Facebook Google+ Twitter

Tybet, czy Tybetański Region Autonomiczny?

Tybetańczycy chcą uwolnienia z jarzma Chin, odzyskania swojej kultury, zaprzestania kolonizacji ich ziem - Nie chcemy niepodległości, chcemy autonomii - mówi XIV Dalaj Lama.

http://commons.wikimedia.org/wiki/Image:Tibet_map.png / Fot. Zhou YiNajazd kamerą pokazuje rozwścieczony tłum. Kilku mężczyzn próbuje wyrwać żaluzję antywłamaniową z futryny sklepowej wystawy. Gdzieś z tyłu, kilku młodzieńców z chustami na twarzy próbuje zdemolować przystanek. Nie jest to zadyma po meczu piłki nożnej. Świadczy o tym obecność buddyjskiego mnicha, który sam próbuje złamać znak przystanku autobusowego. Znajdujemy się w Tybecie sprzed kilku dni. A raczej w przestrzeni medialnej stworzonej przez Chiny, celem przedstawienia ostatnich zamieszek w Tybecie. Jedyne co jest wiadome, to cenzura.

Widać wozy milicyjne, strzelające do protestantów z armatek wodnych. Jeden z protestantów zostaje rozjechany przez wóz milicyjny. Z tyłu słychać miarowy, narastający stuk, jakby setki werbli. Milicja szykuje się do ataku. Zwarty mur tarcz porusza się powoli do przodu. Tutaj również jedyne, co wiadome, to cenzura. To Polska.

Nie brałem udziału w żadnym z tych wydarzeń. Jednak myślę, iż obie demonstracje miały podobny wydźwięk. Tybetańczycy chcą uwolnienia z chińskiego jarzma, odzyskania swojej kultury, zaprzestania kolonizacji ich ziem. W Polsce najpierw robotnicy chcieli podwyżek, godnego życia, później wszystko zamieniło się w ruch wyzwoleńczy. Czy jednak sytuacja obu tłumów jest podobna?

My, Polacy nie mieliśmy swojego kraju przez setkę lat z okładem. Także byliśmy terenem autonomicznym, "Priwiślańskim Krajem". Ale tutaj sytuacja była inna. Środek Europy, łatwiej było o posłuch, łatwiej było znaleźć sojuszników. Dodatkowo zawsze byliśmy wojowniczym narodem. Tybetańczycy są w gorszej sytuacji geopolitycznej, ich religia skłania raczej do troski o tego, który ich zabija, niż do rzeczywistej walki. Przypomina mi się tutaj fragment wysłuchanego niegdyś wykładu o kulturze Tybetu. Wykładowca opowiadał o jedzeniu mięsa. Religia zabrania Tybetańczykom krzywdzić zwierzęta. Tutaj wykształciła się synergia z muzułmańskimi kupcami, którzy ubijali zwierzęta, dokonując himsy. Tybetańczycy kupując je, a potem jedząc, nie byli obarczeni już energią śmierci...

Popieram w pełni dążenia mieszkańców słynnego płaskowyżu do wolności, należy jednak przyjrzeć się realistycznie temu, co mogą wywalczyć. Wydaje mi się, że dopóki Chiny pozostaną światową potęgą produkcyjną, z wielomiliardowymi kontraktami międzyrządowymi, ciężko będzie pozostałym krajom naciskać Chiny. To już nie tylko groźba wojny. To także ryzyko zapaści ekonomicznej na całym świecie. Czy jesteśmy w stanie poświęcić dobro naszych rodzin sprawie Tybetu? Krzyki, aby zbojkotować Igrzyska Olimpijskie wydają mi się w takim wypadku nieprzemyślane. Nieprzemyślane, chociaż sam taki krzyk popełniłem.

Chiny są ogromnym narodem. Są w stanie przetrwać ciężkie czasy dzięki specyficznej, konfucjańskiej dyscyplinie ludności, wielkiej pokorze i temu, że nikt tam nie lubi "ciekawych czasów". Obecnie Tybetańczycy są mniejszością we własnym kraju. To jeszcze bardziej zmniejsza ich szanse na niepodległość. Czy ktoś z nas chciałby widzieć płacz chińskich kobiet wyrzucanych z własnych mieszkań, w trakcie koniecznej, w przypadku wyzwolenia Tybetu, akcji wysiedleńczej? Konieczność takich operacji po raz kolejny pokazują nam Bałkany, gdzie, jak w kotle, gotuje się od wielu pokoleń, zwłaszcza z powodu przemieszania narodowości.

Dlatego tak ciekawą wydaje mi się opcja Dalaj Lamy, zakładająca autonomię Tybetu. Przy założeniu, że rodzima kultura będzie miała swobodę rozprzestrzeniania się, przy odrobinie szczęścia, zamiast akcji "sinizacji" kultury, możliwy jest efekt "tybetyzowania". Takie zjawisko zwiększyłoby szansę na realną niepodległość w przyszłości.

Wracając do Igrzysk Olimpijskich... Tutaj także słyszałem ciekawą opcję. Zamiast bojkotować, może lepiej przyzwolić, z minimalnym bojkotem (chociażby ceremonii otwarcia). Poprzez Igrzyska Chiny będą musiały się chociaż trochę otworzyć. Media będą mogły zobaczyć troszkę więcej.

Na koniec zaznaczam, że Tybet nie jest jedynym narodem, który potrzebuje naszego wsparcia. Oprócz Tybetańczyków, tłamszeni w Chinach są m.in. muzułmanie, a prowincjo-krajem, mającym odwieczne problemy z groźbami Chin jest Tajwan. Pozwalając mediom wejrzeć do Chin poprzez pryzmat Igrzysk, może pomożemy i tym społecznościom. "Free Tibet!" i bojkot Olimpiady może zamknąć Państwo Środka na wiele lat, zwiększając represje. Na wojnę, czy embargo handlowe z Chinami nie ma co liczyć.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.