Facebook Google+ Twitter

Turysty polskiego przypadki

Integracja Polski z UE zapoczątkowała zmianę procedur związanych z wyjazdami Polaków poza granice kraju, w znacznym stopniu je upraszczając. Teraz, już w warunkach Traktatu z Schengen, mamy całkowitą swobodę poruszania się w tej strefie.

Greckie południe / Fot. Stefania NajsarekBezpowrotnie minęły czasy, kiedy to nasze paszporty leżały zdeponowane w szafach Urzędów Paszportowych, a przydział "dewiz" w granicach 120 - 150 dolarów na turystyczną wycieczkę był loterią. Szczęśliwcy, otrzymawszy przydział walorów, mogli przystąpić do przygotowywania ekwipunku, przy czym przedmiotem najbardziej pożądanym była przyczepa kempingowa N 126.

Jako doświadczeni w wyjazdach "na zachód", byliśmy swoistymi cicerone jednej z wycieczek do Grecji dla towarzyszących nam dwóch par.
Był to rok, kiedy Grecy nabrali już dystansu do tłumnie napływających turystów z Polski i postanowili regulować ich pobyt, różnicując podróżującym razem czas trwania wizy. Tak też potraktowaną naszą grupę stawiało to w mało komfortowej sytuacji. Jednak w myśl niechlubnego porzekadła "jakoś to będzie", ruszyliśmy w drogę.
Trasę przez "demoludy" i Jugosławię pokonaliśmy w ekspresowym tempie, wygospodarowując czas na zwiedzanie Grecji. Zaoszczędzone w ten sposób kilka godzin straciliśmy na przejściu granicznym, ponieważ greckie służby, zapewne realizując "wytyczne" władz, odprawiały nas z ostentacyjną ślamazarnością.

Zmęczeni, uznojeni, pod wieczór rozglądaliśmy się za jakimś kempingiem. Oceniliśmy, że jest zbyt odległy i postanowiliśmy zanocować na przydrożnym parkingu. Rankiem okazało się, że jedno z aut zostało doszczętnie okradzione, a po rabusiach nie było już śladu. Rozważywszy za i przeciw, zdecydowaliśmy się nie zgłaszać zdarzenia Policji, ponieważ dokumenty szczęśliwie zachowały się przy śpiących w przyczepie poszkodowanych.

Lżejsi o kilka przydatnych rzeczy kontynuowaliśmy podróż i wieczorem dotarliśmy do Aleksandrii, gdzie zatrzymaliśmy się u zaprzyjaźnionego Greka.

Drugi pochówek Destiny


Następnego dnia gospodarz zaprosił mnie i towarzyszące osoby na mający się odbyć pogrzeb jego zmarłej przed siedmioma laty małżonki. Zaproszenie przyjęłam, ale wydawało mi się ono tak zaskakujące, że aż nieprawdopodobne. Złożyłam więc to na karb trudności lingwistycznych.

Saloniki Biala wieża / Fot. Stefania NajsarekKolejnego dnia na progu domu ujrzeliśmy zbitą z surowych desek skrzyneczkę z naklejonym na niej wizerunkiem zmarłej żony i trudnym do odczytania napisem. Z wnętrza domu dobiegały odgłosy jakiejś gorączkowej krzątaniny. Wreszcie, odświętnie ubrani domownicy poczęli znosić wypełnione tajemniczą zawartością kosze, umieszczając je w przygotowanych do wyjazdu autach. Do naszego dosiadł gospodarz z ową skrzyneczką, przewodząc kawalkadzie pojazdów.

Zatrzymaliśmy się przed wejściem na cmentarz. W drodze do cmentarnej cerkiewki przechodziliśmy obok zdemontowanego grobowca, jak się okazało, miejsca dotychczasowego spoczynku żony naszego gospodarza.
Przed cerkwią w pośpiechu ustawiano stoły, wykładając na nie zawartość koszyków. Pojawili się popi, którzy gestami błogosławieństwa powitali zebranych. W ciszy, wraz z niosącymi skrzyneczkę członkami rodziny i gośćmi, udali się do położonej w głębi cmentarza budowli.

