Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

181437 miejsce

TVP z brzydkiego kaczątka, zamieniło się w paskudnego łabędzia

Kilka miesięcy temu telewizję publiczną zaszczycił swoim kierownictwem redaktor Bronisław Wildstein. Przyznam, że liczyłem, iż pod wodzą znanego i dobrego dziennikarza TVP przepoczwarzy się z brzydkiego kaczątka w łabędzia. Niestety – telewizja zbrzydła.

Pilot służący do obsługiwania telewizora stał się ostatnio ważnym przedmiotem w moim domu. Zajmuje poczesne miejsce na komodzie obok oprawnych w mosiężne ramki zdjęć moich dzieci. Leży tam sobie, przypominając o bezwzględnej konieczności niepłacenia abonamentu telewizyjnego.

Telewizory w domu (szczególnie ten w moim gabinecie) służy jako zdobiący, a raczej szpecący wystrój wnętrza mebelek. Jest jak barokowy stoliczek na fikuśnie powyginanych nóżkach. Kompletnie do niczego nieprzydatny, jeżeli brać pod uwagę jego przeznaczenie. Służy bowiem najczęściej kotom za miejsce do sjesty. I jest to w zasadzie jedyny powód, dla którego telewizor ma rację bytu.

Sztuka posługiwania się telewizorem polega na tym, żeby go nie włączać. Cisza płynąca z telewizora i brak obrazu jest koniecznym, choć nie wystarczającym powodem do utrzymywania zdrowia psychicznego i intelektualnej równowagi. Programy emitowane bowiem przez telewizję publiczną i stacje komercyjne obrażają inteligencję widzów.


Telewizje myślących inaczej


Mogę zrozumieć powody, dla których Polsat i TVN nadaje seriale typu „Czarodziejki”, „Ale się kręci”, „Rodzina zastępcza”, „Na Wspólnej”. Rozumiem też powody emisji „Maratonu uśmiechu” (obejrzałem bez cienia uśmiechu, choć widok kandydatki na wicemarszałka Sejmu, usiłującej wypowiedzieć jakiekolwiek sensowne zdanie rozbawił mnie do łez), „Siłaczy”. Włodarze tych stacji uważają polskich telewidzów za kompletnych matołów i dostosowują do takiego właśnie poziomu swoje programy.


Czemu jednak telewizja publiczna, która szczyci się misją publiczną, oferuje widzom coraz głupsze seriale (vide 15-tysięczny odcinek „Mody na sukces”), coraz więcej programów o gotowaniu oraz nieudolnie i tendencyjnie prowadzone programy publicystyczne. Okrasą (poza Okrasą) programów telewizji publicznej są ostatnio spoty wyborcze. Z jednej strony śmieszą mnie durnowate polityczne agitki, z drugiej - nic mnie bardziej nie irytuje niż taki właśnie sposób wydawania naszych pieniędzy.


Masochizm a ekran


Jesienne przeziębienie sprawiło, że kilka dni spędziłem w domu, siedząc opatulony kocem. Wykorzystałem ten czas, żeby sprawdzić, na co mogłyby zostać przeznaczone moje pieniądze z abonamentu telewizyjnego (oczywiście w sytuacji gdybym poczuł się na tyle źle, żeby go zapłacić). Okazało się, że moja telewizyjna aktywność była masochizmem w najczystszym wydaniu. A że dewiacje są piętnowane przez partię, która nie wie, że przestała istnieć, spodziewam się potępienia przez posła Wierzejskiego (a propos – gratuluję posłowi wyniku w wyborach na prezydenta Warszawy).

Kilka miesięcy temu telewizję publiczną zaszczycił swoim kierownictwem redaktor Bronisław Wildstein. Przyznam, że liczyłem, iż pod wodzą znanego i dobrego dziennikarza TVP przepoczwarzy się z brzydkiego kaczątka w łabędzia. Niestety – telewizja zbrzydła. Próby zasilania dziennikarzy amatorów (Gawryluk, Kammel, Pospieszalski) tuzami polskiego dziennikarstwa (Ziemkiewicz, Leski) pokazują dowodnie, że nie „każdy może śpiewać”. Krzysztof Leski skompromitował się podczas wieczoru wyborczego. A to domagał się od realizatora planszy, którą widzowie widzieli na ekranach już od kilku sekund. A to rozbrajająco oświadczał: państwo pewnie to lepiej widzą, my tylko na jednym monitorze 15 metrów od nas.

