Facebook Google+ Twitter

TSA zagrało akustycznie w Koninie

W konińskim klubie Energetyk wystąpiła grupa TSA. Zagrali akustycznie. Była to idealna okazja, by przekonać się, że siła muzki nie tkwi w efektach pirotechnicznych i płytkich tekstach.

Zespół nawiązuje kontakt z publicznością (od lewej: Stefan Machel, Janusz Niekrasz, Marek Piekarczyk i Marek Kapłon). / Fot. fot. Adam WidełkaDo klubu Energetyk przybyłem w sobotę na godzinę przed planowym rozpoczęciem koncertu. Uścisk dłoni ze znajomymi, wymiana zdań – wszyscy czuli w ten mroźny dzień wyjątkowe ciepło gdzieś w sobie. Przez kotarę, zasłaniającą drzwi do sali, widać było, że zespół TSA już jest i robi ostatnie próby dźwięku. Oj, narobili smaku, bo brzmieli wybornie! Teraz wystarczyło już czekać na występ.

– Przepraszamy, że tak długo, ale to pierwszy koncert akustyczny od roku i w garderobie ćwiczyliśmy kawałki – zagaił dowcipnie Marek Piekarczyk, wychodząc po półgodzinnym spóźnieniu. Jednak nikomu na sali to nie przeszkadzało, ważne było, że znów są i grają dla konińskiej publiczności. A frekwencja dopisała. Był komplet!

Zaczęli od Zwierzeń kontestatora. Brzmienie czyste, gitary słychać było bardzo dobrze. Ech, nie lubimy, jak się nas sadza na stołkach, ale ja się posadzić nie dałem - Marek kipiał energią. Błyskotliwa, dowcipna konferansjerka i świetne sceniczne aktorstwo.

Gdy wokalista zaczął na scenie swój słynny ‘bieg w miejscu’ było wiadomo, że kolejny utwór będzie nosić tytuł Maratończyk. Andrzej Nowak, nieco tego wieczoru refleksyjny, skupiony na grze, rzadko się odzywał. Jednak solówki w jego wykonaniu były powalające. No i czym dłużej trwał występ, tym częściej wstawał z krzesła i dawał ponieść się muzyce.

Ostatnią płytę TSA, Proceder, reprezentowało aż pięć kompozycji. Muszę powiedzieć, że dopiero w wykonaniu akustycznym tak naprawdę dotarło do mnie, że materiał jest doskonały. Zmiany aranżacyjne dotyczyły wszystkich utworów, a wszystkie były najbardziej znanymi i wyczekiwanymi przez fanów.

Skupiony na grze Andrzej Nowak (na drugim planie Marek Kapłon). / Fot. fot. Adam WidełkaDość wierzgania, teraz poważne piosenki się zaczynają – zapowiedział Marek Piekarczyk, gdy skończyli grać czwartą tego wieczoru kompozycję Proceder. Akustyczne wykonanie sztandarowego utworu grupy – 51 było jednym z piękniejszych, jakie słyszałem. Magiczna i bez wątpienia najbardziej wzruszająca chwila tego wieczoru. Dedykujemy go Waszym bliskim, którzy odeszli, dedykujemy go wszystkim zwykłym ludziom… i zaczęli ten poruszający wstęp, który, grany na gitarę i bas, robił ogromne wrażenie. Wysłuchany, w kompletnej ciszy i skupieniu i nagrodzony długimi i szczerymi brawami, był momentem kulminacyjnym występu i dla mnie najlepszym kawałkiem, który dało się słyszeć w sali klubu Energetyk. Niestety, poprzedzony był niemiłym akcentem – dwóch ochroniarzy ucinało sobie pogaduszki w najbardziej niestosownym momencie. Stefan Machel i Marek Piekarczyk odpowiednio zareagowali, również ze strony publiczności dały się słyszeć głosy niezadowolenia, wynikające z postawy tych dwóch panów.

Teksty utworów, dzięki niecodziennej oprawie, zyskały bardzo dużo. Można było dostrzec takie zmiany interpretacji wokalnej, które jeszcze bardziej podkreślały szczerość wyrazu artystycznego. Natomiast zmieniony tekst w Jestem głodny traktował o wyborach prezydenckich, nazwanych przez Piekarczyka „wyrobami”. Utwór wypadł bardzo dowcipnie, a Stefan Machel i Andrzej Nowak uzyskiwali niemal heavy metalowe brzmienie.

Był również, dedykowany wszystkim fanom i tym ludziom, dla których grają i mogą grać, Alien.

Konińska publiczność nie dała zespołowi zejść ze sceny bez bisów. Głośne klaskanie i tupanie zrobiło swoje – Marek Piekarczyk, Andrzej Nowak, Stefan Machel, Janusz Niekrasz i Marek Kapłon wyszli zagrać jeszcze trzy ostatnie kompozycje. Wśród nich była Kocica – chyba najbardziej wyczekiwany tego wieczoru utwór. Już nie będę miauczał, bo powiedzą, że Piekarczyk, stary dziad, a znów miauczy – jednak Marek skusił się na obowiązkowe pomiaukiwanie na zmianę z widownią. Zresztą zabaw wokalnych było dużo więcej. Dał się wciągnąć w tę uroczą wymianę energii – w Manekin disco wokalista zmieniał barwę głosu, wygłupiał się i stroił miny.

Mikołajowe przebranie Marka Piekarczyka. / Fot. fot. Adam WidełkaCały występ zakończył improwizowany blues zaintonowany przez Andrzeja Nowaka, który przerodził się, w śpiewaną a capella, pieśń Kriszny. Więcej pokoju na świecie! – apelował na koniec Piekarczyk. Po koncercie autografy, rozmowy z muzykami i setki zdjęć. Kameralna atmosfera była wyczuwalna od początku imprezy aż do samego finału, gdy muzycy odjeżdżali. Jedynie Marek Piekarczyk został w Koninie na noc.

Wokalista przy kawie był bardzo rozmowny, chętnie pozował do zdjęć i nie dawał poznać po sobie zmęczenia. Z tego, co udało mi się dowiedzieć, na nową płytę TSA musimy jeszcze trochę poczekać. Nie ma już siły na system ‘płyta-trasa-płyta’ i to już muszą powstać rzeczy niezwykłe [/i]– jak ujął wokalista.


Spis utworów tego koncertu (setlistę otrzymałem od technicznych TSA):
1. Zwierzenia kontestatora
2. Maratończyk
3. Chodzą ludzie
4. Proceder
5. Pytania
6. 51
7. To nie takie proste
8. Bez podtekstów
9. Heavy metal World
10. Wpadka
11. Głodny
12. Matnia
13. Alien
14. List XX
---
15. Kocica
16. Manekin disco
17. Pierwszy karabin


Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (3):

Sortuj komentarze:

Nie, akurat tego nie. Ale nie odczulem zbytnio braku 3 zapalek.. hm.. niewazne czemu ;)

Komentarz został ukrytyrozwiń

widac dobry gig byl, nie zagrali 3 zapalek?:)

Komentarz został ukrytyrozwiń

(+)!

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.