Pozycja materiału w rankingach:
Wezwania do bojkotu olimpiady, która rozpocznie się w Pekinie nie przyniosło na arenie politycznej żadnych skutków. Pozostanie pytanie: czy mogliśmy zrobić coś więcej?
- Obecną sytuację ilustrują słowa Dalajlamy, który powiedział niedawno, że Tybetańczycy są jak misie panda - każdy chętnie pogłaszcze... i to by było na tyle - mówi Wiadomościom24.pl Adam Kozieł z Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka.
– Wyniki analiz doniesień prasowych, relacji niezależnych sprawozdawców i tez pojawiających się w raportach międzynarodowych organizacji świadczą o pogłębiającym się kryzysie praw człowieka w państwie organizującym tegoroczne Igrzyska – dodaje Karolina Grot. – Możemy mówić nawet o tym, że Igrzyska same w sobie stanowią źródło represji, a nie katalizator pozytywnych zmian. Przygotowania do igrzysk w Pekinie odbyły się kosztem chińskich aktywistów, dziennikarzy i prawników, którzy z narażeniem swojego zdrowia i życia dokładali wszelkich starań, aby głośno mówić o naruszeniach podstawowych praw i wolności obywateli Chin. Każdy, kto odważył się skrytykować władze, stając w obronie uciśnionych Tybetańczyków czy Ujgurów, przebywa w tej chwili w areszcie
Opinia publiczna w Polsce jest przykładem masowego popierania Tybetańczyków. O ile obywatele jednoznacznie podkreślają swoje stanowisko, o tyle rządzący już nie - w ciągu ostatnich kilku tygodni mogliśmy zobaczyć, że demokracja zajmuje się obecnie wyścigiem do chińskiego rynku. Zewnętrzna presja na Pekin, o ile można o takiej mówić, ma raczej charakter symboliczny, i trudno dać tu przykłady jakichś praktycznych rozwiązań, jeśli miało by chodzić o ochronę praw człowieka w Chinach. - Trzeba tu precyzyjnie oddzielić dwie płaszczyzny: publiczną i polityczną. Poparcie w Polsce w żaden sposób nie przekłada się na politykę (rządów - nie parlamentów, które też są "za", tyle, że nic z tego nie wynika), nie zmienia to jednak faktu, że nie ma innej drogi do serc i uszu rządzących, więc nawet jeśli takie działania wydają się nic nie wnosić - trudno wyobrazić sobie inną drogę. Nie pozostaje nic poza nadzieją i wiarą, że kropla faktycznie drąży skałę - komentuje polską reakcję na problem łamania praw człowieka w Tybecie Adam Kozieł.Zobacz także:
Artykuły
(16)
Galerie
(0)
Średnia ocen
(5.00)
Wiek: 26 | Miejscowość: Warszawa | Kraj: Polska
O mnie: Jestem praktykantem Wiadomości24.pl
Ostatnie artykuły autora:
Sortuj komentarze:
Jakub W. Świętochowski 08.08.2008 16:18
Dokładnie tak. Takie są realia. Popatrzmy na siebie. W XXI wieku nie można być wolnym człowiekiem - zupełnie. Ale znowu nie możemy popadać w jakąś skrajność. Nie wszscy przzeklinają swój los. Trzeba do czegoś dążyć.
Wolność pozwala nam wybierać produkty, owszem. Nie uwierzę jednak, że są takie osoby, które sprawdzają na wszystkim etykiety znamionowe i metki. Nie ma i nie będzie.
Nawet starszy pan potrafi rzucić peta na przystanku, byle gdzie i tyle. Za nim w ślady idzie setki osób. Bo mają to gdzieś. Jak stoję w Warszawie na przystanku Curtis Plaza otoczonego biurowcami, i widzę, że młodzi i starzy rzucają niedopałki wszędzie, gdzie popadnie, to normalnie łapy bym pourywał. Później opalaona paniusia mówi, że to, co dzieje się w Tybecie, to be. Nie widzi jednak ona, że to, co dzieje się na "podwórku" jest złe.
I tak to się toczy kołem od wielu setek lat... Puszkin kiedyś w liście do kogoś napisał takie fajne zdanie; była powódź, może w Petersburgu (nie wiem; nie ważne), napisał coś tego rzędu - "Wreszcie nasze panny będą mogły się podmyś". Panny z Petersburga czy Carskiego Sioła zawsze och i ach okazały się w jego oczach wcale nie takie wypielęgnowane. I tak jest do dziś: mówisz "tak", ale myślisz "nie".
To jest obłuda. To ludzkie.
Jakub W. Świętochowski 08.08.2008 11:51
Zgadzam się z Tobą, Asen.
Dlatego "wolny świat" jest w cudzysłowie.
Wolne społeczeństwo nie oszczędza na ręcznikach. Ono się przyzwyczaiło, że te ręczniki czy bielizna pościelowa jest po prostu tania. To już nie jest oszczędzanie, to produkt po takiej cenie. Nie zmieni tego nikt. Ludzie są okrutni i nie rezygnują ze swoich przyzwyczajeń, tylko dlatego, że gdzieś na świecie jest komuś źle i gnuśno.
To jest psychologiczna "dyfuzja odpowiedzalności". Jeśli Ja nie pomogę, to pomogą inni. I tak dalej. To jest smutne. To jest złe.
Krystyna Wierzbicka 08.08.2008 11:36
link
"Pomarańczowy znak solidarności z Tybetem"
Wielki zlot starych samochodów w Chudowie. Fotogaleria
(odsłon: +498)