Facebook Google+ Twitter

Trzy pytania do kandydatów na urząd prezydenta

Zbliżają się wybory głowy państwa. Jest to okazja do zapytania kandydatów jak rozumieją prawa obywateli w systemie politycznym, dumnie określanym władzą ludu. Czy nasza konstytucja jest w porządku? Proponuję zadać im trzy pytania.

Pytanie 1. Który artykuł konstytucji jest ważniejszy:
artykuł 4. punkt 1. - "Władza zwierzchnia w Rzeczypospolitej Polskiej należy do Narodu" - oznaczający, że naród ma prawo podejmować dowolne decyzje w prawach publicznych.
czy
artykuł 125 punkt 2. - "Referendum ogólnokrajowe ma prawo zarządzić Sejm bezwzględną większością głosów w obecności co najmniej połowy ustawowej liczby posłów lub Prezydent Rzeczypospolitej za zgodą Senatu wyrażoną bezwzględną większością głosów w obecności co najmniej połowy ustawowej liczby senatorów"?

Uzasadnienie: prawo nie oznacza sprawiedliwości. Mamy w genach zakodowany model silniejszy w którym narzuca się swoje egoistyczne prawo słabszemu. Przykładem tego we współczesnym
świecie są umowy kredytowe oferowane przez banki. Ogólne warunki i regulaminy takiej umowy zawsze zdecydowanie lepiej zabezpieczają bank, niż jego potencjalnego klienta. Wszystko jest zgodne z literą prawa ale wyłącznie bank jest bezpieczny - biorący kredyt czy kupujący na
raty podpisują swego rodzaju cyrograf. Analogicznie zredagowana jest nasza podstawowa umowa prawna -konstytucja.

Lud, ze względów praktycznych, nie może bezpośrednio rządzić w wielomilionowych społeczeństwach. Realne jest rozwiązanie pośrednie - tak zwana demokracja partycypacyjna. W demokracji tej podejmowanie bieżących decyzji w sprawach publicznych obywatele powierzają swoim przedstawicielom ale jednocześnie zastrzegają sobie realne prawo weta każdej ich decyzji oraz prawo inicjatywy ustawodawczej (np. ograniczenia praw swoich
przedstawicieli). Tymczasem nasi "ustrojodawcy" (tak określił autorów naszej konstytucji Sąd Najwyższy w uchwale z dnia 15 lipca 1997 roku, w sprawie ważności referendum konstytucyjnego), w naszej konstytucji, ograniczyli nieomal do zera prawo ogółu obywateli (zleceniodawcy), do korygowania warunków "umowy-zlecenia" oraz bieżącej kontroli pracy polityków (usługodawców). Czy taki system polityczny można nazwać demokracją? Nie to nie są rządy ludu lecz "ustrojodawców".

Czy można logicznie pogodzić oba powyżej przytoczone zapisy ustawy zasadniczej? Przy takim stanie prawnym władza ludu ograniczona jest wyłącznie do proszenia, błagania swoich przedstawicieli - zwycięzców wyścigu do władzy w sondażu popularności. Czy dysponując takim prawem nasi przedstawiciele zgodzą się na jakiekolwiek ograniczenie ich uprawnień czy profitów przez Naród? Czy pozwolą obywatelom na ewentualne weto podjętych przez nich z "pewnością" dla dobra ludu decyzji?

Jak nasi przedstawiciele załatwiają takie prośby, pokazuje historia wniosku Stowarzyszenia JOW do Sejmu RP o referendum w sprawie wprowadzenia większościowej ordynacji wyborczej do Sejmu, podpisanego przez ponad 750 tys. obywateli. Po kilku latach ciszy bezceremonialnie wrzucili go do niszczarki.

Pytanie 2. Czy przepisy artykułu 125. punkt 3. konstytucji oraz artykułu 55. punkt 1. ustawy z dnia 15.09.2000 roku, o referendum lokalnym ustanawiające minimalne limity frekwencji dla ważności referendów ludowych są potrzebne? Czy akceptowalne jest ich zniesienie lub obniżenie?

