Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

27071 miejsce

Tumiwisizm

O swoistym "tumiwisizmie" społeczeństwa polskiego, czyli "co mnie to obchodzi" w sosie własnym.

Niedziela 10 marca, 6.00 - za oknem śnieżyca i minus 8 stopni. Budzimy się z moją dziewczyną, bo to przecież wielki dzień. Idzie Manifa! Jedziemy do Szczecina, o 12 rusza marsz spod Pominka Czynu Polaków. Jakże symbolicznie, jakże wzniośle. Aż chce się wstawać, aż chce się jechać, aż chce się działać. Sprawa słuszna, postulaty aktualne. Do pociągu wsiadamy pełne nadziei i, pomimo wczesnej pory i zmarźniętych stóp tylko po dotarciu już do dworca, pełne energii.

 / Fot. Aleksandra PucilowskaGodzina 12.05, jesteśmy my, są organizatorzy (jak sami przyznają - nie wszyscy), jest garstka innych osób. Większość z nich to chyba (jak się później okazuje, przypuszczenia okazały się słuszne) reporterzy - jest Głos Szczeciński, jest TVN24, jest szczecińska TVP. Brak jedynie uczestników. Trochę przerażone rozglądamy się wokół siebie, nie chcąc uwierzyć, że jest nas naprawdę tak mało.

Zaczynają się przemówienia organizatorów, których nikt za bardzo nie słucha, wypatrując raczej, czy aby na pewno zza rogu nie wyłoni się za chwilę jakaś większa grupa tych, którzy zechcą nas wesprzeć? Po kilku chwilach przychodzi jeszcze parę osób, ale - o dziwo - nikt ich nie wita z otwartymi ramionami. Stoją trochę z boku, nie wiedząc co ze sobą zrobić. Nie ma żadnej informacji od organizatorów, jakie są plany. Kilka minut później jedna z organizatorek rzuca hasło ulepienia bałwana, zamiast przemarszu. Na haśle się kończy.

Do akcji wkraczają reporterzy - są wywiady, są uśmiechy. Jeden z organizatorów - Daniel Michalski opowiada o tym, iż "kobieta jest zimą" i, że to z jej powodu tak mała frekwencja. Organizatorzy udzielają wywiadów, uczestnicy stoją lekko zdezorientowani, nie wiedząc czy to już koniec, czy dopiero początek? Manifa rozwiązana zostaje jakieś 10 minut później, bo wedle organizatorów "nie opłaca się iść z garstką osób i blokować miasto."

Matka trzymająca dziecko za rękę, z drugim potomkiem w wózku mówi - chyba bardziej sama do siebie, niż do kogoś konkretnego - "ale jak to? Przecież myśmy specjalnie przyszli tu na marsz..." Jej konsternacja równa jest naszej, kiedy patrzymy się obie wymownie na zegarek. 3 godziny jazdy pociągiem, by wziąć udział w czymś, co trwało minut około 15. Czy też, dosadniej rzecz ujmując, w ogóle się nie odbyło.

Ruszyłyśmy w kierunku dworca, by wrócić do Berlina. Moje zdziwienie było tym większe, gdy na stronie organizatorów szczecińskiej Manify przeczytałam o "udanej Manifie", której przeszkodziła jedynie zima. Włączyłam inne media - TVP, tvn24 relacjonowały o Manifie, która zamieniła się w pikietę i o tym, że marsz w obronie tradycyjnych wartości również nie zgromadził tego dnia tłumów, ale zdecydowano się jednak na przemarsz ulicami miasta. 80 procent materiału było o tym, co się odbyło - czyli o marszu narodowców, a nie o Manifie, którą rozwiązano, nim się zaczęła.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (3):

Sortuj komentarze:

Mam rozumieć, że Pana zdaniem, choćby wydarzenia związane ze zmianą ustroju w Polsce i Solidarnością były bez znaczenia? Bo, czy ludzie by wtedy wyszli na ulice, czy nie - to i tak - "nic by nie zmieniło"?

Ja wyszłam raz na ulice w proteście - byłam na niej dopóty dopóki mnie para policjantek nie wzięła pod ramiona i nie wyniosła. Podobnie, jak setki czy raczej tysiące innych młodych ludzi, którzy byli na owej ulicy wraz ze mną. Wynieśli nas, a my wróciliśmy kilka dni później. I tak kilkakrotnie.

Efekt?
Większość naszych postulatów została zrealizowana. Między innymi dzięki tamtym protestom dalej korzystam z prawa do bezpłatnych studiów, bo opisana sprawa dotyczy strajków studenckich w Niemczech, które relacjonowałam zresztą parę lat temu dla W24.

Oczywistym jest, że nie na wszystko mamy wpływ. Ale zmiany zacząć można od rzeczy małych. Bo z rzeczy małych złożone są rzeczy duże.

I to jest akurat niezależne od położenia geopolitycznego danego państwa.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Kraj taki jak Polska był i będzie stale ustawiony geopolitycznie wobec mocniejszych sąsiadów, a także dalszych wielkich mocarstw. Można głosować na kogo się chce, a kartka wyborcza nie zmieni tej sytuacji. Można głosować jak się chce w Niemczech,a wojska amerykańskie i waluta euro, a także np. salafici i tak tam pozostaną. Więc może lepiej zostać w domu i spróbować o tym wszystkim zapomnieć?

Mam podobnie wyłożyć pozostałe w. w. sprawy?

Z jednym sią zgadzam. Przy takim kącie widzenia traci się moralne prawo do narzekania.

Komentarz został ukrytyrozwiń

To smutny tekst. Niestety, podejrzewam, że nie tylko w Szczecinie tak było. Warszawa trochę była lepsza, ale to też nie to czego by się chciało...

Komentarz został ukrytyrozwiń

Dziękujemy za Twoją aktywność w serwisie wiadomosci24. Do zobaczenia niebawem w innym miejscu.

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl
#PRZEPROWADZKA: Dowiedz się więcej

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.