Tam przy akompaniamencie modlitewnych śpiewów, oczyszczone kości Destiny włożono do skrzyneczki, którą następnie zamurowano w przygotowanej wcześniej wnęce. Przy zastawionych jadłem stołach pożegnaliśmy zmarłą - kto mógł przełknąć - apetycznymi przekąskami i wszyscy już bez oporów kieliszkami wyśmienitej Metaxy. Do końca dnia byliśmy pod wrażeniem tej nie znanej w katolickim obrządku celebracji.

Saloniki - miasto labirynt


Grecki duchowny / Fot. Stefania NajsarekPożegnawszy gościnny dom, udaliśmy się w dalszą podróż. Zmierzaliśmy do Salonik. Trafiliśmy do starej części miasta. Specyficzny charakter tego ludnego miasta, jakże odmiennego od miast północnej Europy - oszałamiał. Jeden z naszych towarzyszy podróży, nonszalancki, postawny warszawiak, po zaparkowaniu auta, wybrał się samotnie na spacer po mieście. Kiedy przez kilka godzin nie wracał, poczęliśmy go szukać, włączając do akcji tamtejszą policję. O zmroku, pełni najgorszych przeczuć, ujrzeliśmy go w pobliżu jego samochodu. Stał w doszczętnie zniszczonym obuwiu, bezradnie rozglądając się dookoła, nie zauważając nawet własnego auta. Okazało się, że zagubiony godzinami dreptał w labiryncie gwarnych i zatłoczonych uliczek o nazwach, których nawet nie potrafił odczytać.

Jego opłakany stan, w innej sytuacji mogący wywołać wesołość, budził współczucie. Bohater nasz, z powodu dotkliwego bólu stóp do końca pobytu "dyżurował" na kempingach, pilnując naszego mienia. Pozostałe towarzystwo mogło w spokoju obejrzeć kolejno Meteory, Mykeny, Delfy, Ateny, Pireus, a po przekroczeniu Kanału Korynckiego, podziwiać fantastyczną akustykę teatru w Epidauros.

Odpoczynek na kempingu / Fot. Stefania NajsarekKrótki odpoczynek u znajomych w Galaksidi pozwolił nam zregenerować siły na powrotną drogę. Myśl o powrocie trojgu uczestnikom eskapady spędzała sen z oczu, ponieważ przekroczyli określony wizą czas pobytu. Zbliżając się do granicy, coraz częściej zastanawialiśmy się nad konsekwencjami. Na szczęście, tę rozbieżność zauważono tylko u jednej osoby. Zapłaciwszy karę 50 dolarów, po krótkim czasie, dołączyła do nas czekających po drugiej stronie granicy.

Dziś, kiedy od kilku miesięcy jesteśmy w strefie Schengen, nie musimy legitymizować ani celu, ani długości pobytu w żadnym z krajów objętych tym traktatem. Przypomniane w tym tekście emocje, pozostaną jedynie w pamięci ówczesnych turystów.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (8):

Sortuj komentarze:

:-) Plus za relację i ostatnie zdjęcie.

Komentarz został ukrytyrozwiń

+ wspomnienia pięknie spisane. Te noce w takiej przyczepie... w różnych miejscach. Tekst dokumentujący epokę. Cenny.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jak mówią moi chłopcy:"wielki plusior":))))

Komentarz został ukrytyrozwiń

michau, dziękuję!

Proszę, poprawcie ten błąd; niektórzy z nas mają takie uprawnienia.

Komentarz został ukrytyrozwiń

(+) Bardzo ciekawie napisane.

PS. Schengen, nie Schoengen.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Droga Stefanio - jak zwykle świetne "pisadło". Chylę czoła i czekam na więcej.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Plus za lekturę i za ostatnie zdjęcie, które jest kwintesencją spędzania wakacji w tamtych czasach. Pamiętam, że marzyłam o takiej przyczepie, ale rodzice nie chcieli jej kupić ;-)

Komentarz został ukrytyrozwiń

+ Wspaniała narracja z podróży.
We włoszech również istnieje zwyczaj przenoszenia kości zmarłych do tzw. OSSARIUM, co skutecznie ogranicza tereny cmentarne i pozwala wykorzystywać istniejące groby co kilkanascie lat, z zachowaniem pełnego szacunku dla szczątków poprzednich zmarłych.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Dziękujemy za Twoją aktywność w serwisie wiadomosci24. Do zobaczenia niebawem w innym miejscu.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl
#PRZEPROWADZKA: Dowiedz się więcej

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.