Facebook Google+ Twitter

Tusk wyznaje grzechy w Elblągu i pokazuje upolitycznienie samorządów

Donald Tusk zawitał do Elbląga, gdzie próbuje zapobiec następstwu: dziś Elbląg, jutro Warszawa, pojutrze cała Polska. Premier jest ostatnim z liderów partyjnych, którzy postanowili wesprzeć swoich kandydatów w wyborach prezydenckich w - wydawałoby się - zapomnianym przez polityków mieście.

 / Fot. PAP/Tomasz WaszczukSymbole są oczywiście istotne, bo przegranie batalii o Elbląg przez PO umożliwi opozycji budowanie kampanii wyborczej w Warszawie pod tezę, że czas Platformy się skończył. Jeszcze wczoraj dziennikarze "Faktów" TVN zwracali uwagę, że absencja premiera w Elblągu będzie wyraźnym sygnałem dla działaczy z dołów partyjnych, że nie mogą liczyć na wsparcie. Jeden z posłów PO, pytany o nieobecność Tuska w Elblągu tłumaczył, że szef rządu pracuje w Warszawie, a nie jeździ po Polsce, robiąc teatr polityczny. Ciekawe co dziś powie ten sam poseł? I jaki ma stosunek do objazdu naszego kraju tuskobusem kilka lat temu?

 / Fot. Wiadomości24Mniejsza jednak o tuskosbus. Ważniejszy jest wymiar etyczny! Oto premier rządu w konfesjonale, w którym kapłanem jest opinia publiczna wyznał, że męczy go własne sumienie. "Nie potrafiłem przypilnować ekipy rządzącej" - powiedział Tusk i dodał, że ma wyrzuty sumienia z tego powodu - donosi Wprost.pl. Obietnicą poprawy, która jest warunkiem dobrej spowiedzi jest chyba zapowiedź, że szef PO sprawdzi "(...) co takiego stało się z ludźmi, którzy rządzili Elblągiem. I jakiego typu błędów powinien unikać w przyszłości każdy samorządowiec".

Kasandryczne proroctwo: "wczoraj Rybnik, dziś Elbląg, jutro Warszawa, pojutrze cała Polska" śni się zapewne premierowi po nocach. Elbląg to tylko przyczółek przed bojem o Warszawę. Jeżeli mieszkańcom stolicy uda się odwołać Hannę Gronkiewicz - Waltz, a opozycji obsadzić fotel prezydenta, bardzo prawdopodobne, że będziemy świadkami początku końca rządów PO. Porażka w Warszawie, gdzie poziom życia jest wyższy niż w innych rejonach Polski może być miniaturą wyborów, które odbędą się za 2 lata. Jeżeli oczywiście rząd dotrwa do nich, a prezydent nie skróci na przykład kadencji, co dziś wydaje się fantasmagorią, ale patrząc na wypadkową pomysłów ministra Rostowskiego i poziomu deficytu budżetowego, wcale nie jest nieprawdopodobne.

Premier dziś wyznał jeden z grzechów. Pytanie czy czynienie tego kilka dni przed wyborami w mieście, który jest ważnym przyczółkiem w wojnie politycznej nie jest grzechem przeciwko Duchowi Świętemu, tym którego nie da się zmyć? Ta teologiczna metafora pokazuje, że polityk, by wygrać jest w stanie postawić na szali nawet własną duszę. Z kolei zaangażowanie wielkiej polityki w kampanię w Elblągu uwypukla słabość naszego systemu wyborczego i upolitycznienie samorządów.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (3):

Sortuj komentarze:

Każdy zespół "wesołego ubezpieczyciela" to ulga dla mas.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Pani Alicjo, bo - kontynuując teologiczną metaforę - grzech przeciwko Duchowi Świętemu to w Kościele katolickim wina niezmywalna :)

Komentarz został ukrytyrozwiń

Dlaczego przyznanie się do błędu miałoby być grzechem? Jest wręcz odwrotnie - grzech zostaje wymazany.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.