
Izabella Janecka, urodzona w 1977 roku w Malborku to absolwentka wydziału Inżynierii Środowiska na Politechnice Warszawskiej. Jest członkiem Bemowskiego Towarzystwa Fotograficznego. Zawodowo zajmuje się zagadnieniami związanymi z ochroną środowiska.
Dlaczego Tybet?- Moja fascynacja Tybetem zaczęła się banalnie. Od amerykańskiego filmu „Siedem lat w Tybecie”. Głęboko poruszyła mnie filozofia życiowa Tybetańczyków, ich ogromny szacunek dla życia każdego stworzenia oraz umiejętność kroczenia drogą środka, nieprzywiązywanie się do rzeczy materialnych. Od tej chwili marzyłam o podróży do Tybetu, który był dla mnie miejscem, wciąż bardzo tajemniczym. Zaczęłam interesować się historią tego kraju, życiem duchowego i politycznego przywódcy Tybetu i chińską okupacją. Zaczęłam poszukiwać informacji, tak trafiłam na konferencję na temat praw człowieka w Chinach. Byłam wstrząśnięta ujawnionymi faktami. Zastanawiałam się, co może zrobić przeciętny człowiek, taki jak ja. Doszłam do wniosku, że o Tybecie mogę mówić. Mogę przybliżyć ludziom ten kraj, jego mieszkańców, ich religię i kulturę. Mogę włączyć się w poszerzanie świadomości przeciętnego Polaka. Tak naprawdę wielu z nas wciąż wie o Tybecie zbyt mało. Królują stereotypy, opierane na informacjach podawanych przez prasę i telewizję.
Czy podjęła Pani jakieś działania, aby przybliżyć ludziom kulturę tego miejsca?- Nawiązałam kontakt z Polskim Stowarzyszeniem Przyjaciół Tybetu. W celu przybliżania Polakom Tybetu postanowiłam zorganizować wystawę fotografii o Tybecie w swoim miecie. Stowarzyszenie nieodpłatnie wypożyczało zdjęcia z Tybetu. Niestety wystawa jeździła po Polsce. Była wypożyczona na najbliższy rok.
Jednak to wciąż były działania, w których nie brałam pod uwagę mojego wyjazdu do Tybetu. Wyjazd wciąż pozostawał w sferze marzeń ze względów bardzo prozaicznych: wysokie koszty, szczepienia ochronne, itd.
- Jak wiemy udało się Pani wyjechać, czego skutkiem jest wystawa fotografii. Jakie działania Pani podejmowała?- Przełomowe było dla mnie spotkanie z Katarzyną i Andrzejem Mazurkiewiczami, którzy zaszczepili we mnie chęć podróżowania. Ich pokazy slajdów, odbywające się regularnie w kinie Luna uświadomiły mi, że jest tyle ciekawych miejsc do odwiedzenia i można to zrobić przy niewielkim nakładzie finansowym. Na jednym z pokazów organizowanych przez Mazurkiewiczów, młodzi ludzie, którzy byli w Tybecie stwierdzili, że Tybet bardzo się zmienia i coraz bardziej przypomina już chińską prowincję. Usłyszałam wówczas, że trzeba się spieszyć, żeby znaleźć jeszcze trochę tybetańskiej kultury w Tybecie. Pospieszyłam się.
- Co najbardziej urzekło Panią podczas podróży?
- Przede wszystkim ludzie. Są niezwykli. Przyjaźni, uśmiechnięci, ciekawi otaczającego Świata. Pomimo surowego klimatu i nieprzyjaznej sytuacji politycznej zachowują optymizm.
Pielgrzymi, pasterze, koczownicy, mnisi...tworzą barwny tłum. Tybetańscy mężczyźni noszą szuby lub skórzane serdaki
i zawoje lub futrzane czapki na głowie, a kobiety - sięgające ziemi bezrękawniki przepasane kolorowym, pasiastym fartuszkiem i jasne kapelusze. Coraz częściej elementy tradycyjnych strojów łączone są z europejskimi...
