Facebook Google+ Twitter

Twój Ruch + reszta, czyli jak nie robić kampanii wyborczej

Od wyborów do europarlamentu minęło trochę czasu. Przegrani wcale nie poczuwają się do rozliczeń. Przykładem jest reakcja Palikota, który na pytanie czy zamierza wyciągnąć wobec siebie konsekwencje, odparł „To chyba żart".

 / Fot. Łukasz GdakPodczas ostatnich wyborów, chcąc dać żółtą kartę PO, rozważałem głosowanie na SLD lub na Ruch Palikota. Widząc kompromitujące jako szefa, poczynania Grzegorza Napieralskiego stwierdziłem, że obrazą dla mnie byłoby głosowanie na to ugrupowanie. Swoją refleksją podzieliłem się na FB z prof. Hartmanem, który wtedy startował z listy Sojuszu. Zachęcał mnie, bym oddał na niego głos. Nieskutecznie. Podczas wyborów zagłosowałem więc na Ruch Palikota.
Wybory AD 2014 – jestem w tej części elektoratu, który odpłynął od Palikota i całej koalicji „Europa + Twój Ruch”. Dlaczego? Z tych samych powodów, co trzy lata temu: oferta tego ugrupowania była obrazą dla mojego intelektu. Pozwolę sobie po krótce przypomnieć największe błędy popełnione przez liderów koalicji:

Aleksander Kwaśniewski – prezydent, któremu nie wiele się chce. Podczas prezydentury na jego poparcie powoływali się liderzy nowych inicjatyw. Kwaśniewski nigdy nie zdecydował się wesprzeć ich swoim autorytetem osobiście.Począwszy od SdPL, przez Partię Demokratyczną, na Lewicy i Demokratach kończąc. Podczas ostatniej kampanii był raczej balastem niż wsparciem. Po wpadce z udziałem byłego prezydenta w radzie nadzorczej ukraińskiego oligarchy, Palikot z lidera musiał się zmienić w rzecznika prasowego Kwaśniewskiego.
Co ciekawe: stosunek samego Kwaśniewskiego do Kościoła wydaje mi się poważniejszy niż całego Twojego Ruchu. Podobało mi się, że był na kanonizacji Jana Pawła II. Wydaje mi się, że właśnie jego pogląd na stosunki państwo – Kościół, mogą być akceptowane przez katolickich czy świeckich publicystów, takich jak Marcin Meller, czy Adam Michnik, który w rozmowie z Ks. Bonieckim w "Tygodniku Powszechnym" (nr 23 z 8 czerwca 2014) mówi o groźbie instrumentalizacji głosów krytyki Kościoła i sprowadzeniu ich do „tramwajowego ateizmu”.

Ryszard Kalisz – dobry, aktywny i popularny polityk. Po wyrzuceniu z SLD nie wzmacnia nowego ugrupowania, tylko zakłada stowarzyszenie „Dom wszystkich Polska”, który nie wiadomo jaką ma siłę, ilu członków, itp. Z przepisów o stowarzyszeniach możemy wyczytać że co najmniej 15 osób (to minimalna ilość członków, by tego typu organizacja została zarejestrowana). Dla mnie już wtedy przekaz był jasny: ugrupowanie Palikota ma być swoistym wehikułem pozwalającym przejść wybory. Od wyniku zależeć będzie czy E+TR stanie się partią czy się rozleci. Asekuranctwo nie popłaca.

Armand Ryfiński i Jan Hartman – dwóch błaznów tej kampanii. Spot wyborczy pierwszego i eventy rekonstrukcyjne drugiego nadają się bardziej na przyszłoroczną PAKĘ niż na kampanię wyborczą: zero merytoryki, samo oszołomstwo w najgorszym wydaniu. Jak można na takie coś głosować?

Wyliniałe Kocury – tak nazywam polityków na wygodnych posadkach w kanapowych partiach, którzy zaczęli liderować listom w poszczególnych okręgach. Wybory do parlamentu w 2011 to zasługujący na szacunek wysiłek Janusza Palikota i jego partii: rezygnacja z mandatu posła, setki spotkań i kampania bez dotacji budżetowej. Do tego postawienie na osoby spoza kasty polityków. Na osoby znane z działalności społecznej, ale nie politycznej: Nowicka, Grodzka, Biedroń, Rozenek. W kampanii do europarlamentu na pierwszych miejscach list znaleźli się: Celiński, Piskorski, Kwiatkowski, Siwiec, Kutz. Osoby, które praktycznie nic nie znaczą w polityce krajowej czy nawet regionalnej, ale nie chcą/nie potrafią zrezygnować z życia publicznego. Każde nowo powstałe ugrupowanie chwali się jak to „wyzwoliło energię Polaków”. Tak się stało z partią Palikota. Dlaczego jednak później ci nowi liderzy są zastępowani tymi rozleniwionymi, nażartymi, znudzonymi politykami? Czy poza tą wąską kastą nie ma już innych ludzi mogących stać się liderami politycznymi? Jaką wartość dodaną mogły stanowić dla koalicji partie z poparciem mierzonym w promilach?

Andrzej Celiński – piszę o politykach i ich zawodowstwie, a trudno mówić o tym, widząc zachowanie tego kandydata. Szef Partii Demokratycznej ogłaszający, dwa dni przed ciszą wyborczą, że w sumie nie warto już nic robić, bo i tak mandatu nie dostanie, to szczyt amatorszczyzny. 6010 osób, które oddały głos na Celińskiego, powinny być przez niego oficjalnie przeproszone, bo ich głos został zwyczajnie zmarnowany.