Rafał Ziemkiewicz prowadzi swój autorski program z wigorem, zapewniającym mu 100-procentową skuteczność w usypianiu najbardziej opornych i cierpiących na chroniczną bezsenność. Ring – talk show dowodzi, że Rafał Ziemkiewicz powinien znacznie więcej pisać. Stał się ostatnio pan Rafał naczelnym komentatorem wszystkiego i to we wszystkich stacjach telewizyjnych: od „jedynki”, przez TVN, Puls do BiznesTV. Cierpi na tym wyraźnie twórczość literacka i dziennikarska Ziemkiewicza. Cierpię też i ja, czekając na kolejną książkę tego zdolnego autora.


Kult amatorstwa i bylejakości


O wyczynach Doroty Gawryluk w programie „A dobro Polski” telewidzowie szczęśliwie nie mogą nic powiedzieć. W tym czasie TVN emituje serial „M jak Magda”, a zaraz potem „Teraz my”. Oznacza to, że „A dobro Polski” oglądane jest przez rodziny i znajomych występujących w programie. Podobnie rzecz się ma z niebanalnym prowadzeniem programu „Warto rozmawiać” przez Jana Pospieszalskiego. Emisję tego programu ustalono na niedzielę, na godzinę 21.30! Zgadzam się z autorami tytułu programu – rzeczywiście warto rozmawiać. Oglądać nie warto.

Ukoronowaniem nieudolności dziennikarzy telewizyjnych był wieczór wyborczy w TVP 1. Dwójka prowadzących: Krzysztof Leski i aktualnie pierwsza dama telewizji Dorota Gawryluk, znana z tego, że nigdy nie ma nic sensownego do powiedzenia, dowiodła, że o profesjonalizmie owszem słyszała ale ma do niego stosunek negatywny. Wieczór wyborczy realizowany był we współpracy z dziennikarzami „Dziennika” natychmiast zamienił się w wielki spot reklamowy tej gazety. Na temat wyborów nikt z prowadzących nie potrafił nic sensownego powiedzieć. Do studia nie zaproszono liderów rywalizujących partii. Po pół godzinie ogłupiającego bełkotu wieczór wyborczy umarł śmiercią naturalną, zamieniając się w „Zakochaną Jedynkę”. Jak wiadomo stan zakochania nie idzie w parze z mądrością, czego wieczór wyborczy dowiódł niezbicie.


Grzech zaniechania i grzech przesytu


Zamieniając aspirynę na okłady z jamniczki, wilczycy i trzech kotów wytrzymałem przed telewizorem przez tydzień. W akcie krańcowej desperacji czekałem na programy sportowe. Kiedyś telewizja publiczna straszyła licznymi transmisjami z meczów, mitingów, walk, w których „biało-czerwoni” z reguły brali lanie. Nie doczekałem się. Przez cały tydzień telewizja nie nadała ani jednej transmisji sportowej! Wielki mistrz polskiego sportu Robert Korzeniowski, zatrudniony w TVP (chyba jedynie ze względu na niegdysiejsze sportowe przewagi), zajęty był widocznie treningami.

Jest jednak dziedzina sztuki, która w telewizji publicznej znalazła swoje miejsce. Ramówka I i II programu składa się prawie wyłącznie z kabaretu. Skecze wypowiadają komentatorzy polityczni, etatowi dziennikarze i zawodowi kabareciarze. Ci ostatni są jakby najmniej śmieszni. Prawdziwych mistrzów kabaretu TVP nie wpuszcza na wizję. Nie próbuję nawet dociec dlaczego Artur Andrus czy Krzysztof Daukszewicz ze względu na własne bezpieczeństwo omijają okolice ulicy Woronicza.


Źle się chłopcy bawicie


Czemu miało służyć moje poświęcenie, polegające na katowaniu się oglądaniem publicznej telewizji?  Istnieje przecież „pilot”, a w nim cudowny przycisk „delete” – skarci mnie ktoś. Owszem, nikt nie może mnie zmusić do oglądania programów pani Gawryluk czy pana Pospieszalskiego. Prezes Wildstein może mnie jednak wsadzić za kratki (albo odciąć prąd) za niepłacenia abonamentu telewizyjnego. Może mnie też (za karę) umieścić na swojej liście, donosiłem bowiem i informowałem pracowników WSW (doniosłem na chuliganów bijących się pod budką z piwem i poinformowałem patrol WSW gdzie jest ulica Narbutta, a to w Polsce wystarczy, żeby zostać uznanym za konfidenta).

