Facebook Google+ Twitter

Tupolew, który zabił prezydenta

To nie będzie kolejny artykuł o katastrofie pod Smoleńskiem 10 kwietnia br. Może trudno w to uwierzyć, ale to nie pierwszy wypadek Tupolewa, który zakończył się śmiercią prezydenta. W 1986 r. Tu-134A-3 zabił głowę państwa Mozambiku Samora Machele.

W Polsce czy Rosji jeszcze przez wiele długich miesięcy będzie się mówić o katastrofie polskiego samolotu rządowego, w którym zginęło 96 osób, w tym prezydent RP Lech Kaczyński. Ostatnio został ujawniony stenogram z rozmów w kabinie pilotów TU-154M. Nadal czekamy na upublicznienie zapisu dźwiękowego z rejestratora MARS-BM. Media nad Wisłą wykorzystują każdy punkt zaczepienia w sprawie, aby dojść do pełnego obrazu tragedii z 10 kwietnia. Niestety, na razie z różnym skutkiem. Póki co radzę zostawić Smoleńsk, by przenieść się do gór Lebombo w RPA. Tam, 19 października 1986 roku doszło do katastrofy rządowego samolotu z prezydentem Mozambiku, Samora Machelem na pokładzie. Co łączy te dwie narodowe tragedie? Otóż to, że w obu przypadkach rozbiły się Tupolewy. Ale czy tylko to?

Jak doszło do tragedii


Zdjęcie TU-134 należącego do rządu Mozambiku, który się rozbił w 1986 r. // http://aviation-safety.net/photos/displayphoto.php?id=19861019-0&vnr=1&kind=PC / Fot. fot. screenStyczeń 1984 r. Południowoafrykańska Rada Bezpieczeństwa Narodowego (SSC) z udziałem wysoko postawionych wojskowych na specjalnym spotkaniu omawia plany ewentualnego obalenia rządów partii FRELIMO w Mozambiku z prezydentem Machelem na czele. Warto przypomnieć, że okres lat 80 XX wieku w RPA to czas apartheidu i napięcia politycznego pomiędzy krajami nie tylko tego rejonu Afryki.

Na dzień przed dramatycznymi wydarzeniami, 18 października 1986 r. doszło do kolejnego zagadkowego spotkania na najwyższym szczeblu. Uczestniczyli w nim ówczesny minister spraw zagranicznych RPA, Pik Botha i generał van der Westhuizen. Miejsce spotkania (Skwamans) opuścili późno w nocy małym samolotem. Takie zeznania złożył w 1998 roku były oficer wywiadu wojskowego o pseudonimie "Ben" przed południowoafrykańską Komisją Prawdy i Pojednania (TRC). Co ważne, zeznania zostały złożone pod przysięgą.

Skręt o 37 stopni za dużo


Prezydent Mozambiku, Samora Machele 19 kwietnia 1986 r. po południu wystartował z lotniska w Mbala (północna Zambia) swoim rządowym TU-134A-3, który był osobistym prezentem od samego Związku Radzieckiego (maszyna posiadała numer rejestracyjny C9-CAA). Do godziny 19.10 czasu lokalnego rejestrator rozmów w kabinie pilotów (CVR) nie zarejestrował niczego niepokojącego. Wtedy (11 minut przed katastrofą) samolot znajdując się 5800 metrów nad ziemią, wykonał skręt w prawo o 37 stopni i zamiast kierować się na docelowe lotnisko w Maputo (Mozambik), zmienił kurs na port lotniczy w Matsapa (Suazi). Ale co ważne, maszyna zaczęła kierować się dokładnie w rejon gór Lebombo. Co gorsza, piloci z Juri Novodran jako dowódcą maszyny nie mogli dogadać się z wieżą kontroli lotów w Maputo. Przykładem jest moment, kiedy piloci pytają kontrolerów, jakie jest oświetlenie pasa na lotnisku, a druga strona to zrozumiała jako komunikat "widzę cię".

O godz. 19.19 i 55 sekund (1.45 min przed katastrofą) Tupolew znajdował się 910 metrów nad ziemią. Wtedy maszyna spadała w prędkości 8 m/s. Opadanie odbywało się w regularnych odstępach czasu, powoli zbliżali się do pasa lotniska, bez kontaktu wzrokowego. W tym momencie uruchomił się system ostrzegania GPWS, który ostrzega o niebezpiecznej bliskości powierzchni ziemi. Przez następne 32 sekundy alarm informował pilotów o krytycznej sytuacji, ci jednak go zignorowali. Warto podkreślić, że piloci cały czas byli przekonaniu o przebywaniu w przestrzeni powietrznej Mozambiku a nie RPA. Ignorując wszystkie alarmy, piloci kontynuowali wysuwanie podwozia maszyny.

