Facebook Google+ Twitter

Tuszetia, dwadzieścia cztery przygody na dobę

Droga do graniczącej z Czeczenią, gruzińskiej Tuszetii przebiega przez strome zbocza i górskie strumienie. To dobra zapowiedź czekających nas tu przygód.

Dartlo / Fot. Radosław PrześlicaZa kurs z Alvani do oddalonego o kilka godzin jazdy Omalo, kierowca samochodu terenowego chce od nas 250 lari (500 złotych), czyli po 50 lari na osobę (100 złotych). Wiemy, że rynkowa cena wynosi 200 lari (400 złotych), czyli i tak jedną trzecią pensji tutejszego pogranicznika, więc ignorujemy propozycję i idziemy do sklepu zrobić ostatnie większe zakupy przed tygodniową wędrówką po górach.

Za co tutejsi kierowcy żądają aż tyle pieniędzy? Omalo to największa wioska w Tuszetii, zapuszczonym regionie na pograniczu Dagestanu i Czeczenii, odgrodzonym od świata pasmem wysokich gór. Co prawda wybudowana w 1978 roku droga połączyła go z resztą kraju, ale trasa jest przyjezdna tylko od czerwca do października. Większość tutejszych wiosek leży na wysokości przekraczającej 2000 metrów i nie ma w nich swobodnego dostępu do elektryczności. Z powodu tych trudnych warunków wraz z końcem lata mieszkańcy Tuszetii na ogół przenoszą się w niżej położone rejony Gruzji.

Baszta w Tuszetii / Fot. Radosław PrześlicaW końcu kierowca schodzi z ceny i ruszamy w drogę. Podróż to dobra zapowiedź czekających nas przygód. Jedziemy gruntową drogą obok ciągnących się wiele metrów w dół przepaści. Trasa biegnie przez górskie strumienie, które spływają po dachu samochodu. Jednak roztaczające się za oknem dziewicze góry przypominają o celu naszej podróży i łagodzą dreszczyk emocji. Do położonego na wysokości 1900 metrów Omalo docieramy tuż przed zmrokiem. Pozostaje nam tylko znaleźć odpowiednie miejsce na rozbicie namiotów i położyć się spać.

Czy dam radę?


Dziś pierwszy dzień zaplanowanej na tydzień wyprawy, podczas której towarzyszyć mi będą Radek, Przemek, Wojtek i Grzesiu. Trasa biegnie z Omalo przez Dartlo, Czeszo, Parsmę i Girewe, w którym żegnamy się z cywilizacją. Od tej pory idziemy wzdłuż oddalonej o kilka kilometrów granicy z Czeczenią, wspinamy się na położoną na wysokości 3431 metrów przełęcz, z której schodzimy do Szatili, naszego ostatecznego celu.

Zbliżamy się do Dartlo / Fot. Michał WójtowiczPodczas śniadania złożonym z konserwy rybnej i pomidora zastanawiam się, czy wyprawa nie okaże się dla mnie zbyt dużym wyzwaniem. Po pierwsze po dokupieniu zapasu wody mój plecak waży 20 kilogramów, a co gorsza złamała mi się klamra, która pozwala lepiej rozłożyć ciężar bagażu. Po drugie kilka dni temu miałem okazję przeżyć ulewę, która zrobiła spustoszenie w moim namiocie. Na szczęście podróżowałem wówczas ze szwajcarskim małżeństwem, które zaprosiło mnie na noc do swojego samochodu kempingowego. Teraz będę mógł jednak liczyć tylko na siebie. Po trzecie podczas wspinaczki po górach Swanetii z leciutkim plecaczkiem czułem się bardzo osłabiony i ledwo wdrapałem się na szczyt. Teraz będę maszerował z ciężkim bagażem po znacznie większych wysokościach.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (5):

Sortuj komentarze:

Ciekawie i realistycznie.5*

Komentarz został ukrytyrozwiń

Nie tylko do XIX wieku było to niespokojne pogranicze. Bardzo ciekawa opowieść.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Bardzo zajmujący tekst. 5*

Komentarz został ukrytyrozwiń

Wspaniała przygoda, podziwiam za podjęty trud. Trzeba mieć dużo polotu, aby podjąć się czegoś takiego. Z zaciekawieniem czekam na ciąg dalszy... [5]

Komentarz został ukrytyrozwiń

Bardzo dobrze "skrojona" opowieść, a i podróż fascynująca :)

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.