Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

20788 miejsce

Trzech panów w łódce (nie licząc psa)

"Trzech panów w łódce, nie licząc psa" jest humorystyczną XIX-wieczną powieścią podróżniczą Jerome'a K. Jerome'a. To recepta na jesienną chandrę.

okładka / Fot. Zysk i S-kaPamiętam, gdy pierwszy raz trafiłam na tę książkę w bibliotece. Wydawała się taka niepozorna, w dodatku nazwisko autora nic mi nie mówiło. Ale zaryzykowałam i wzięłam ją do domu. Okazało się, że to był świetny wybór. Choć nie przepadam za literaturą podróżniczą, to takie książki mogłabym czytać bez przerwy...

"Trzech panów w łódce, nie licząc psa" to przykład humorystycznej XIX-wiecznej powieści podróżniczej. Jerome K. Jerome opisał w niej wyprawę i przygody trzech londyńczyków: George'a, Harrisa oraz bezimiennego narratora (sam Jerome). Panowie wraz z tytułowym psem Montmorencym wybrali się w rejs po Tamizie. Ich trasa liczyła 123 mile (ok. 200 km) i prowadziła z Kingston do Pangbourne.

Co ciekawe, początkowo książka ta miała być poważnym przewodnikiem turystycznym po Tamizie, który zawierałby opisy zabytków położonych nad brzegami rzeki. Jednakże w trakcie pisania, przeważyło ironiczne poczucie humoru Jerome'a. I dobrze się stało, bez tego książka nie miałaby takiego waloru.

Przygody bohaterów, płynących łódką, okraszone są komicznymi zdarzeniami, opowiastkami i anegdotami z ich życia, które bawią czytelnika do łez. Zabawnym przykładem jest historia narratora, który poszedł do British Museum, by przeczytać o metodzie leczenia kataru siennego. Jednak w miarę czytania tej pasjonującej lektury, zaczął podejrzewać, że ma objawy prawie wszystkich chorób:

Dłuższą chwilę siedziałem zmartwiały z przerażenia; potem, zobojętniały z rozpaczy, zacząłem znów wertować książkę. Doszedłem do tyfusu - przeczytałem objawy - odkryłem, że mam tyfus, i to od wielu miesięcy - pomyślałem sobie, ciekawe, co jeszcze mam. Przewróciłem stronicę na taniec św. Wita: zgodnie z oczekiwaniami stwierdziłem, że i pląsawica mi nie przepuściła. Postanowiłem zapoznać się ze swoim przypadkiem dogłębnie. I tak, rozpoczynając alfabetycznie, przestudiowałem chorobę Addisona, stwierdziłem, że na nią zapadam, a faza ostra czeka mnie za jakieś dwa tygodnie. Z ulgą się dowiedziałem, że choroba Brighta występuje u mnie w formie złagodzonej i, jeśliby na tym się skończyło, mogę liczyć na wiele lat życia. Cholerę miałem z poważnymi powikłaniami, a z dyfterytem chyba się urodziłem. Sumiennie przebrnąłem przez wszystkie litery alfabetu i jedyną chorobą, której mogłem się nie obawiać, było zapalenie kaletki maziowej rzepki (cierpią na to sprzątaczki, które dużo klęczą). Z początku zrobiło mi się dość przykro. Czułem się spostponowany. Dlaczego nie mam zapalenia kaletki maziowej rzepki? W czym jestem gorszy od sprzątaczki?

I mogę zapewnić, że takich smaczków jest więcej. Czasem ma się wrażenie, że anegdoty te są najważniejsze, a przygody na łódce stanowią jedynie pretekst do ich opowiedzenia. A zdanie typu: najmocniej przepraszam, zboczyłem z tematu są zamierzone.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (2):

Sortuj komentarze:

Ja czytałam po raz pierwszy wydanie z lat 80. z biblioteki. Tamta to dopiero nie zachęcała do przeczytania. A teraz takie ładne zrobili.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Już sobie uszykowałam książkę do przeczytania, która dość długiego stoi ma półce. Na mojej; czarna okładka i nieciekawy szary rysunek, nie zachęcał do sięgnięcia po to arcydzieło literatury światowej.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.