Facebook Google+ Twitter

Trzy firmy rządzą światem? O co chodzi z tymi ratingami?

Trzy najważniejsze agencje ratingowe Standard and Poor's, Fitch oraz Moody's, przestały pełnić rolę usługodawcy i już od dość dawna kreują rzeczywistość.

Skutki wczorajszej wypowiedzi Jaime Reusche'a z agencji Moody's, który pogroził Polsce palcem, dobitnie pokazują jaką władzę nad rynkiem mają firmy zajmujące się oceną wiarygodności kredytowej. Przecena akcji KGHM o 7 proc., spadek indeksu WIG20 czy osłabienie złotego, to tylko zwiastun tego, co może się stać, gdy agencja obniży nasz rating.

Ostatnie działania "wielkiej trójki", szczególnie zaś sytuacja w Stanach Zjednoczonych po 5 sierpnia, kiedy to Standard and Poor's zmniejszył wiarygodność tego kraju z oceny AAA do AA+, rodzą pytanie czy przywileje związane wysokim ratingiem to gra warta świeczki? Co zyskuje kraj wysoko notowany? Teoretycznie może zadłużać się przy bardzo niskim oprocentowaniu. Dlaczego teoretycznie? Bo na podstawie oceny, potencjalni wierzyciele mogą oszacować czy "interes" im się opłaci. Obniżenie ratingu sprawia, że z punktu widzenia pożyczającego rośnie rentowność obligacji danego podmiotu (kraju, firmy czy np. samorządu). Zwiększa się ryzyko, że dług nie zostanie spłacony, za to pożyczanie staje się bardziej opłacalne. W przypadku spadku ratingu dla poszczególnych krajów, osłabia się również waluta, rynek zatem pozbywa się jej. Innymi słowy pieniądze z niego "uciekają". Dalsze konsekwencje przypominają już równię pochyłą - lecą w dół indeksy giełdowe, bo inwestorzy panikują i tak 2 lub 3 literki w ocenie przestają być - w swej istocie - opinią, a zyskują miano siły sprawczej.

Moody's straszy Polskę: Zmniejszcie deficyt, bo obniżymy wasz rating


Agencje ratingowe budzą szereg kontrowersji. Często zarzuca im się, że metody oceny podmiotów gospodarczych nie są klarowne. Tak było na przykład w przywołanym przypadku ratingu Stanów Zjednoczonych. Amerykański rząd podważył jego wiarygodność, bo jak twierdził raport agencji zawierał błąd. Standard and Poor's zawyżył o 2 bln dolarów wydatki uznaniowe administracji Obamy. Rzecznik Departamentu Skarbu skwitował ten fakt słowami - "Ocena poparta błędem o 2 bln dol. mówi sama za siebie".

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (6):

Sortuj komentarze:

Tomek Osuch
  • Tomek Osuch
  • 21.10.2011 14:59

Najśmieszniejsze jest to, że owe ratingi są odzwierciedleniem >>opinii<< wyrażanych prze firmy ratingowe, nie zaś faktów i liczb.

Zgadzam się z Panem Adamem.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Panie Rafale! Jak to: o co chodzi? Chodzi o pieniadze. Dzsiejsza ekonomia nie ma nic wpsolnego z "normalną " ekonomiąi jest reaalizowana przez potężne sily finansisow, powiąznych z polityka. To oni obraczaja nierzeczywistym pieniadzem w skali niewyobrażanej, natomiast rzeczysite skutki tych machinacji dotykają nas, zwykłych ludzi. W sposób nie wirtulany, ale bolesny, namacalny

Komentarz został ukrytyrozwiń

Skoro te agencje są amerykańskie i mają międzynarodowe znaczenie, to są wyłącznie po to żeby ktoś tam mógł sobie zarobić dodatkową gotówkę. Nie ma się co do tego oszukiwać. Na pewno nie są po to żeby stabilizować światowy rynek.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Ale ja nie twierdzę, że twierdzisz :)

Są jeszcze Chińczycy :)


Gdyby ratingi odzwierciedlały realny standing gospodarek, miałbyś realny wyścig do banków po oszczędności.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Artur nie twierdzę, że należy zakazać ratingów. Skupiam się raczej na pewnej patologii, która wymaga zmiany. Wszechwładza trzech największych agencji daje do myślenia i rodzi pole do różnych niekoniecznie uzasadnionych domniemań. Przykład Lehmana dobitnie pokazuje, że ten mechanizm jest niedoskonały, dlatego jego oddźwięk i skutki, które wywołuje są niewspółmierne do realnej wartości ratingu.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Zakaz ratingów to klasyczny przykład tłuczenia termometru jako panaceum.

Inną sprawą jest natomiast to, w których momentach decydują się akurat aktualny pomiar objawić światu.

Co stoi na przeszkodzie, żeby skala składała się z tysiąca punktów, a nie kilkunastu magicznych literek i była uaktualniana w regularnych, niewielkich odstępach czasu ? Coś widać stoi.


To i tak tylko temat zastępczy. Gra w przepływie kapitału przed nieuchronnym krachem.


Nawet na Onecie zawisł (na chwilę) wywiad z niemieckim profesorem Uniwersytetu Leibniza w Hannover i jednocześnie szefem "des Instituts für Öffentliche Finanzen", Stefanem Homburgiem.

Polecam lekturę. Takie "cuś" w szanowanym, niemieckim dzienniku.
Podczas gdy zwykły przekaz to "rewelacje" z kolejnych uścisków Merkel z Sarkozym.

Cytat:

Czy nie ma więc żadnej nadziei?

Nadzieję mogą mieć ci, którzy nie posiadają nic, im bowiem nie można niczego zabrać.
(...) I wreszcie nadzieję może mieć ten, kto prowadzi buddyjski styl życia i wyrzekł się całkowicie dóbr materialnych.

Wywiad na Onecie był kopią wywiadu udzielonego Sueddeutsche Zeitung.

http://www.sueddeutsche.de/geld/streit-um-die-gemeinschaftswaehrung-der-euro-wird-zusammenbrechen-1.1151907-2
http://biznes.onet.pl/bedzie-zle,18493,4877465,3219970,199,1,news-detal


Prof. Homburg nie powiedział zresztą niczego odkrywczego.
Mówią to i inni, kwitowani pobłażliwymi uśmieszkami dziennikarzy.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Dziękujemy za Twoją aktywność w serwisie wiadomosci24. Do zobaczenia niebawem w innym miejscu.

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl
#PRZEPROWADZKA: Dowiedz się więcej

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.