Wspomniała Pani o pielgrzymach. Jak wyglądają ich wędrówki?- Wszechobecni pielgrzymi przebywają ogromne odległości, aby odbyć pielgrzymkę i oczyścić swojego karmana. Tłum pielgrzymów wędruje sobie tylko w znanym kierunku, kręcąc modlitewnymi młynkami i mamrocząc "Om mani padme hum!..." - "Bądź pozdrowiony (Buddo) w kwiecie lotosu..." i odmawiając male. Tybetańczycy z kolorowymi termosami dolewają roztopione masło z jaka do maślanych kaganków, palą zioła i kadzidło. Rozwieszają wszechobecne chorągiewki modlitewne, układają murki mani. Najgorliwsi przemierzają ogromne odległości, padając i wstając raz za razem, tak, jakby odmierzali odległość długością swojego ciała. Wstają, trzy kroki do przodu, znów padają, mruczą modlitwę i znów od początku. Po dotarciu na miejsce pielgrzymi padają na ziemię, wstają, mrucząc modlitwę, znów padają i tak wiele, wiele razy. Potem siedzą w malowniczych grupkach, pożywiają się i modlą.
Z czego utrzymują się Tybetańczycy?
- Tybetańczycy mieszkający w miastach (Lhasa, Gyantse, Shigatse) zajmują się przede wszystkim handlem. Można u nich kupić rękodzieło (szkatułki, biżuterię) i dewocjonalia (wizerunki Buddy, młynki modlitewne, mani, chorągiewki modlitewne). Są również kramiki z odzieżą i jedzeniem. Kwitnie również branża usługowa. Na ulicach można spotkać kramiki krawieckie, naprawy motocykli i inne. Spotkaliśmy również Tybetańczyków pracujących np. jako przewodnicy po Tybecie. Są to zazwyczaj młodzi ludzie, którzy kształcili się w Indiach i znają język angielski.
Poza dużymi miastami, na Płaskowyżu rozsiane są większe i mniejsze wsie i obozy koczowników. Ludzie Ci żyją w harmonii z otaczającą przyrodą. Hodują jaki, które są podstawą życia w Tybecie. Jaki dają mięso na stół, skóry i wełnę na odzież, nawóz na opał.
Jaką rolę pełnią mnisi w Tybecie?- Mnisi zawsze mieli w tym kraju uprzywilejowaną pozycję. Tworzą i pielęgnują najważniejsze wartości kulturowe. Mnisi odziani w czerwone szaty, szczególnie młodsi, znają język angielski. Turystów, którzy z całego świata przybywają oglądać ich klasztory traktują przyjaźnie, widząc w nich potencjalnych ambasadorów swojej kultury - bo to przecież właśnie od tych turystów świat dowiaduje się o tybetańskiej kulturze, o obyczajowej i historycznej odrębności Tybetu i o losie Tybetańczyków.
Od czego zaczęło się Pani umiłowanie do fotografii?
- Fotografią zainteresowałam się stosunkowo niedawno i wypłynęło to z mojej fascynacji Tybetem. W kwietniu ubiegłego roku odbyłam podróż życia na Dach Świata, jak się określa Tybet. Tam starałam się uchwycić w kadrze mojego aparatu najpiękniejsze miejsca, najcudowniejszych ludzi i najwspanialsze chwile. Zauważyłam, że za pośrednictwem zdjęć można opowiedzieć historię mieszkających tam ludzi i ich kraju. I to właśnie postanowiłam zrobić. Zachwyciło mnie jak uchwycone przez migawkę początkowo nieistotne scenki zamieniają się w obraz, by stworzyć barwną opowieść o Tybecie. Uwierzyłam, że przez przyjemne dla oka obrazy i ciekawy komentarz do każdego z nich mogę poruszyć sprawy ważne. Mogę zwrócić uwagę odbiorcy na trudną sytuację Tybetu i los jego mieszkańców. Fotografia już na zawsze będzie mi towarzyszyć, bo wiem, że za jej pośrednictwem mogę opowiedzieć Państwu wszystko.