Facebook Google+ Twitter

Trzy tygodnie z życia Józefa K.

Tłumy kretynów na urzędniczych stołkach zajmują się organizowaniem naszego życia.

Józef K. Jest osobą dobrze znaną temu i owemu. Szczególnie dobrze Józef K. znany jest osobnikom wykształconym, oczytanym, a co za tym idzie mocno podejrzanym. Miał nasz bohater pecha wyjątkowego kilka tygodni temu. Napisałem: kilka tygodni temu? Kłamiesz pan, panie Zaranek! Tłumy Józefów K. mają pecha, który zaczyna funkcjonować wraz z ich narodzinami, a niekiedy jeszcze wcześniej. Opowiem dziś Państwu jedynie o ostatnim pechowym zdarzeniu.

W deszczowy, letni wieczór Józef K. zakończył pracę około 19. Pomny na gorącą miskę kopytek czekającą go w domu puścił się biegiem na przystanek tramwajowy. Pech chciał, że jakiś kretyn przyśrubowany do fotela dyrektora oczyszczania miasta nie potrafił zorganizować pracy podległym sobie służbom. Jeszcze większy pech chciał, że kolejny kretyn pił piwo, był w agencji towarzyskiej lub rżnął w oko zamiast wyrównać dziury w jezdni i w chodniku. Kolejną porcję pecha dostarczyła natura, pokrywając jezdnię deszczem.

Efekty tak skumulowanego pecha są chyba oczywiste dla wszystkich. Józef K. poślizgnął się, wykonał efektowny piruet zakończony upadkiem. Pięćdziesięcioletnie kości zaprotestowały przeciwko takim eksperymentom. Noga została złamana.

Usłużny sąsiad (już po przybyciu do domu i rozprawieniu się z kopytkami) odwiózł Józefa K. do szpitala. Tam Józef K. odczekał 4 godziny w tłumie rannych i chorych nim zagipsowano mu nogę. Wrócił nasz pechowy bohater do domu, gdzie został obsobaczony przez żonę, wyśmiany przez dzieci, obwarczany przez psa i ofuczany przez kota.

Leżąc w łóżku rozważał możliwość złożenia skargi na kretynów, którzy swoim działaniem (a raczej zaniechaniem) doprowadzili go do stanu zagipsowania. Doszedł jednak szybko do wniosku, że ewentualne odszkodowanie pochodziłoby z kieszeni jego znajomych i jego własnej (a w żadnym wypadku nie stać go na wypłacanie sobie odszkodowań). Kretyni z urzędu oczyszczania miasta nie płacą bowiem odszkodowań z własnych, lekko zarobionych pieniędzy.

Następnego dnia Józef K. poinformował o wypadku swojego szefa. Znowu zafunkcjonował pech. Józef pracował bowiem "na czarno". Oficjalnie na umowie zarabiał 750 zł, pozostałe 750 dostawał od szefa "cichcem". Dzieje się tak (dzieje się nagminnie) bo jakiś kretyn wymyślił i wprowadził najwyższe w Europie stawki ubezpieczeń społecznych. Szef poinformował Józefa, że od kwoty widniejącej na umowie, ZUS wypłaci 80%, zaś o kwocie wypłacanej "cichcem" należy zapomnieć. Nieśmiały protest Józefa zakończył szef celnym kopem wyrzucając Józefa za drzwi i jednocześnie z pracy.

Następnego dnia okazało się, że gips, który założył mu kretyn, udający specjalistę, popękał na pięcie, boleśnie uwierąjąc nogę. Usłużny sąsiad po raz kolejny zawiózł Józefa do szpitala. I znów po czterech godzinach udało się doprowadzić gips do ładu.

Józef K. pracował jako projektant mebli kuchennych w punkcie usługowym. Z czasów nauki w technikum i na politechnice pozostała mu umiejętność rysunku technicznego. Tę właśnie umiejętność wykorzystywał w ogłupiającej go kompletnie pracy. Pozostałe umiejętności, jak: dogłębną znajomość budowy dróg i mostów (w Polsce zajmują się tym jak wiemy eksminister Pol, minister Polaczek i grupa podobnych mu nieudaczników!), filozofii egzystencjonalnej, klasycznej literatury greckiej mógł wykorzystać jedynie w trakcie rozmowy z zaprzyjaźnionymi bezrobotnymi.

Był Józef K. inteligentem. Ci – jako się rzekło – są w Polsce mocno podejrzani. Nie cieszą się estymą u pracodawców. W głębokiej pogardzie (połączonej z obawą) mają ich politycy. Fobia towarzysza Wiesława (młodszym przypomnę – Gomułki, wieloletniego I sekretarza PZPR) w stosunku do inteligentów była niczym wobec fobii niedouczonych (a w zasadzie w ogóle nie uczonych) posłów, senatorów, ministrów.

