Facebook Google+ Twitter

Trzy guziczki, przerwa…

Kiedy światem ulicznej mody zaczynała rządzić komercja; rozpaczliwie paskudne wytwory z państwowych fabryk, nie stanowiły konkurencji dla produkcji „prywaciarskiej”, a modny teraz "recykling" stosowany był praktycznie codziennie.

Pewnego wieczoru, w ramach wiadomości ze świata mody, miałam okazję patrzeć na ćwiczebne wytwory przyszłych adeptek sztuki krawieckiej, u których jednak nie chciałabym się ubierać.
Nie to, żeby mi fantazji brakowało, ale przecież z kłębem karbowanej tektury na zadku, kapslach po piwie na popiersiu i stringach z butelek po mineralnej - raczej bym nie wyszła.

Ten projektancko-recyklingowy trend lekko bowiem mnie przeraża w momencie, kiedy pomyślę, że tak ubrana, mogłabym, w wyniku pobudzonej browarem pracowitości śmieciarzy, stać się obiektem ich szczególnego zainteresowania. Chłopy, jak chłopy, ale ta ich maszyna! Brrr!

Jednakże, patrząc na ten szkolny pokaz, doznałam iluminacji: Kurczę blade, przecież recykling jako taki, nie jest wynalazkiem ostatnich czasów! Wprawdzie w latach pięćdziesiątych nie było tego słowa, ale panie ubierały się w rzeczy przedwojenne przerabiane, nicowane, skracane, zwężane i poszerzane klinami, szyte samodzielnie lub u krawcowych; oczywiście pojawiały się z czasem również rzeczy nowe, aż w pewnym momencie szczytem szyku i elegancji stały się bluzeczki damskie szyte ze spadochronów. Recykling czystej wody!

Biały, nylonowy kawał tkaniny spadochronowej stał się przedmiotem pożądania i każda szanująca się elegantka bluzkę ze spadochronu musiała mieć. Indywidualne różnice, między prostymi przecież w kroju bluzeczkami, polegały na drobnych szczegółach, jakie dyktowała fantazja przyszłej właścicielki, oraz umiejętności krawcowej. Różniły się fasonem kołnierzyków, zapięciem i haftem na gorsie.
Niesłychanie elegancka pani K. zwierzała się mojej mamie, że zażyczyła sobie zapięcie, jakiego jeszcze żadna nie miała: „trzy guziczki - przerwa, trzy guziczki – przerwa...

Nylon spadochronowy był materiałem „siepiącym się”, wykonanie więc większej ilości małych dziurek było już zadaniem dla hafciarki.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (7):

Sortuj komentarze:

Zwijanie włóczki i ponowne robienie z nich oryginalnych sweterków pamiętam z dzieciństwa..i jeszcze kilkanaście lat temu sama robiłam.
Ja jeszcze pamiętam szycie bluzek i spódnic w falbany z pieluchy ( tetrowej- dla tych co nie wiedzą, że były kiedyś takie:) ) wczesniej ufarbowanej na rózne kolory w farbkach do tkanin.

Komentarz został ukrytyrozwiń

"Dziecięciem" będąc, w długie wieczory zimowe (nie było telewizji) prułam kilim zwijałam wełnę w kłębki, a potem na oparciu krzesła w lagi, które Mama prała w płatkach z szarego mydła, a które ja po wysuszeniu znów zwijałam w kłębki. Było to trudna praca gdyż trzeba było uważać by włóczka się nie plątała. No i wiązać supełki, bo kilim był kolorowy. Tę włóczkę kilimową następnie Ciociobabcia, i inne po-ciotki zamieniały w swetry, szaliki i czapki rękawiczki. Inna pracą dziecięcą było przyszywanie cekinów na tiul. Mama wybierała się na bal, a ja przyszywałam 1000 cekinów na cieniutki tiul. Z pikowej halki moje prababci Mama wyczarowała mi śliczną sukienkę do tenisa. Mileśmy starą maszynę do szycia, z czółenkiem, nożną. Czyniła cuda. A na przedszkolnym balu miałam sukienkę, której spódnica była z krochmalonej z gazy aptecznej z naszytymi cekinami. miałam lampkę na głowie. a bateryjkę na plecach. To był hit!
Z tych pudełek od kremów, o których pisze XYZ1 też robiłam broszki, bransoletki. Pestki z brzoskwiń były także w modzie. Aha i zapomniałabym. Z ceraty uszyłam sobie torebkę , która robiła furorę. Gdy były modne wysokie botki noszone cały rok, zaniosłam ceratę imitującą skórę do teatralnego szewca. narysowałam projekt botków , on połączył ją z czarną prawdziwa skórą i uszył mi wspaniałe boty , w których paradowałam w lipcu w mini spódniczce, rzecz jasna, uszytej ze starych czerwonych spodni.

Komentarz został ukrytyrozwiń

+) Potrzeba jest matką wynalazków. :)))

Komentarz został ukrytyrozwiń

Kasia_G - to juz epoka "dobrobytu gierkowskiego" - tetra dla młodych matek i talon na kupon czarnego materiału, wydawany za okazaniem świadectwa smierci kogoś bliskiego...

Marr - z wyjatkiem Chanel i pani Minge, które są zaprzeczeniem Twojej teorii. Panowie - projektanci sa na ogół odmiennej orientacji seksualnej i jako tacy nie maja powodu do zemsty :-)))

Komentarz został ukrytyrozwiń
  • Autor usunął profil
  • 30.01.2009 15:21

Wychowywałem się na fali PunkRock'a, pamiętam farbowanie zawiązanych na supeł koszulek, zwężanie jeansów marki Just do wymiarów rurek, wciąganych na nogi tylko za pomocą łyżki do butów.
Cukier na włosach i tysiące ćwieków wbijanych nawet w wyroby skóropodobne.O butach z demobilu nie wspomnę.
Oczywiście plus.

Komentarz został ukrytyrozwiń
  • Autor usunął profil
  • 30.01.2009 14:41

Każdy, kto zbyt wiele uwagi przywiązuje do mody, nie ma czasu na ubieranie duszy... Poza tym modę wymyślają z reguły mężczyźni, jako karę dla kobiet za wszystkie zaznane upokorzenia.... :-))) Marr

Komentarz został ukrytyrozwiń

Przywilejem metrykalnym jest w moim przypadku całkowite zrozumienie tekstu autorki. Pamiętam, że z koleżankami szyłyśmy swetry z watoliny a potem farbowałyśmy na pasujące do odcienia oczu-kolory. Która potrafiła szyć na maszynie (kupowanej na zapleczu sklepu mięsnego), szukała możliwości zdobycia tetry, którą dostawały w wybranych sklepach tylko młode matki. Jak się to nie udawało-wtedy wkraczał recykling: wyprało się toto z tego i owego, czasem podbarwiło i wystawiało na żer zazdrosnych oczodołów nie należących do "klubu" przedstawicielek tej samej płci. Do tych cudeniek , jako uzupełnienie, zakładało się naszyjniki zrobione z pestek jabłek. W tym czasie rzadko która miała problemy gastryczne;)....
Tekst bardzo mi się podoba, a więc zdecydowany +

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.