Facebook Google+ Twitter

Tyle staroci dooKoła

Bazar na Kole. Przedwojenny zabytek, zaułek romantyzmu, skarb dla miłośników rupieci. Trzeba tu przyjechać rano w niedzielę. Najlepiej wehikułem czasu, nie zwyczajnym tramwajem. Tu przedmioty biorą ludzi w posiadanie, nie na odwrót.

Przechodnie oglądają albumy z pocztówkami i zdjęciami sprzed obydwu wojen, pokaźne klasery ze znaczkami, ryciny kwiatów oddzielone pożółkłymi ze starości bibułkami. Zanurzają ręce w szkatułkach, w których pierścienie i broszki dawnych dam ożywają na nowo. Można tu zobaczyć radia z lat sześćdziesiątych, stare, odrapane puszki po kawie, zaśniedziałe, mosiężne figurki jeleni, baletnic. Są skrzypce, które przeżyły swojego właściciela, skórzane torby w kolorze jasnej, ciepłej ochry, pierwsze maszyny do szycia, ołowiane żołnierzyki. Ludzie są zaczarowani, dotykają, wypytują. Obracają w rękach zwierciadła, wprawiają w ruch wiekowe pozytywki.
Mandolina, która wisi obok skórzanej torebki, ma ponad dwieście lat. / Fot. Joanna Flisiuk
- Ja te wszystkie zabaweczki kocham - mówi pan Grzegorz, sprzedawca - pasjonat. Daje mi do rąk mandolinę. Jej pierwsza melodia wydobyła się spod palców jakiegoś włoskiego grajka ulicznego ponad dwieście lat temu. Pan Grzegorz ma swój pawilon, pozwala mi wejść do środka i rozejrzeć się. Tuziny skórzanych walizek, półotwartych, ułożonych jedna na drugiej. Piętrzą się pod sam sufit. Na zewnątrz pokazuje mi moskiewskie uszatki, mundury wojskowe, albumy. Jest nawet kombinezon astronauty.

Stary Druh między obrazkiem Matki Boskiej i albumami ze zdjęciami. / Fot. Joanna FlisiukWłaściciel tych wszystkich skarbów w niedziele wstaje o trzeciej nad ranem, aby na Kole być już o czwartej i móc na spokojnie swój towar rozłożyć. Wcale nie chodzi o to, żeby przedmioty były dobrze wyeksponowane. Ich urok mówi sam za siebie. Po prostu szpargałów jest takie mnóstwo, że potrzeba wiele czasu, aby je wyjąć i jako tako poukładać. Pan Grzegorz handlował od dziecka, podróżował. Ostatnim razem był w Nowej Zelandii. Mówi, że uciekał z kraju trzy razy, ale zawsze wracał.
- Gdyby nie te moje zabaweczki, to już bym tam został - opowiada jednocześnie dając mi do ręki skórzany pokrowiec z napisem Druh. - Wczoraj go zdobyłem. Pierwszy polski aparat. Jak ktoś na komunię dostał takiego Druha, było to lepsze niż zegarek.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (5):

Sortuj komentarze:

Każdy tam znajdzie coś dla siebie... a handlujący muszą bajerować.

Komentarz został ukrytyrozwiń

bazar staroci to jak internet jest tam prawie wszystko
trzeba umiejętnie oglądać stragany / witryny internetowe/ by wyłowić interesującą rzecz
kiedy przestaną istnieć bazary jak wchłonie je Alegro ?

Komentarz został ukrytyrozwiń

Ciepło i ładnie opisane - od razu wciąga taki sympatyczny klimat:) Chciałabym, żeby było trochę dłużej:)

Komentarz został ukrytyrozwiń

Uwielbiam klimat takich targów , bowiem jako miłośnik staroci, zawsze coś dla siebie tam znajdę. Co do gadki szmatki - zgadzam się w stu procentach. Mnie udało się nabyć przepiękną, porcelanową wazę za jedyne 2 złote. Faktyczna wartość tego cudeńka na rynku kolekcjonerskim - około 200 zł. Ale to była czysta fucha. Pozdrawiam!

Komentarz został ukrytyrozwiń

Ten Pan . by nie wyrzucił starej koronki, ale sprzeda. Na jedno wychodzi , bo się jej pozbywa, a więc fałszywy to szacunek.
taka gadka szmatka.
Ale materiał fajny, szkoda, że tak mało fotek.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.