Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

2789 miejsce

"Tybetańczycy mogą się uczyć od Polaków". Rozmowa z Yeshim Lhosarem

"(...) gdy widzę Chińczyka, to mam przed oczami wszelkie zło wyrządzone Tybetańczykom. Nie jestem w stanie pozytywnie się do nich nastawić." - mówi Yeshi Lhosar - przewodniczący Społeczności Tybetańskiej w Polsce.

Pan Yeshi Lhosar na marszu z okazji 53. rocznicy powstania w Tybecie / Fot. Katarzyna BańborYeshi Lhosar to jeden z 32 Tybetańczyków zamieszkujących Polskę. Jest przewodniczącym Społeczności Tybetańskiej w Polsce. Pracuje jako lekarz w Warszawie.

Katarzyna Bańbor: Wyobraża sobie Pan przyjaźń z Chińczykiem?
Yeshi Lhosar: Nie, gdy widzę Chińczyka, to mam przed oczami wszelkie zło wyrządzone Tybetańczykom. Nie jestem w stanie pozytywnie się do nich nastawić.

Wiele osób wciąż nie zdaje sobie sprawy z tego, jak wygląda sytuacja w Tybecie.
Nadal jest ona niestety dramatyczna i ten dramat trwa od co najmniej 60 lat. Ostatecznie, chińska okupacja zaczęła się po nieudanym powstaniu 10 marca 1959 roku. Tybetańczycy są na tyle zdesperowani, że muszą uciekać się do takich form protestu, jakimi są samospalenia. Do tej pory 35 Tybetańczyków podpaliło się przeciwko chińskiej okupacji i polityce represyjnej Chińskiej Partii Komunistycznej.

Co kieruje osobami, które dokonują samopodpaleń?
Osoby, które się podpaliły żądają głównie wolności religijnej, powrotu Jego Świątobliwości Dalajlamy do Tybetu i przede wszystkim przestrzegania podstawowych praw człowieka.

Są inne formy protestu, mniej dramatyczne.
Do tej pory odbywało się wiele wielkich protestów, jak np. ten w 2008 roku przeciwko Olimpiadzie w Chinach. Tybet przed 10 marca (rocznica powstania tybetańskiego 10 marca 1959 r. -przyp. KB) wyglądał jak getto warszawskie, nie było sposobu, żeby się porozumieć czy przemieszczać, dlatego nie dało rady zorganizować ogólnotybetańskiego protestu. Tybetańczycy zdają sobie sprawę, że nie mają najmniejszych siłowych szans z Chinami. Samospalenia odbieram jako kulminację opresji, cierpień i nękań ze strony chińskiej. Przez brak zdecydowanego międzynarodowego wsparcia politycznego mogli już częściowo stracić nadzieję. Tym dramatycznym sposobem chcą zwrócić uwagę polityków świata, żeby bardziej się zaangażowali, aby cokolwiek w Tybecie się poprawiło.

Do czego wzywa władze chińskie demokratyczny rząd tybetański na emigracji?
Chce autonomii dla tradycyjnych prowincji Tybetu, czyli dla Amdo, Kham i Ü-Tsang. Muszę wyjaśnić, że to, co widzimy na mapie pod nazwą Tybetański Region Autonomiczny to sztuczny podział narzucony przez władze chińskie. W rzeczywistości Tybetański Region Autonomiczny to zaledwie 1/3 prawdziwego obszaru Tybetu.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (6):

Sortuj komentarze:

Gerard Stenc^
  • Gerard Stenc^
  • 27.05.2012 01:37

Proponuję Borusewicza...jest arcymistrzem w wypowiadaniu słów.Logika !!!

Komentarz został ukrytyrozwiń
bolek
  • bolek
  • 26.05.2012 21:27

od polakow maja sie co uczyc ale nie wyobrazam sobie czego mogli by sie nauczyc od rydzyka czy jara zbawiciela.ich nauka to ich koniec

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jak to czego? Skutecznych metod walki z komuną oczywiście. :) Tybetańczycy jak i my są narodem indywidualistów. Mają problem z dogadywaniem się między sobą taki jakiego my nie mieliśmy np tworząc Solidarność (tę prawdziwą) i razem występując przeciwko okupantowi. Mogą się też nauczyć jak przez lata kultywować w tajemnicy swoją tradycję narodową tak długo żeby przetrwała do momentu dogodnego do odzyskania niepodległości. Nam się to udało przez cały okres zaborów.

Komentarz został ukrytyrozwiń
MrKriss
  • MrKriss
  • 26.05.2012 10:59

Nie ma co liczyć na polityków, sami musimy coś zrobić. Niech wieść się niesie!

Komentarz został ukrytyrozwiń

Tybetańczyków w ogóle nie jest wielu. W momencie chińskiej inwazji liczyli sobie koło 6 milionów, a teraz jest ich około 4,5 mln, bo reszta została wymordowana przez okupantów. Tybetańczycy są bardzo miłymi, sympatycznymi ludźmi podobnymi z charakteru do Polaków, zresztą nie raz słyszałem ich wypowiedzi, że z całej Europy czują się u nas najbardziej jak u siebie.
Stosunek świata do tej sytuacji to nawet już nie jest hipokryzja. USA krytykuje Polskę za brak jakichś wolności, a planowa eksterminacja całego narodu przeprowadzana tak jak przez Hitlera wcale im jakoś nie przeszkadza...
Nasz minister też się nie popisał mówiąc o Tybetańczykach jako o mniejszości - to trochę tak jakby w czasie drugiej wojny nazywać Polaków pod okupacją mniejszością i uznawać wszystko za wewnętrzną sprawę Niemiec.

Komentarz został ukrytyrozwiń
Józefina Jagodzińska
  • Józefina Jagodzińska
  • 25.05.2012 23:24

Człowieku, a co to ma do rzeczy?

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.