Nie tego się boję, martwią mnie raczej pomysły na przymusowe ściąganie abonamentu na telewizję publiczną. Tu pan prezes wykazuje dużą aktywność. Wśród nowych propozycji nie ma pomysłu prawdziwie demokratycznego, opartego na podstawowym prawie do wolności. Pomysłu, który pozwoli mi wpłacić abonament na wskazaną przeze mnie stację lub nie płacić go w ogóle, a telewizor używać jako taboretu lub kociej sypialni. Liczę, że prezes Wildstein – od lat bojownik o demokrację – przedstawi taki właśnie projekt. TVN 1, 2 i 3 spadnie wówczas do telewizyjnej III ligi, na co już dziś zasługuje. Wildstein, Leski i Ziemkiewicz zaś wrócą do dziennikarstwa, gdzie ich miejsce.

 

 

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (3):

Sortuj komentarze:

Wieczoru wyborczego w TVP nie obejrzałem, bo jakoś nie specjalnie miałem ochotę "truć" swego umysłu. Chociaż właściwie obejrzałem pierwsze 10 minut i dałem sobie spokój. Co do telewizji publicznej, cóż myślę, że ta "misyjność" zagubiła się już dawno temu. W pewnym momencie TVP chciało upodobnić się do telewizji komercyjnych, które jak wiadomo w założeniu mają bawić niekoniecznie w wyszukany sposób. Dlatego z programów telewizyjnych oglądam nałogowo tylko Discovery. Chyba, że na "dwójce" leci akurat jakiś mecz. Choć do oprawy samego programu, mam zazwyczaj dość duże "ale" Najbardziej bawi mnie obietywność prowadzących. Przykładem niech będą mistrzostwa świata, kiedy zapraszano J. Engela i uważano, żeby przypadkiem nie zadać mu pytania o jego wkład w udział Polaków w tej imprezie. Od razu by się jakoś tak mniej miło zrobiło. A po co psuć te "ochy" i "achy".

Komentarz został ukrytyrozwiń

Zgadzam się. Pierwszy raz od zmiany warty (na wildsteinowską) postanowiłem sobie pooglądać tvp, a konkretnie wieczór wyborczy, w końcu to wydarzenie w skali 4 lat. Spodziewalem się dynamicznego programu. To, co zobaczyłem, utwierdziło mnie w przekonaniu, że dobrze, że nie mam telewizora. Takiej żenady jeszcze w telewizji publicznej nie pamiętam - i to w końcu w ważnej dla nas wszystkich sprawie, i dla przyszłości kraju. Prawdę mówiąc, pani Gawryluk i tak prezentowała szczyty profesjonalizmu przy panu Leskim. Kto to w ogóle jest? Facet mógłby w ten sposób jaki "prowadził" dyskusję (?) najwyżej reklamować podrzędny proszek do prania! A potem "Dziennik" i giry redaktorów niedbale wyciągnięte pod stołem! CO ZA ŻENADA! A nie miałem akurat innych dostępnych programów poza rządówką. A na tvn24 był program non-stop. Wstyd!

Komentarz został ukrytyrozwiń

Publika jest różna, tak więc i ramówka jest urozmaicona. W końcu każda stacja walczy o oglądalność. Ważne, żeby oprócz tego typu rzeczy, emitowała coś z wyższej półki, dla "koneserów". Taka zdrowa równowaga. Z prezenterami też nie jest najgorzej. A abonament - popieram. Nie dość, że płacę za stacje publiczne, to do tego dochodzi jeszcze wysoki rachunek za "kablówkę". Z tym, że TVP nie oglądam prawie wcale. Wystarczyłby mi jedynie ten rachunek. ;-)

Komentarz został ukrytyrozwiń

Dziękujemy za Twoją aktywność w serwisie wiadomosci24. Do zobaczenia niebawem w innym miejscu.

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl
#PRZEPROWADZKA: Dowiedz się więcej

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.