Przyszłość Józefa K. nie rysowała się zatem różowo. Tym bardziej, że cechą dominującą w charakterze Józefa była uczciwość. A jak dobrze wiemy, w Polsce ludzie, którym się dobrze powodzi, są uczciwi inaczej. Inteligentni inaczej. I solidarni inaczej. Nie będę się rozwodził nad narodowym charakterem Polaków, żyjących w III i IV (haha) Rzeczpospolitej. Ten smaczny kąsek zostawię sobie na kolejny felieton. Dokończę opowieść o Józefie K. i biegnę na przystanek tramwajowy.

Minęły trzy tygodnie od wypadku Józefa. Nadszedł czas zdjęcia opatrunku gipsowego. Po raz kolejny usłużny sąsiad (był to jedyny znajomy Józefa, który nie zamienił jeszcze samochodu na chleb z margaryną!) zawiózł naszego bohatera do szpitala. Kolejka przed gabinetem lekarskim przypominała kolejki po papier toaletowy w latach 80. Minęły dwie godziny i Józef stanął przed chirurgiem. Jakież było jego zdumienie, kiedy lekarz dał mu karteczkę z adnotacją: zdjąć gips! Tylko tyle. Posłusznie stanął Józef w kolejce do gabinetu z napisem: Gipsownia. Po godzinie powrócił do kolejki przed gabinetem lekarskim. Lżejszy już nieco, bo bez gipsu. Po kolejnej godzinie lekarz: zaordynował: zrobić zdjęcie rtg. Kolejna godzina w kolejce i... powrót do kolejki przed gabinetem chirurga. Już tylko 45 minut i Józef usłyszał diagnozę: zdrowy, ćwiczyć nogę.

Pięć godzin w kolejkach! Paranoja? Owszem. System organizacji pracy w szpitalu na Barskiej w Warszawie wymaga korekty. I mam takiego zaprzyjaźnionego przedszkolaka, który mógłby jej dokonać. Jego kolega – też przedszkolak ,ale już ze starszaków, mógłby poprawić budżet rządu Kaczyńskiego. Koleżanki zaś przedszkolaka mogłyby zastąpić posłów w Komisji Ustawodawczej. Z korzyścią dla nas wszystkich.


Trzeba wyjątkowego pecha – pecha Józefa K. - żeby usłyszeć po szpitalnych perygrynacjach kolejnego kretyna, który mówi coś o współpłaceniu pacjentów za usługi medyczne (jakby pacjenci nie współpłacili – oficjalnie i nieoficjalnie). Trzeba miec pecha, żeby usłyszeć kretyna w lekarskim kitlu domagającego się podwyżek dla lekarzy. I trzeba mieć pecha, żeby usłyszeć jeszcze jednego kretyna, który mówi o solidarnej Polsce. Józef K. miał tego pecha.


Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (5):

Sortuj komentarze:

Widzisz, Józku :-), gdybyś dostał od lekarza karteczkę (jak pisząca te słowa :-)) z informacją: Lepiej zapobiegać niż leczyć! (czyt. Jak już zachorujesz, to martw się sam), nie przychodziłyby Ci do głowy takie pomysły, aby puszczać się biegiem. ;-)

Komentarz został ukrytyrozwiń

Rozpieszcza mnie Pan, za co bardzo dziękuję, haha. Pointą tego co obaj myślimy jest chyba fragment wiersza Heinego: Nawet Pan Bóg w moich oczach, traci urok prawie wszystek, gdy na swoje podobieństwo, rzeźbi mi go lada chłystek.

Komentarz został ukrytyrozwiń
  • Autor usunął profil
  • 28.08.2006 06:55

Wszystko to cymes, a nawet cymes ze śliwkami. Kłopot w tym, że władające nami Kretyństwo nie ma najmniejszej potrzeby czytania podobnych rewelacji, a jeśli nawet zdarzy mu się prześliznąć oczętami po tak świetnym tekście nic z niego nie dotrze do niezbyt pofałdowanych zwojów. Tym samym inteligenci doświadczają dzięki Panu niezwykłej uczty duchowej. Nie zmienia to smutnego faktu, że jest to rodzaj intelektualnej masturbacji. Niemniej jednak lepsze to, niż milczące przyzwolenie na szerzące się łajdactwo.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Ciekawy tekst, jest tylko jedna sprzeczność - gdyby współpłacenie i podwyżki były faktem, kolejki te prawdopodobnie by nie istniały :). "A jak dobrze wiemy, w Polsce ludzie, którym się dobrze powodzi, są uczciwi inaczej. Inteligentni inaczej. I solidarni inaczej." - no i z tym się nie zgadzam, bo to jest Andrzeju nieuczciwe intelektualnie :). A zresztą, jak odpowiedział Władysław Bartoszewski na pytanie "Czy opłaca się być uczciwym?" - Nie opłaca się, ale warto. Ale ja zazwyczaj wytykam to, z czym chcę dyskutować, bo reszta tekstu mi się podoba. Pozdrawiam

Komentarz został ukrytyrozwiń
  • Autor usunął profil
  • 27.08.2006 09:29

MIstrzostwo! Pełne emocji. Bardzo mi się podoba, więcej takich tekstów panie Andrzeju ;-)

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.