Szef PD - zawodowy polityk, były minister - dał jeszcze jeden dowód swojego profesjonalizmu nazywając się lewicowcem, który przewodniczy centrowemu ugrupowaniu. Na szczęście ani partii, ani przewodniczącemu taki kompromis nie przeszkadza...

Kazimierz Kutz – drugi mój bohater kampanii, któremu wybory troszkę „przycięły” ogromne ego. W przekonaniu o swej sile na Śląsku zapragnął rzucić wyzwanie, najsilniejszej marce tego okręgu, Jerzemu Buzkowi. Co ciekawe startując, prowadził kampanię wyłącznie na Śląsku. Przecież wiadomo, że Zagłębiakami (w tym mną) i ich głosami gardzi. Jego wynik (20 460 głosów) w porównaniu Buzkiem (254 319) jest rozczarowujący.

Rzucenie białego ręcznika w ostatnich godzinach kampanii spowodowane było zapewne tym, że nawet w jego mateczniku – śląskich miastach - nie był noszony na rękach. Brak trzymania języka za zębami, to kolejny przykład braku profesjonalizmu.

Paweł Piskorski – co on jeszcze robi w polityce? Oskarżany o zdobycie fortuny nieznanego pochodzenia, wybroniony jedynie poprzez przedawnienie sprawy. Nie można powiedzieć o nim, że jest transparentny. Szefuje kolejnej, obok PD, kanapówce, czyli Stronnictwu Demokratycznemu. Jego kapitał polityczny? Kamienice, które stanowią majątek partii. W grze politycznej ugrupowanie nie ma żadnego znaczenia. Z drugiej strony majątek umożliwia wegetację przez szereg kolejnych lat oraz stanowić może wabik na kolejnych naiwnych, by wejść z SD w sojusz.

Wydana podczas kampanii książka, tak opluwana po przegranej E + TR przez Marka Siwca, byłaby wychwalana, gdyby wynik wyborczy premiowany był mandatami. Patrząc na niską wiarygodność Pawła Piskorskiego, jako polityka, nie przywiązywałbym do roli książki w kampanii zbyt dużej wagi. No, ale każdy szuka jakiegoś kozła (kota?) ofiarnego.

Janusz Palikot – zacznę od pochwał; szef Twojego Ruchu robił naprawdę wszystko, by jego ugrupowanie weszło do europarlamentu. Nie mam na myśli wypowiedzi w mediach, ale rajd po Polsce, liczne spotkania. Zaangażowaniem budził mój podziw. Inni raczej ograniczali swoją aktywność do dyżurów w telewizjach informacyjnych i billboardów. Postaram się w kilku punktach wymienić błędy szefa Koalicji:
• głupi antyklerykalizm. Jeśli słyszę Palikota, że chce zakazać chodzić księżom w sutannach lub że przeszkadza mu obecność krzyża w przestrzeni publicznej, to wypada tylko z niedowierzaniem pokręcić głową;
• jeśli rzuca kalumnie na Jana Pawła II za kanonizację i wzywa Kwaśniewskiego na dywanik za udział w uroczystości, to ociera się o śmieszność;
• informuje media o rzekomym dziecku Wojtyły argumentując, że „inni papierze przecież też mieli”. Gdy dziennikarka spytała czy Benedykt XVI też. Odpowiedział, że on akurat nie. Skąd ta wiedza? Proszę o źródła. W tego typu wypowiedziach Palikot zupełnie się kompromitował. Mój wniosek do takich wypowiedzi jest jeden: tylko martwi papierze mogą mieć dzieci;
• kompletne rozmycie się przekazu. Palikot jest zupełnie innym politykiem w rozmowie z Faktem czy Wyborczą. Zestawiając dwa teksty można go posądzić o rozdwojenie jaźni.
• dezawuacja patrona własnego ugrupowania. Jak można publicznie "wyceniać" potencjał wyborczy twarzy koalicji? Jak kto wygląda po wyborach? Wartość Kwaśniewskiego według Palikota, wynosi maksymalnie 2%. Złośliwie przypomnę że stanowi to aż 2/3 jakie koalicja E+TR zdobyła w wyborach.

Obecnie toczy się debata o etyce lekarskiej. Przez swoją błazenadę i bezrozumne hejterstwo Kościoła katolickiego, głos Palikota i kolegów, choćby był szczytem rozsądku i empatii, nie musi być uznawany w debacie za ważny, bo ostatnie, czego można się spodziewać po Twoim Ruchu, to powagi.

Biorąc powyższe argumenty pod uwagę, nie znajduję powodu, by kiedykolwiek drugi raz zagłosować na ugrupowanie Palikota. Wydaje mi się, że Twój Ruch jest partią bez struktur i poglądów, istniejącą jedynie w sejmie i telewizji. Świadomy wyborca nie mógł się dowiedzieć do jakiej międzynarodówki należy Twój Ruch. Partia Demokratyczna należy do Porozumienia Liberałów i Demokratów na rzecz Europy, Stronnictwo Demokratyczne - do Europejskiej Partii Demokratycznej - skupiającej ugrupowania centrowe i socjalliberalne. Twój Ruch, mający ostatnio lewicową twarz powinien iść do Partii Europejskich Socjalistów...razem z SLD. Co by wybrał Palikot z koalicjantami? Na szczęście wyborcy oszczędzili tych rozterek „Europie+Twój Ruch” nie wysyłając ich do Brukseli.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.