Facebook Google+ Twitter

Turyn - międzynarodową stolicą "Powolnego jedzenia"

Slow Food - powszechnie nazywane jedzeniem spod znaku ślimaka opanowało Turyn, a wkrótce może cały świat...

Miałam okazję uczestniczyć w Międzynarodowych Targach Żywności Salone del Gusto w Turynie. Odbywają się one pod koniec października, a impreza organizowana jest co 2 lata.

To największe spotkanie na świecie na które zjeżdżają nie tylko producenci żywności począwszy od producentów polskiego oscypka, przez francuskie sery, na soku z baobaba kończąc. Targi służą upowszechnieniu idei "Slow Food", która - w przeciwieństwie do fast foodów - stawia na tradycję, smak i zdrowie.

Jednym z ciekawszych wydarzeń w Centrum Wystawienniczym Lingotto Fiere była prezentacja produktów oraz kultur egzotycznych - "Terra Madre" ("Matka Ziemia").

Terra Madre - Matka Ziemia

Kobiety w pięknych, kolorowych strojach rodem z Senegalu czy Mali, przywiozły ze sobą własnoręcznie wykonane naszyjniki, naczynia, koszyki. Piękna brunetka z Gwatemali zachęcała do zakupu kawy, Włoch - do zakupu miodów; z eukaliptusa, rododendrona czy kasztana (dwa pierwsze: niebo w gębie!). Meksykanie częstowali kaktusem (skorzystałam) i wysokoprocentową wódką, podobno a' la Tequila (nie skorzystałam); groźnie wyglądający Mongoł w tradycyjnym stroju chętnie pozował do zdjęć; Indianin z Brazylii z pióropuszem na głowie i dżinsach na nogach prezentował własnoręcznie wyrzeźbione figurki zwierząt; miłe panie z Bułgarii podarowały mi "gwizdałkę", wyglądającą jak Lampa Alladyna (póki co wypatruję wciąż dżina). Peru reprezentowały m.in. chipsy z patatów (smakują zupełnie inaczej niż "Lay's"); Włosi co chwila zapraszali na degustację "vino rosso" oraz "vino bianco".


Wokół sama egzotyka...

Hindusi zarabiali na kropkach na czoło; Brazylijczycy - na biżuterii wykonanej z naturalnych kamieni. Japończyk zachwalał "coś", co było dla celów degustacji umieszczone na środku krakersa i wyglądało, jak ekskrementy. Byłam w stanie zjeść tylko brzegi ciastka, "to coś" dotknęłam jedynie końcem języka i to mi w zupełności wystarczyło: było strasznie rybne i strasznie słone. Za to w przyjemnością podjadłam parę ziarenek prawdziwego kakao rodem z Wenezueli (jedno ziarenko smakowało glebą, cóż świeżo zebrane); wiecznie uśmiechnięty młody czarnoskóry mężczyzna z Malawi czuł się wniebowzięty, gdy wzięłam do rąk oferowany przez niego sok z baobaba i powiedziałam: "Hm... baobab, hm... from Malawi...). Był tak szczęśliwy, że wykrzykiwał jedynie: "Yes, yes, baobab!", "Yes, Malawi!" Jakże łatwo uszczęśliwić człowieka...

Natomiast odwiedzający targi chętnie zaglądali na stoisko "Polonia", no bo przecież "Papa..." (pamiętajmy... jesteśmy we Włoszech), zachwycali się polskimi kabanosami, powidłami śliwkowymi (senza zucchero, senza conservanti) i, przede wszystkim, polskimi miodami (wyprodukowanymi przez polskie pszczoły :))...

O czym informuje... polska Pszczółka Maja.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (1):

Sortuj komentarze:

uf...jedzenie e.... ja jadam w tępie bardzo szybkim a pisano iz jedz powoli i przezówaj dokładnie

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.