Uzasadnienie: w ustawie z dnia 29 czerwca 1995 r. o referendum krajowym napisano: "Wynik referendum jest wiążący, jeżeli wzięła w nim udział więcej niż połowa uprawnionych do głosowania." Powtórzono ten zapis w artykule 125. punkt 3. konstytucji: "Jeżeli w referendum ogólnokrajowym wzięło udział więcej niż połowa uprawnionych do głosowania, wynik referendum jest wiążący." Te zapisy to kolejna manipulacja "ciemnym ludem" przez "ustrojodawców". Poczciwi obywatele wobec pytań referendalnych dzielą się zawsze na trzy grupy: pierwsza zdecydowanie odpowiada - tak, druga nie, trzecia, zwykle najliczniejsza grupa to ci którzy nie idą głosować. Temat referendum ich nie interesuje, jest im obojętne który wariant zostanie przyjęty i będzie obowiązujący, nie wierzą, że ich głos będzie miał jakiekolwiek znaczenie. Prosta logika nakazuje więc, by wszystkie "głosy" trzeciej grupy policzyć według podziału połowa na tak, druga na nie. Niestety autorzy naszego prawa o referendach nie wiadomo dlaczego nie zastosowali w naszej ustawie tej zasady logiki. "Ustrojodawcy" ustanawiając limit frekwencji dla referendów ogólnokrajowych oraz lokalnych, w przypadku ich nie przekroczenia, "głosy" nieobecnych interpretują: pytanie referendalne jest dla nas za trudne. "Głosujemy" za tym by decyzje w tej kwestii podjęli w naszym imieniu nas i przedstawiciele.

Jak wykazała praktyka limity frekwencji referendalnej skutecznie blokują władzę ludu. Na cztery referenda ogólnokrajowe przeprowadzone po 1989 roku, w trzech frekwencja była poniżej limitu. W ostatnim udało się go przekroczyć dzięki usilnej socjotechnice. Przedłużono do dwóch
dni czas trwania referendum oraz wysłano, w imieniu Prezydenta RP, każdemu obywatelowi imienne zaproszenie - prośbę uczestnictwa w głosowaniu.

Pytanie 3. Czy Sąd Najwyższy w uchwale z dnia 15 lipca 1997 roku, w sprawie ważności referendum konstytucyjnego przeprowadzonego w dniu 25 maja 1997 roku orzekając, że konstytucja została przyjęta przez naród zawyrokował zgodnie z prawem?

Uzasadnienie: w ogólnokrajowym referendum na temat przyjęcia konstytucji, uczestniczyło 42,86 procent obywateli - 52,7 procent powiedziało tak, a 45, procent nie. Zgodnie z obowiązującym w tym czasie prawem - artykułem 1. punkt 1. ustawy konstytucyjnej z dnia 23
kwietnia 1992 roku: "Konstytucję Rzeczpospolitej Polskiej uchwaloną przez Sejm i Senat połączone w Zgromadzenie Narodowe przyjmuje Naród w drodze referendum konstytucyjnego."
oraz ustawą
o referendum krajowym naród nie przyjął przedstawionej mu wersji ustawy zasadniczej.

Czy ten wyrok jest zgodny z nadrzędnymi zapisami prawnymi obowiązującymi w dniu przeprowadzenia referendum konstytucyjnego i logiką? Najważniejsze dla narodu referendum jest ważne i wiążące, niezależnie od frekwencji, a wszystkie pozostałe muszą spełnić wymaganie osiągnąć wymagane minimum? Czy nie należy w tej sytuacji znowelizować prawa np. obniżyć lub znieść progi obowiązującej frekwencji referendalnych, wprowadzić korekty w treści Konstytucji a następnie przeprowadzić referendum konstytucyjne po raz drugi?

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (1):

Sortuj komentarze:

Jeśli ułatwi się dostęp do referendum na zasadach wszech dostępności to mamy co roku lawinę pomysłów od obrony drzewa w parku po zmianę nazwy czegoś tam, ustanowienie święta i odwołanie innego.
Fajnie prawie jak liberum weto.
Powiedź tylko kto za to zapłaci?
Ty nie bo już masz emeryturę.
Ja będę musiał .
To nie jest dobry pomysł.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.