Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

13075 miejsce

Turcja. Egzotyka bez szminki

W wakacje lubimy jeździć nad Turecka Riwierę. Jednak ta prawdziwa, nieskomercjalizowana egzotyka, bez folderowych kolorów to leżąca zaledwie 85 km na wschód od Alanyi - Adana i jej okolice Cukurova. Im dalej na wschód tym ciekawiej.

Centrum Adany / Fot. Mariola WiktorDochodzi 21. Samolot ląduje w Adanie. Zakładam żakiet i prawie natychmiast go zrzucam. Bucha gorącem i wilgocią. Płyta lotniska jakby podgrzewana. Dziób samolotu niemal dotyka dorodnych palm. Miedzy nimi krzaki pomarańczy. W powietrzu czuć sól. Do oszklonego budynku hali odpraw jakieś 100 metrów. Jestem mokra. Termometr pokazuje 37 stopni Celsjusza.

Adana, licząca 1.800.000 mieszkańców to czwarte co do wielkości miasto Turcji. Po Istambule, Ankarze i Izmirze. Ta położona w południowo-wschodniej części kraju, tuż przy granicy z Syrią aglomeracja (z pobliskich gór Taurus przy dobrej pogodzie widać wybrzeża Libanu i Izraela) uchodzi za najgorętsze miasto w Turcji. Latem temperatury dochodzą tu nawet do 42-45 stopni. Gdy dodać do tego wilgotność powietrza, nawet przy niższych temperaturach wydaje się, że jest o kilka stopni cieplej. Parowanie to wpływ dwóch wielkich rzek - Seyhan i Ceyhan, nad którymi leży Adana (stad zaledwie kilkanaście kilometrów nad Morze Śródziemne) oraz kilku sztucznych jezior, o krystalicznie czystych wodach, na których zakłada się farmy rybne. Zbiorniki powstały w 1957 roku, gdy na Seyhanie wybudowano tamę.

Ulga! Samochód, którym jedziemy do hotelu ma klimatyzację. Adana zdumiewa rozmachem i nowoczesnością. Szerokie aleje, bujna śródziemnomorska roślinność, eleganckie witryny sklepów, kolorowe bilbordy, kobiety w strojach europejskich (tylko starsze w chustach), świeżo wybudowane bloki mieszkalne. Na dachach las kontenerów z wodą oraz kolektory słoneczne.
- Niestety wiele z tych apartamentów jest pustych – tłumaczy Ahmet, nasz anglojęzyczny kierowca - Chociaż jedzenie jest tutaj najtańsze w całej Turcji, bo region ma świetnie rozwinięte rolnictwo i nie trzeba się martwić o ogrzewanie ani o cieple ubrania oraz jest silnie uprzemysłowiony, wiele rodzin, które chciałby się tutaj osiedlić po prostu nie stać na wykup apartamentów. Chodziło o to, by skierować do Adany część migracji ludzi z małych wiosek i miasteczek Turcji południowo-wschodniej, pustynnej, nawiedzanej licznymi trzęsieniami ziemi i odciążyć i tak już ponad miarę przeludniony Istambuł czy Ankarę. Miało tutaj powstać prawdziwe El Dorado. Niestety problem polega na tym, ze w Adanie nie wykształciła się jeszcze średnia klasa pracująca. Tutaj mieszkają albo bardzo bogaci albo bardzo biedni. Ci ostatni żyją często za mniej niż 100 dolarów na miesiąc.

Sabanci Central Mosque w Adanie / Fot. Fot. M.WiktorJakby na potwierdzenie tych słów z jednej strony luksusowy hotel Hilton i bilbord reklamujący International Altin Koza Film Festiwal („koza” to po turecku bawełniany kokon, region zaś słynie z upraw bawełny). Jesteśmy gośćmi festiwalu. Po drugiej stronie bulwaru dla odmiany dzielnica slumsów. Byle jak sklecone z dykty, liści bananowców, kamieni, poutykane szmatami, rozwalające się domy tych, którzy o zasiedleniu setek nowoczesnych bloków mieszkalnych Adany mogą tylko pomarzyć.

