Facebook Google+ Twitter

Turcja – odwrót od Europy?

W ostatnich wyborach Turcy wyraźnie wskazali, jak widzą przyszłość swego kraju. Określająca siebie jako centroprawicowa, ale przez wielu nazywana fundamentalistyczną Partia Sprawiedliwości i Rozwoju uzyskała aż 53 proc. głosów.

Mimo demonstracji w obronie laickości kraju Turcy wybrali, jak mówią złośliwi, "umiarkowanych fundamentalistów". Partia Rozwoju i Sprawiedliwości zepchnęła opozycję na margines. Przez najbliższą kadencję AKP będzie mogła rządzić samodzielnie, gdyż na 550 miejsc w parlamencie partia Erdogana
obsadzi 341.

Oliwy do ognia dolało wysunięcie przez AKP kandydatury na prezydenta Abdullaha Gula. Po groźbie puczu ze strony władz wojskowych popierających laickość Turcji, partia Erdogana zrezygnowała z tej kandydatury jednak niedługo potem Gul znów stał się kandydatem AKP na prezydenta, mimo że to stanowisko nigdy wcześniej nie było zajmowane przez Islamistę. W pierwszym głosowaniu parlamentu tureckiego Gul przegrał, gdyż do przeforsowania kandydatury w pierwszej turze potrzeba 2/3 głosów, czyli 367. Jednak zwycięstwo obecnego wicepremiera Turcji jest niemal pewne. W drugiej turze, która odbędzie się 23 sierpnia kandydat na prezydenta musi uzyskać także 2/3 głosów, ale już w trzeciej wystarczy zwykła większość, którą AKP dysponuje. Kim jest obecny wicepremier, minister spraw zagranicznych i najprawdopodobniej przyszły prezydent Turcji?

Szczeble kariery Gula



W 1971 roku Gul otrzymał tytuł magistra ekonomii uniwersytetu w Stambule, a dwanaście lat później tytuł doktora na tym samym uniwersytecie. W latach 1983-1991 rozpoczął pracę jako ekonomista w Islamskim Banku Rozwoju w Djeddah w Arabii Saudyjskiej. W 1991 został członkiem Partii Dobrobytu (Refah Partisi), a dwa lata później jej wiceszefem. W latach 1996-1997 był ministrem bez teki oraz rzecznikiem rządu. W 1999 ponownie został wybrany na członka parlamentu z list Partii Dobrobytu jednak ta została rozwiązana w wyniku zamachu stanu, więc stworzył Partię Cnoty, która jednak też została rozwiązana. W 1999 roku przystąpił do AKP. W 2002 roku został tymczasowym premierem desygnowanym przez AKP. Stanowisko to miał otrzymać wtedy Recep Tayyip Erdoğan, ale nie mógł on kandydować do parlamentu ze względu na karę. W 2003 roku w wyniku powtórnych wyborów w jednym z okręgów Erdogan dostał się do parlamentu i zastąpił Gula na jego stanowisku, który w zamian został wicepremierem i ministrem spraw zagranicznych. Do 2001 roku Gul był członkiem komisji spraw zagranicznych.

Abdullah Gul sam siebie postrzega jako obrońcę laickości. Niedawno powiedział "ochrona laickości to jedna z moich fundamentalnych zasad. Nikt nie powinien się martwić o tę kwestię". Jednak opozycja przypomina między innymi to, że jego żona ostentacyjnie paraduje w burce. Co ciekawe mimo ewidentnie konserwatywnych, religijnych korzeni AKP niezwykle intensywnie dąży do integracji z Unią Europejską, a za jej rządów bezrobocie w Turcji spadło do poziomu poniżej 10 proc. Czy jednak różnice kulturowe pomiędzy starym kontynentem a krajem czterech mórz nie przeszkodzą w aspiracjach Turcji do bycia członkiem Unii Europejskiej?

"Oswajanie Islamu"



Oczywiste jest to, że żaden z krajów islamskich nie ma tak wiele wspólnego z wartościami europejskimi jak Turcja. Jednak wśród części obserwatorów wizja Turcji w Unii Europejskiej spędza sen z powiek. Choć po rządach Atatürka wiele się zmieniło w tym kraju, to przywiązanie do islamskich korzeni jest widoczne na każdym kroku tak jak na przykład w ostatnich wyborach, które jak w lustrze odbiły poglądy większości tureckiego społeczeństwa. Należy też pamiętać, że Ankara i Turcja to nie są synonimy, którymi można żonglować. W Ankarze nocą kluby, kawiarnie i puby zapełniają się zarówno kobietami jak i mężczyznami, podczas gdy na prowincji kobiety często są wożone w bagażnikach samochodów. Co jeszcze bardziej przerażające kobiety nie mają świadomości tego, że mają jakiekolwiek prawa. Według danych Amnesty International 40 proc. kobiet w Turcji wydaje się, że mąż ma prawo je bić. Część osób wysuwa argument, że właśnie po to by Turcję "oswoić" należy przyjąć ją do Unii Europejskiej. Problem tylko w tym, że eksperymenty zachodniego świata z "oswajaniem" niespecjalnie się do tej pory udawały. Ani Jaser Arafat uhonorowany Pokojową Nagrodą Nobla, ani Władimir Putin zaproszony do "cywilizowanego świata" nie zmienili znacząco swojej polityki, a próby zaprowadzenia demokracji w Iraku zakończyły się klęską, do której częściowo przyznał się już nawet sam George Bush. Ogromnym problemem po ewentualnym przystąpieniu Turcji do Unii może się okazać także turecka siła robocza. Jak się można domyślić to nie elity intelektualne Turcji będą emigrować, ale źle wykształcona i ortodoksyjna prowincja. O skutkach takiej emigracji zdążyła się już przekonać między innymi Francja.

Najprawdopodobniej 28 sierpnia AKP przypieczętuje swoje zwycięstwo w wyborach parlamentarnych przeforsowaniem jej kandydata na stanowisko prezydenta. Na skutki tej decyzji, jeśli taka zapadnie, trzeba będzie poczekać, ale trudno się spodziewać tego, by zdeklarowany islamista stał na straży laickości Turcji i prowadził ją ku Europie w duchu europejskich wartości.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (1):

Sortuj komentarze:

A Europa od 50 lat stoi wobec Turcji conajmniej bokiem jeśli nie tyłem.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Dziękujemy za Twoją aktywność w serwisie wiadomosci24. Do zobaczenia niebawem w innym miejscu.

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl
#PRZEPROWADZKA: Dowiedz się więcej

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.