Facebook Google+ Twitter

"Twórcy" Paula Johnsona: sztuka ci wszystko wybaczy

Słynny brytyjski historyk, który dwadzieścia lat temu obnażył moralną nędzę wielkich myślicieli, tym razem bierze pod lupę twórców. Jacy byli ludzie, których dziełem cieszymy się po dzień dzisiejszy?

Dokładnie dwadzieścia lat po opublikowaniu swojej chyba najsłynniejszej książki, „Intelektualiści”, brytyjski historyk i publicysta Paul Johnson powraca z kolejnym zbiorem biografii. W „Twórcach” analizuje życie Geoffreya Chaucera, Albrechta Dürera, Jonathana Turnera, Walta Disneya, Pabla Picassa i innych. Zastanawia się, czy możliwe jest, aby osoba o nieprzeciętnym talencie literackim miała przeciętną, a nawet ograniczoną, inteligencję, analizuje wpływ genów na zdolności twórcze oraz pyta, czy aby zostać wielkim twórcą, wystarczy posiadać tylko odpowiednią wiedzę i umiejętności, czy też trzeba mieć coś więcej.

Książka od pierwszej do ostatniej strony jest peanem na cześć geniuszu twórczego człowieka. Podoba mi się podejście autora do procesu tworzenia. Jest to niesamowity wysiłek intelektualny, a niekiedy również i fizyczny, którego rozpoczęcie wymaga niesamowitej odwagi. Trzeba bowiem być osobą odważną, stając naprzeciw białego płótna, na które chcemy przenieść kłębiące się w naszej głowie obrazy, czy też siadając naprzeciwko pustego arkusza Worda, by zapełnić go słowami. Ale nie tylko. Odwagi wymaga stworzenie od zera ogrodu, a nawet założenie i prowadzenie przedsiębiorstwa. Te czynności również podchodzą, zdaniem Johnsona, pod kategorię „tworzenia”, gdyż człowiek tworzenie ma wpisane w swoją naturę. Został przecież stworzony na podobieństwo największego z twórców – Boga.

Pod względem formy książka Johnsona przypomina „Intelektualistów”. Podzielona jest na szereg esejów, z których każdy traktuje o innym twórcy – pisarzu, architekcie, malarzu czy kompozytorze. W „Twórcach” Johnson większą uwagę zwraca na działalność zawodową swoich bohaterów, niż ich życie prywatne. To drugie czasami w ogóle zaniedbuje, jak w przypadku Marka Twaina, gdzie mamy wiele przykładów jego nieco cynicznego podejścia do sztuki opowiadania, zaś o życiu prywatnym nie wiemy praktycznie nic. To raczej zaleta książki, gdyż w „Intelektualistach” śledzenie kolejnych romansów lub małżeństw Hemingwaya, Sartre’a czy Brechta czasami nużyło.

W "Intelektualistach" Johnson opisał ich jako ludzi, dla których idee ważniejsze są niż człowiek. A jaki jest obraz twórcy? Niewątpliwie pozytywny, chociaż bohaterowie książki nierzadko budzą odrazę. Jak choćby Wiktor Hugo, zaborczy wobec żony do tego stopnia, że nakazywał jej skromne prowadzenie się, a sam zdradzał ją na prawo i lewo. Albo Pablo Picasso – chyba najbardziej odrażający typ w tej galerii – który kobiety oraz delikatnych, urzeczonych nim gejów traktował gorzej niż ścierki do podłogi, zaś swoją karierę zawdzięczał nie tylko niespotykanemu talentowi, ale również przynależności do partii komunistycznej.

W swej wcześniejszej książce Johnson bezlitośnie rozprawił się ze zmieniającym żony jak rękawiczki Russellem czy Sartre’em, który swoimi licznymi romansami przynosił upokorzenie swojej wieloletniej partnerce, ikonie feminizmu Simone de Beauvoir. Dla „Twórców” jest jednak o wiele bardziej łaskawy. O ile bowiem wydumane, oderwane od rzeczywistości idee nie przynosiły ludzkości żadnego pożytku, o tyle powieści Twaina i Hugo czy też obrazy Picassa wzbogacały światową kulturę.

Uwagę zwraca zaradność twórców. Turner czy Disney kierowali wielkimi przedsiębiorstwami dającymi pracę setkom ludziom. Niezwykle popularne powieści Wiktora Hugo przyniosły mu nie tylko bogactwo, ale również miejsce w parlamencie. Thomas Stearns Elliot parał się niedochodową poezją, ale potrafił zapewnić sobie utrzymanie, pracując w banku. Tiffany zgromadził majątek dzięki wytwarzanym przez siebie witrażom, a Dior uzyskał pozycję ikony mody dzięki wytężonej pracy. Obrazy Picassa cieszyły się przeogromnym powodzeniem, przez co ich autor został najbogatszym artystą w historii.

Losy „Twórców” są miłym przeciwieństwem dla „artystów” pokroju Doroty Nieznalskiej czy Katarzyny Kozyry, których twórczość – o ile można tak nazwać penisa na krzyżu jako symbol męskiego cierpienia czy też nakręcony z ukrycia film pokazujący nagich mężczyzn w łaźni – najczęściej zamiast ubogacać, irytuje swoją dosadnością i chęcią wywołania skandalu za wszelką cenę. Tym bardziej miło jest poczytać świetnie napisaną książkę o ludziach, którzy dzięki swojej ciężkiej pracy i wielkiemu talentowi wciąż żyją w swoich dziełach i pamięci kolejnych pokoleń.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.