Zaloguj

Zarejestruj się

Zaloguj przez Facebook

Wiadomości24 > Moje Trzy Grosze > Trzy razy „NIE” TU-154

Pozycja materiału w rankingach:

24584 miejsce

Dział: Moje Trzy Grosze

Ocena: 20pkt

Oceń:

Trzy razy „NIE” TU-154


Podróż życia prezydenta Lecha Kaczyńskiego do Azji zbojkotował prezydencki samolot TU-154. Wiadomo - maszyna wschodniej produkcji, więc można po niej spodziewać się jedynie wszystkiego, co najgorsze.

Pozostawiona na lotnisku na jedną noc, po prostu sobie zamarzła. Odmówiła posłuszeństwa następnego dnia i nie odleciała z najdzielniejszym z dzielnych do Japonii. Krnąbrna, bo nie musi obawiać się nawet postawienia przed sądem. Żeby to zamarzł pilot, byłaby inna rozmowa. Samolot może czuć się jednak bezkarnie. Grozi mu najwyżej kasacja, co i tak zapewne wkrótce go czeka, więc może pozwolić sobie grać Prezydentowi na nosie.

Lech Kaczyński z towarzyszącą świtą musiał wyczarterować jeden z dwóch mongolskich samolotów by zdążyć do Japonii na umówioną wizytę. Mongolskie linie lotnicze mają tylko dwa własne samoloty, ale za to oba sprawne. Tak więc niezamierzonym efektem buntu TU-154 był chwilowy paraliż lotnictwa cywilnego Mongolii, co i tak nie miało znaczenia dla funkcjonowania tego kraju, który być może przez niektórych postrzegany jest jako strategiczny partner Polski w tym regionie. Oczywiście koszty czarteru poniesie jak zwykle podatnik polski.
Tu-154 / Fot. PAP/ Jacek Turczyk
Lech Kaczyński jak zwykle postawił na swoim i do Japonii przybył z nieznacznym opóźnieniem, nie mającym jednak wpływu na planowany przebieg wizyty. Włodarz Japonii tak widocznie wzruszył się determinacją gościa z Polski, że serce ze wzruszenia zaczęło mu bić nierówno i podskoczyło ciśnienie Jego Cesarskiej Mości. W efekcie skasowano podstawowy punkt pobytu naszego prezydenta w Japonii - wizytę u cesarza odwołano.

W międzyczasie złośliwy TU-154 dał się naprawić i doleciał do Japonii, by zabrać niepocieszoną Głowę Państwa w dalszą podróż. Jeszcze tylko drobne trzęsienie ziemi nawiedziło Japonię i już mógł nastąpić odlot polskiej misji prezydenckiej, tym razem do Korei Południowej na spotkanie z prezydentem Li Miung Bakiem i premierem Hanem Seung Su. Niesforny osiemnastolatek znów postanowił zadrwić sobie z Pana Prezydenta. Lecąc do Seulu najpierw wpadł w turbulencje, co nie wpłynęło kojąco na samopoczucie przebywających na jego pokładzie i trochę uczulonych już gości. Potem przyprawił ich chyba o palpitacje serca podchodząc dwukrotnie do lądowania na lotnisku w stolicy Korei Południowej. To tylko złe warunki pogodowe nie pozwoliły mu osiąść spokojnie na płycie lotniska.

Wkrótce Lech Kaczyński zakończy wizytę w Korei Południowej, a samolot się buntuje i sprawia kłopoty. Musi przylecieć do Warszawy, bo w końcu czeka tu na niego kilka ustaw do zawetowania. Najlepiej byłoby rozwinąć własne skrzydła, ale jako człowiek, nawet Głowa Państwa, skrzydeł nie ma. Pech, pech, pech!

Zobacz także:

Bogusław Sielecki OFFline profil autora

Autor: Bogusław Sielecki

Napisz do autora

Artykuły (122) Galerie (3) Średnia ocen (4.48)

Wiek: 59 | Miejscowość: Mikołów | Kraj: Polska

O mnie: Wykształcenie wyższe . Kocham kochać... Ludzi... Błędów nie robi ten, co nic nie robi. W swoim ponad półwiecznym życiu zrobiłem ich mnóstwo - taki ze mnie pracuś! :)

Ostatnie artykuły autora:

Pozycja autora w rankingach:

Komentarze: 6

Sortuj komentarze:

Stefania Najsarek 06.12.2008 15:59

Ocena: Ocena pozytywna 29 Ocena negatywna 45

:))))) Może wrażenia wyniesione z podróży ostudzą zapał Prezydenta do uczestniczenia we wszystkich możliwych zagranicznych spotkaniach ?
Takie postanowienie, odebrałabym z uczuciem ulgi.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Adam Łukasz Gawlik 05.12.2008 20:42

Ocena: Ocena pozytywna 36 Ocena negatywna 25

z Kabaretu Młodych Panów:
- Wieża, wieża. Tu samolot prezydenta RP, Tupolew 154...
- Tak, my tu też mamy niezły polew.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Monika Ciwis 05.12.2008 19:02

Ocena: Ocena pozytywna 25 Ocena negatywna 37

Nawiązując do szanownej poprzedniczki: dziś prawdziwych jonaszów już nie ma, choć na nerwach ten piękniś nam gra...itd., żeby się nie rozpędzić! Autor na wesoło, z dużym poczuciem humoru i wyczuciem ukazuje poważny problem naszego kraju. Ten problem dość długo się toczy i jeszcze trochę się potoczy - aż do szczęśliwego rozwiązania. :) Plus za artykuł jak najbardziej się należy!

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jadwiga Kowalczyk 05.12.2008 18:47

Ocena: Ocena pozytywna 27 Ocena negatywna 34

Tak pechowych pasażerów nazywano ongiś "jonaszem" i...wyrzucano za burtę.
Do morza, bo samolotów jeszcze nie bylo. :)

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jadwiga Nosiadek 05.12.2008 16:29

Ocena: Ocena pozytywna 40 Ocena negatywna 21

To ci figlarny fligier (w gwarze śląskiej: samolot). Fajny, lekki,tekst na wesoło. (+)

Komentarz został ukrytyrozwiń

Autor usunął profil 05.12.2008 16:05

Ocena: Ocena pozytywna 27 Ocena negatywna 32

Taak, nawet samolot się buntuje, a nam już dawno skrzydła opadły....... Marr

Komentarz został ukrytyrozwiń

odśwież

Maksymalnie 4000 znaków. (możesz jeszcze wpisać: 4000)

Reklama

Najpopularniejsze

Reklama
Copyright 2012 Wiadomosci24.pl
Realizacja serwisu: Gratka Technologie Sp. z o.o.