Każdy poseł, na utrzymanie biura poselskiego, dostaje miesięcznie 10 tysięcy złotych. Biuro ma służyć obywatelom. Komu służy naprawdę?
Każdy poseł, na utrzymanie swojego biura poselskiego, dostaje miesięcznie 10 tysięcy złotych. Biuro powinno służyć obywatelom. Komu służy naprawdę?
Biura poselskie powinny być odpowiednio rozbudowane, a ich zadaniem jest pomagać obywatelom w ich sprawach. A problemów jest wiele - jedno ministerstwo przetrzymuje dokumenty, inne zwleka z ważną decyzją. Posłowie mogą rozwiązywać takie problemy
za pomocą
interpelacji oraz
zapytań, czyli pism urzędowych, które pociągają za sobą obowiązek udzielenia odpowiedzi w określonym terminie. Może być to np. apel o zainteresowanie się
odcinkiem drogi, na którym często dochodzi do poważnych wypadków i giną ludzie.
W biurach pracują asystenci posłów, wolontariusze i inni współpracownicy parlamentarzystów. Najczęściej poseł wysłuchuje interesantów, którzy zwracają się do niego z różnymi problemami, a następnie zleca swoim pomocnikom wystosowanie pism.
O problemach i oczekiwaniach obywateli, przed kamerami telewizyjnymi najczęściej mówią partyjni liderzy. Jak się okazuje ta ich medialna troska rzadko znajduje odzwierciedlenie w rzeczywistym działaniu, jakim są wspomniane interpelacje i zapytania. Jarosław Kaczyński, Donald Tusk, Waldemar Pawlak w obecnej kadencji, która trwa już rok, nie zgłosili ani jednej interpelacji, ani jednego zapytania. O ile zrozumiałe jest, że premier Kaczyński nie musi zwracać się do podwładnych na piśmie, o tyle trudno zrozumieć, że Donald Tusk oraz Waldemar Pawlak, w ogóle nie interesują
tym co dzieje się w ministerstwach.
Wysiłku dokonał Roman Giertych, który w ciągu roku zgłosił 1 (słownie: jedną) interpelację! Jego kolega wicepremier Andrzej Lepper wystosował ich 13. Najwiekszą aktywnością z partyjnych liderów wykazał się Wojciech Olejniczak (48 interpelacji oraz 4 zapytania).
Wiadomo, że partyjni liderzy skupiają się głównie na problemach swoich ugrupowań, a także ich miejsca w koalicji albo opozycji. Skoro jednak nie mają czasu na służenie bezpośrednią pomocą swoim wyborcom, może powinni opłacać działanie swoich biur z pieniędzy partyjnych albo własnych?