TU-134A-3 rozbił się o godzinie 19.21 i 39 sekund czasu lokalnego w górzystym terenie na wysokości 667 m.n.p.m. Wbił się w góry z prędkością 430 km/h w okolicach wioski Mbuzini w górach Lebombo. Na pokładzie Tupolewa były 44 osoby - 35 pasażerów i 9 członków załogi. Wskutek katastrofy zginęły 34 osoby, w tym prezydent Mozambiku Samor Machele oraz minister transportu Alcantara Santos. Tragedię przeżyło 10 osób.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (6):

Sortuj komentarze:

rzecznik rasowy
  • rzecznik rasowy
  • 05.09.2010 19:07

Na ostatniej stronie znalazłem 2 poważne nieścisłości:

...który spędził 28 lat w więzieniu -powinno być: odbywał karę 28 lat więzienia

...a zarazem była żona Nelsona Mandeli -powinno być: aktualna żona Nelsona Mandeli

Pozdrawiam

Komentarz został ukrytyrozwiń

Podobnie, jak Pan Henryk Kokot, uważam, że zamach jako przyczyna katastrofy pod Smoleńskiem 10 kwietnia br. jest bardzo mało prawdopodobny, chociaż smoleńska katastrofa przywodzi mi na myśl inna nieodległą czasowo katastrofę, w której zginęło wielu wybitnych pilotów wojskowych nie trafiając przy lądowaniu samolotu Casa na pas lotniska. Zamach jako powód katastrofy powinien być rozważany pośród wielu innych powodów (np. oddziaływań psychotronicznych na pilotów) przez powołane do tego służby, bo w końcu zginął prezydent i wiele osób z elity społeczno-politycznej kraju, ale - moim zdaniem - w dużej dyskrecji. A zwłaszcza nie należałoby formułować, szczególni w organach oficjalnych, jakichkolwiek nieudokumentowanych oskarżeń wobec innych krajów. Większa powściągliwość byłaby bardzo wskazana także dla tego, aby nie dokładać do tragicznego zdarzenia tragicznej kompromitacji. Im więcej szczegółów dotyczących przygotowań do lotu, jego organizacji i w końcu jego przebiegu jest ujawnianych, tym bardziej oczywiste się staje, że tak spektakularnego i druzgocącego uderzenia w polską oficjalną państwowość nie byłyby w stanie tak sprawnie wykonać jakieś wraże, wrogie Polsce siły, jak zostało to zrobione , moim zdaniem, w politycznym amoku polskimi głowami i rękami. Jeśli już okazaliśmy kompromitujące słabości, to przynajmniej nie kompromitujmy się dodatkowo na forum międzynarodowym bezpodstawnymi zarzutami i nie ośmieszajmy się na tym forum.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Podobnie, jak Pan Henryk Kokot, uważam że zamach jako przyczyna katastrofy pod Smoleńskiem 10 kwietnia br. jest bardzo mało prawdopodobny. Powinien być rozważany pośród wielu innych powodów (np. oddziaływań psychotronicznych na pilotów) przez powołane do tego służby, bo w końcu zginął prezydent i wiele osób z elity społeczno-politycznej kraju, ale - moim zdaniem - w dużej dyskrecji. A zwłaszcza nie należy formułować, zwłaszcza w organach oficjalnych, jakichkolwiek nieudokumentowanych oskarżeń wobec innych krajów. Większa powściągliwość byłaby bardzo wskazana także dla tego, aby nie dokładać do tragicznego zdarzenia tragicznej kompromitacji. Im więcej szczegółów dotyczących szczegółów przygotowań do lotu, jego organizacji i w końcu jego przebiegu jest ujawnianych, tym bardziej oczywiste się staje, że tak spektakularnego i druzgocącego uderzenia w polską oficjalną państwowość nie byłyby w stanie tak dobrze (dobrze, w ich ocenie) wykonać jakieś wrogie Polsce siły, jak zostało to zrobione w jakimś politycznym amoku polskimi głowami i rękami. Jeśli już okazaliśmy na forum międzynarodowym kompromitujące słabości, to przynajmniej nie kompromitujmy się dodatkowo i nie ośmieszajmy się na tym forum.

Komentarz został ukrytyrozwiń

bardzo dobry artykuł. Brawo. Bardzo dobrze się czytało.

Komentarz został ukrytyrozwiń

No cóż, katastrof lotniczych jest na świecie mnóstwo. Niektóre są wynikiem umyślnego działania. Niezależnie czy Tupolew czy Boeing.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Bardzo rzeczowy artykuł. Moim jednak zdaniem, katastrofa z 10 kwietnia nie jest wynikiem zamachu. Sądzę, że już wkrótce poznamy prawdę. Stenogramy z czarnych skrzynek wskazują co prawda na zignorowanie ostrzeżeń przez pilotów, jednak konieczne jest jeszcze nałożenie parametrów lotu i pracy silników na zapis rozmów. Jeśli na wysokości 80m drugi pilot podał komendę "odchodzimy", należy wyjaśnić, kiedy podjęto działania zmierzające do odstąpienia od przyziemiania? Załoga odczytywała kolejne wskazania wysokości, ustalić więc należy, ile upłynęło czasu od komendy "odchodzimy", do momentu włączenia pełnego ciągu silników? Wieża przekazała komunikat "horyzont", ile czasu pozostawiono pilotom na wyprowadzenie samolotu. Wreszcie, czy pilotów informowano na bieżąco o odległości do progu pasa? Dopiero zgranie tych wszystkich odczytów w rzeczywistym czasie, pozwoli bliżej poznać faktyczne przyczyny katastrofy. W chwili obecnej wiadomo tylko, że piloci wiedząc o trudnych warunkach na lotnisku, nie chcieli lądować. Kto stoi za decyzją o lądowaniu, jak na razie możemy się tylko domyślać.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.