Ani w dzielnicy bogaczy ani w gettach nędzarzy próżno szukać śladów niemal 3000-letniej historii Adany. Według greckiej mitologii miasto założył syn Uranusa Adanus. Zgodnie zaś z hetyckimi wierzeniami Adad, bóg burz, który zamieszkiwał w okolicznych lasach tak bardzo upodobał sobie ten teren, ze nawodnił ziemie deszczami. Strategicznie ważnie położone miasto z żyznymi glebami, o którym wspomina Gilgamesz oraz Iliada Homera od czasów antycznych stanowiło łakomy kąsek dla wielu władców i narodów. Adaną oraz jej regionem zwanym Cylicją, a dziś Cukurovą zawładnęło najpierw imperium rzymskie, potem bizantyjskie. Ziemie te najeżdżali Seldżucy, władcy Egiptu, Krzyżowcy , śródziemnomorscy piraci a na początku XX wieku Ormianie, Francuzi i Brytyjczycy.

Sporo antycznych ruin znaleźć dziś można w niedalekim miasteczku Tars, miejscu urodzin świętego Pawła, a wcześniej potajemnych schadzek Kleopatry i Marka Antoniusza. O ważności miejsca świadczy fakt, iż jednym z gubernatorów Tarsu był sam Cyceron a i Juliusz Cezar także odwiedzał te ziemie. Przez Adanę i okolice przebiegał jedwabny szlak do Chin.

Tkaczki w karawanseraju w Kurtkulagi / Fot. Mariola WiktorW odległej zaledwie 15 km od miasta Kurtukulagi Village doskonale zachował się dawny karawanseraj. Nie jest on może jednym z najmłodszych, bo wybudowano go dopiero w XVII wieku ale jest jednym z najbardziej okazałych. Służył kupcom, zatrzymującym się tutaj na noc. Dziś w karawanseraju można podziwiać cierpliwość i kunszt tureckich tkaczek, które na starych krosnach tak samo jak ich matki i babki tkają przepiękne dywany, chodniki, torby. To także jeden z symboli Adany i okolic. W Kurtululagi uwagę przyciąga nietypowy minaret miejscowego meczetu. W przeciwieństwie do smukłych, strzelistych, ten jest krótki i masywny. Coś jakby krzyżówka architektury islamskiej z romańską


Zamek krzyżowców. / Fot. Mariola WiktorJeśli ktoś chciałby wybrać się szlakiem karawan, polecam wygodniejszy sposób. Z Adany można dojechać pociągiem aż do Bagdadu. To taki adeński Orient Express. Z jego okien widać malownicze ruiny zamków (niektóre w całkiem niezłej kondycji) wybudowane na skałach w X wieku przez krzyżowców. W okolicach Yilankale jest ich około 40. Stoją w odległości do 10 do 15 km. Ich mieszkańcy porozumiewali się za pomocą luster. Byli wiec bardziej pomysłowi, niż nasi rodzimi, którzy chronili się na czas wojen do zamczysk na Szlaku Orlich Gniazd w Jurze Krakowsko-Częstochowskiej i ostrzegali nawzajem za pomocą ognisk.

Chociaż to nie w Adanie, ale w jej okolicach turysta znajdzie więcej śladów burzliwej przeszłości tych ziem, to jednak najstarszy na świecie wciąż używany most znajduje się w samym sercu miasta na rzece Seyhan. Wybudował go cesarz Hadrian w 125 r. n.e i miał początkowo konstrukcję drewnianą. W IV w.n.e Justynian Wielki wybudował w jego miejsce most kamienny, który stoi do dziś. Z tym ze zamiast 21 łuków, zachowało się 14. Most szczęśliwie „przerobiono” na deptak zamykając ruch uliczny. Służy jako miejsce handlu, ale także miejsce działań artystycznych. Na rozpoczęciu festiwalu filmowego i jego zakończeniu na mieniącym się kolorami tęczy moście odbywały się koncerty i pokazy fajerwerków.

Nic to jednak w porównaniu z najbardziej spektakularna budowlą Adany. To bajkowo oświetlony i stojący po drugiej stronie rzeki Sabanci Central Mosque. Ten kolos o sześciu minaretach i powierzchni 33 000 metrów kwadratowych nie ma sobie równych stąd aż do Arabii Saudyjskiej i jest porównywany z Blue Mosque w Istambule. I może nie byłoby w tym nic nadzwyczajnego, gdyby nie fakt, iż ten imponujący obiekt ma dopiero 11 lat i wybudowany został na zlecenie rodziny Sabanci. To jedna z najbogatszych tureckich familii (147 miejsce na światowej liście Forbesa), tutejsi królowie bawełny, którzy utworzyli holding skupiający aż 65 firm różnych branż: od tekstyliów , przez turystykę, bankowość do produkcji żywności.

