Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

6160 miejsce

Tykająca bomba czyli trzeźwy alkoholik - cz.1

Jak niewiele potrzeba by przegrać swoje marzenia, jak trudno jest stanąć na nogi i jak łatwo stracić to co już było wygraną?

Jeśli używa się określenia najstarszy zawód świata w stosunku do zawodu sprzedawcy (Ewa Adamowi sprzedała pewną wizję) to każdy alkoholik może powiedzieć z kolei że posiada pracę do końca życia. Bo bycie alkoholikiem to ciągła praca nad sobą ,to ciągła świadomość bycia nim. Jesteś jak górnik czy też saper który każdego dnia wierzy że wróci do domu. Czasami jednak niektórzy nie wracają. O czymś zapomnieli. O zasadach bezpieczeństwa, zadufani w swoim doświadczeniu zdjęli kask ochronny z głowy, nieostrożnie zbliżyli się do niebezpiecznego miejsca, chcieli się popisać przed innymi lub też udowodnić coś samym sobie. Zapomnieli po prostu kim są. Już jakiś czas wszystko było w porządku. Sprawy zaczęły się ładnie prostować. Po ciężkiej pracy nad sobą zauważyłeś zmiany w samym sobie i swoim otoczeniu i nagle… wracasz do punktu wyjścia. Podpaliłeś lont i stało się. Bum.

Jak doszło do tego że w końcu sam nazwałeś się alkoholikiem i przyznałeś rację innym?
Opowiem ci jak może wyglądać taka droga. Jeśli znajdziesz w tej opowieści analogie do swojej osoby to nie do końca jest to przypadek. Wiele zdań które tu padną wpisuje się w opisy życia osób, które mają podobny problem, choć jeszcze się łudzą że ich to nie dotyczy. W Poznaniu jest grupa AA która nazywa się Lustro. Niejeden może zobaczyć siebie jak w lustrze w tym co inny mówi o sobie.

A zaczyna się różnie i czasem nic nie zwiastuje zagrożenia. Historia może zacząć się np. tak. Jest ciepły lipcowy wieczór. Nad brzegiem cichego, delikatnie falującego jeziora wpatrzony w księżyc chowający się za chmury, rozmyślasz o swojej przyszłości. Postanawiasz skończyć dobre studia, po to żeby mieć lepiej w życiu niż miał twój ojciec. Mówisz sobie że będziesz miał cudowną rodzinę o którą będę się troszczył. Zbudujesz dla niej dom. I że będziesz lepszym przykładem dla swych dzieci niż był twój ojciec. Postanawiasz po prostu być dobrym człowiekiem. Masz wtedy 18 lat. Jesteś młodym zdolnym, wysportowanym bez jakichkolwiek nałogów człowiekiem. Chcesz naprawdę to wszystko osiągnąć.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (9):

Sortuj komentarze:

prawdtiwa wolnosc to wlasnie prawo wyboru a wtedy nie ma wyboru

Komentarz został ukrytyrozwiń

nie znam zej choroby ale mysle ze luzie uzaleznieni od czegokolwiek maja poroblem aby zaakceptowac fakt ze mozna zyc bez czegos tam , im sie wydaje ze cos im zostanie zabrane ,nie rozumieje ze zyskuja uwazaja ze traca i tego mitu nie umieja obalic

Komentarz został ukrytyrozwiń

Bardzo potrzebny i trafiony artykuł. Ale pewne sformułowania takie jak "menel dworcowy" czy "właściwa strona" troszeczkę mnie intrygują. No i tak jak już wcześniej napisałem pod innym artykułem. Każda droga jest dobra byle skuteczna. Bo przecież chodzi o to by być trzeźwym. Pozdrawiam.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeszcze jedno Tomaszu,

