Facebook Google+ Twitter

Tyłem do przodu – czyli współczesne polskie kino rozrywkowe

My chodzimy na czeskie komedie, a czy Czesi chodzą na nasze? Odpowiedź nasuwa się jedna i niestety nie jest miła, ale czy zastanawiałeś się kiedyś kinomanie dlaczego tak się dzieje? Poniższe rozważania spróbują odpowiedzieć na to pytanie.

Często czytamy w prasie, słyszymy w telewizji czy nawet od znajomych, że polskie kino rozrywkowe stoi na żenująco niskim poziomie i nie prezentuje wysokich walorów artystycznych. Narzekamy na słabe scenariusze, grę aktorską, brak ciekawych pomysłów. Ale czy kiedykolwiek ktoś z nas zastanowił się dlaczego produkujemy masowo słabe komedie romantyczne? Czy naprawdę polski widz nie zasługuje na choćby odrobinę zaufania i zaproponowaniu mu rozrywki, która nie będzie uwłaczała jego inteligencji i zmysłowi estetyki?
kadr z filmu "Dodek na Froncie" / Fot. Fot. materiały prasowe
Zapewne wiele już na ten temat napisano, ale nikt chyba dotąd nie starał się zgłębić przyczyny obecnego stanu rzeczy w polskiej kinematografii (przeznaczonej dla szerokiej publiczności) . We wszelkich polemikach i felietonach pojawiały się co prawda argumenty o braku funduszy i dobrych scenariuszy lub cytowane były hasła twórców, że „dajemy publiczności to czego chce”, ale dla mnie są one nie trafione, bo jakoś dziwnym zbiegiem okoliczności, powstają u nas (mało, bo mało, ale...) dobre filmy, dzieła, które ogląda się z przyjemnością a nie z wyrazem zażenowania na twarzy (Dzień Świra, Wesele, Lejdis). Najważniejszym i, co najgorsze, w ogóle nie branym pod uwagę argumentem w polemice na temat kondycji polskiego kina rozrywkowego jest brak rozwoju powodowany ślepym i bezkrytycznym zapatrzeniem w przeszłość. Polskie kino nie zerka w przeszłość, aby się uczyć czy wzorować (czy to na błędach czy sukcesach), ale zachowuje się jak ktoś, kto idzie tyłem do przodu, a przez to: a) potyka się o byle przeszkody rozbijając sobie głowę, b) idzie tempem żółwia zostając daleko w tyle za szybko oddalającym się peletonem (w tym przypadku światową kinematografią).

Dla lepszego zobrazowania powyższej tezy skupię się na kilku porównaniach polskiej kinematografii na zasadzie: „wczoraj” (lata 30. XX w.) i „dziś” a jako, że wcześniej wspomniałem o funduszach i pomysłach tak więc dalej pójdę tym tropem. Oczywiście pozostaję w obrębie gatunków przeznaczonych dla szerokiej publiczności aczkolwiek zawęziłem nieco moje rozważania do jednego gatunku - komedii.

Branża. Pojęcie używane w polskiej kinematografii międzywojennej na określenie grupy zawodowej producentów oraz kiniarzy (właścicieli kin), a także właścicieli hal zdjęciowych, laboratoriów oraz wypożyczalni filmowych. W większości byli to ludzie nieprzygotowani do zawodu, dostrzegający wyłącznie jego finansowy aspekt.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (1):

Sortuj komentarze:

Zacytowałbym ;) Charlesa Bukovskiego kiedy zapytano go czy lubi chodzić (na miasto) na imprezy?

Odpowiedział: (NIE, nigdy tego nie lubiłem, głupole spotykają się z głupolami i to wszystko i niech się spotykają) ja mam co robić.

Ja też;-) sztucznie podkręcany obraz bezmózgowego społeczeństwa, skoro bezmozgowe ;) to porobimy im filmy o nich samych, o tępych bezmózgowcach niech zobaczą jacy są śmieszni.

Myślę, że inteligentny przekaz, refleksyjny metafizyczny wręcz zatrzymał się na TRZECH KOLORACH Kieślowskiego.

Umarł król, umarła pewna epoka,

reszta sama się dorżnie,,,

Duży PLUS;-)

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.