Kto jednak woli starsze, naznaczone historia mury, koniecznie powinien odwiedzić mniej okazałą The Grand Mosque z XVI wieku. Do dziś w jej murach zachowała się stara medresa, czyli szkoła teologiczna. W pobliżu meczetu znajduje się stare miasto i XVII-wieczny Haman łaźnia turecka. Nie wiem, jak można z niej korzystać przy temperaturach 40 stopni Celsjusza, ale żeby się do niej dostać trzeba się wcześniej zapisać. Dla kobiet czas jest zarezerwowany do godziny 12, dla mężczyzn po południu.

Kamienny most cesarza Hadriana / Fot. Mariola WiktorPrawdziwe życie towarzysko-handlowe to oprócz łaźni miejscowy bazar. Można tu kupić przysłowiowe mydło i powidło, oraz naprawić wszystko od butów do garnków i maszyn krawieckich. Kiedy zbliża się sjesta handlarze zasiadają do gry w warcaby, popijając mocną herbatę z maleńkich szklaneczek. Nas też częstują. Inni usiłują nas zwabić do miejscowych sklepów-fabryczek, wyrabiających słodycze.

Proponują baklawę oraz oblewane miodem szaszłyki z orzechów włoskich. Wszystkich przekrzykują jednak sprzedawcy słynnych adańskich kebabów. Pyszne, ale bardzo pikantne. To za sprawa papryczek chili dodawanych do wołowych i zawijanych w płaski chleb szaszłyków. Jak ktoś nie może już sobie poradzić z palącym językiem i podniebieniem to warto przepić salganem, czyli orzeźwiającym napojem z rzepy.

Idea smakowania lokalności połączona ze zwiedzaniem Adany i okolic oraz oglądaniem najnowszych tureckich filmów to główny powód mojej obecności w tym miejscu. To naprawdę coś niepowtarzalnego. Większość turystów udających się w wakacje na Turecka Riwierę na ogół nie zatrzymuje się dalej, niż w Alanyi. Tymczasem do Adany jest stamtąd zaledwie 85 km malowniczą droga wzdłuż morza i strono opadających do niego, wysokich na ponad 3000 m.n.p.m gór Taurus. Moim zdaniem to zupełnie inna, mniej może kolorowo-folderowa ale na pewno niekomercyjna część Turcji. Mniej znana, ale bliższa rzeczywistości, problemów ludzkich, południowo-wschodnia i naprawdę egzotyczna Turcja.

Niespotykanie krótki minaret w Kurtulagi / Fot. Mariola WiktorEmocji towarzyszących oglądaniu tureckiego filmu z lokalną publicznością w kinie w Adanie nie da się porównać z tymi, które byłyby udziałem widza w Polsce, Francji czy we Włoszech. Zwłaszcza, kiedy ogląda się nagrodzony przez jury festiwalu polityczny dokument „On the Way to School”. To historia młodego tureckiego nauczyciela, który przyjeżdża do kurdyjskiej wioski uczyć dzieci. To nie przypadkiem jedna z tych wiosek, jakie mijaliśmy w czasie naszych podróży. Uczniowie niby przychodzą do szkoły ale nauka tureckiego idzie im, jak po grudzie. No bo jak logicznie rozumują, na co im ten język, skoro i tak nie ma przed nimi innej przyszłości, jak ciężka praca na wsi, a wszyscy od pokoleń zamieszkujący te ziemie mówią po kurdyjsku. Odbierają wiec turecki jak język obcy, przymusowy. Film ma wiec wymowę antyturecką

Jednak bohaterom filmu daleko do radykałów z Partii Pracujących Kurdystanu, których nagłaśniane przez media zamachy bombowe regularnie nękają Adanę. Polityczne zamieszki to obok trzęsień ziemi jeden z powodów, dla których do tej pory odbyło się tylko 16 edycji festiwalu, choć zadebiutował on już w 1969 roku. Rodzice i dzieci, którzy zagrali samych siebie w dokumencie Ozgura Dogana i Orhana Eskikoy’a nie maja tak wyostrzonej świadomości politycznej. Oni po prostu chcą normalnie żyć na swoich ziemiach, tak jak ich przodkowie. Widownia przyjęła film entuzjastycznie. Owacjom nie było końca a siedząca obok mnie kobieta w chuście spłakała się tak, jak może tylko ktoś kto ogląda historie własnego życia.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (1):

Sortuj komentarze:

Uznanie i gwiazdka za ciekawy material dobrze przedstawiony.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.