To, że mówię, że nie mam złudzeń, to stan na dziś. Jutro złudzenia mogą się pojawić. Tego też jestem świadom.
Weryfikacja będzie prosta. Albo sięgnę po kieliszek, albo nie.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Nie o metodę chodzi. Każda ma zwolenników i zagorzałych przeciwników. Są tacy którzy sami powiedzieli sobie dość i to wystarczyło i tacy którzy próbowali wszystkich zalecanych metod i nadal szukają rozwiązania i tacy którzy skorzystali z jednej i ta od razu zadziałała. Czy można odróżnić alkoholika od pijącego który twierdzi że nim nie jest. Przecież wiesz że można i nie byłoby tysięcy publikacji na ten temat precyzyjnie nazywających rzecz po imieniu gdyby nie było można.To że trudno jest nam czasami zauważyć to patrząc z boku to nie znaczy że nie można.A to że alkoholik z kolei często twierdzi że nim nie jest to główna przyczyna jego długiego późniejszego procesu zdrowienia lub też całkowita nie możliwość pomocy jemu.I dobrze wiesz że nie o sposób picia, jakość i ilość spożywanego alkoholu tu chodzi.
W kolejnych częściach poruszę na pewno temat czy już alkoholik i czy można to zdefiniować.
Poruszę również temat interpretacji - jestem bezsilny wobec alkoholu i przestałem kierować własnym życiem.
Przyznanie się do bezsilności to jeszcze przechodzi ale nie zrozumienie tego że nie potrafię kierować swoim życiem to dopiero wyzwanie do myślenia.
Bardzo dziękuje Arturze za komentarze i zachęcam już do czytania kolejnych części.
Opowiem

Komentarz został ukrytyrozwiń

Dokładnie kluby AA są bardzo skuteczne, tym bardziej, jak bardzo c h c ą tego ludzie którzy tam przychodzą. Nikt nie zwalczy nałogu bez użycia własnej woli. Trzeba chcieć!

Komentarz został ukrytyrozwiń

Tomaszu,

Na Twoje pytania, czy można, jest odpowiedź. Tak, można.
Na pytanie, czy można nie, jest odpowiedź. Tak, można nie.

Pozostaje "szczegół". W jaki sposób można nie.

Jednego jestem pewien. Nie mam żadnych złudzeń. Że jakoś to będzie. Wiem DOKŁADNIE jak będzie, gdy zacznę pić.

Piszesz, że alkoholik to tykająca bomba. To są tylko i aż słowa. Którym nadaje się określone znaczenie. Alkoholik, tykająca, bomba. Ja mogę stwierdzić, że nie jestem alkoholikiem. I co z tego? Nic. Takie samo nic, jak powtarzanie jak mantrę, ja alkoholik... To są metody, techniki. Umiesz postawić precyzyjną granicę między alkoholikiem i nie alkoholikiem ? Rzecz rozgrywa się w naszych umysłach. Powtarzam, nie mam złudzeń związanych z alkoholem.


Jeszcze raz chciałbym być dobrze zrozumiany. Jeśli ktoś zwróciłby się do mnie o pomoc, bez wahania zaprowadziłbym go na spotkanie AA. Bo to jest statystycznie sprawdzalna metoda. Ale nie gwarantująca i nie jedyna.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Henryku jeśli choć jednej osobie pomogę to warto.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Tomaszu! Podjąłeś się prawdziwego wyzwania. Domyślam się, że poruszasz własny temat, mam tylko nadzieję, że życie trochę Cię utwardziło i poradzisz sobie z uwagami jakie się tu mogą pojawić. Też miałem z tym problem, ba czasem nadal mam, mnie jednak udało się nie wdepnąć do końca w to gówno. Nigdy nie miałem ciągów i starałem się nie krzywdzić rodziny. Niemniej ciężko mi pisać o tym, że niewiele brakowało...
Najskuteczniejszym sposobem jest wyrwać się ze środowiska, w którym się pije. Ja zmieniłem pracę i to wystarczyło. Na szczęście nie musiałem odrabiać strat, bo ich nie poniosłem, nie doszedłem bowiem do etapu w którym "muszę wypić". Z tego też powodu nie jestem tym "kiszonym ogórkiem" który już nigdy nie będzie świeżym.
Pozdrawiam.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.