, pół sercem". W ciągu pięciu lat zagrano ją około 70 razy, zawsze przy pełnej widowni.

W Teatrze Muzycznym widzowie najchętniej oglądają "Skrzypka na dachu" (kolejna wersja musicalu grana jest od 7 lat i obejrzało ją ok. 50 tys. widzów) i "Człowieka z La Manchy".

Tłok na widowni


Świadectwo o wielkim zainteresowaniu teatrem wystawia najmniejszy łódzki teatr: Studyjny. Ta scena należy do szkoły filmowej, na niej swoje dyplomowe (i nie tylko) przedstawienia grają studenci Wydziału Aktorskiego. Tu nigdy nie zdarza się, by widownia świeciła pustkami, a kolejka po bilet to rzecz naturalna. Spektakle nie mają długiego życia: dyplomanci szybko stają się absolwentami, przedstawienia znikają z afisza po kilku miesiącach. Ale grane są bardzo intensywnie. W minionym sezonie przebojem był "Paw królowej" wg Doroty Masłowskiej, wcześniej "Swidrygajłow" wg "Zbrodni i kary" w reż. Janusza Gajosa i "Łoże" Belbela w reż. Karoliny Majchrzak.

- Te przedstawienia zagraliśmy ponad 50 razy - mówi kierująca "Studyjnym" Urszula Jachimowicz. - A "Paw..." jest o tyle niezwykły, że nie tylko przyniósł artystom moc nagród, nie tylko prezentowany był w innych miastach, ale wciąż istnieje, mimo że absolwenci skończyli szkołę w czerwcu. 27 listopada jedziemy ze spektaklem na Wałbrzyskie Fanaberie Teatralne, więc teraz zagraliśmy "Pawia..." u siebie dwa razy. Tłok na widowni był ogromny, Sądzę, że każdy tytuł obejrzało u nas około 5 tysięcy widzów.

Przyglądając się liczbom, nietrudno o skojarzenia z box office, czyli zestawieniami frekwencji w kinach. Teatralne przeboje mogą stawać w szranki z filmowymi (pamiętajmy, że przedstawienia grane są tylko na jednej scenie, w jednym mieście), a mit o nikłym zainteresowaniu dobrym teatrem leży w gruzach.

Michał Lenarciński

 

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (1):

Sortuj komentarze:

  • Autor usunął profil
  • 26.11.2006 18:54

Myślę, że rosnące zainteresowanie teatrem to nic złego... wręcz przeciwnie. To dobrze, ze zamiast siedzieć bezczynnie przed telewizorem, albo komputerem wolimy wyjść ze swojego mieszkania i ruszyć "na podbój świata":D:D

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.