Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

1840 miejsce

Tylko 5 proc. zmarłych Polaków ulega kremacji

  • Źródło: Dziennik Bałtycki
  • Data dodania: 2006-11-04 10:43

Jedni mówią o mistycznej wartości ognia, który oczyszcza i sprawia, że ciało zmarłego nie ulega rozkładowi. Inni - o ekonomii, bo urna zajmuje niewiele miejsca, jeden grób pomieści ich nawet kilkanaście.

Urna z prochami. Fot. AKPAJeszcze inni - o wygodzie, bo jeśli złożona zostanie w kolumbarium, to ani o postawienie nagrobka nie trzeba się martwić, ani o sprzątanie. A tym samym – fatygować tych, którzy zostali i opłakują.

Jarosław Kammer, prezes Przedsiębiorstwa Produkcyjno-Usługowego „Zieleń” sp. z o.o. w Gdańsku, określa to krótko:
- Kremacja jest higieniczna, estetyczna i tania.
Nic dziwnego, że w świecie staje się coraz bardziej popularna. W Japonii spopiela się 93 proc. zmarłych, w Czechach i krajach skandynawskich – blisko 70 proc., w Europie Zachodniej – ok. 50 proc., w USA – 36 proc.
W Polsce ten współczynnik wynosi zaledwie 5 proc. Mimo że – jak wynika z przeprowadzonych przez CBOS w 2001 roku badań – ponad 40 proc. Polaków nic przeciwko kremacji nie ma.
– Nie akceptują takiej formy pochówku mieszkańcy Podkarpacia i tzw. Ściany Wschodniej, zwłaszcza północnej części województwa mazursko-warmińskiego – mówi Wojciech Krawczyk, dyrektor biura Polskiego Stowarzyszenia Kremacyjnego, Administratorów Cmentarzy i Przedsiębiorców Pogrzebowych. – W innych regionach Polski coraz więcej osób się do niej przekonuje. W Wielkopolsce spopielany jest co szósty-siódmy zmarły, w Warszawie – co dziewiąty. Ale część z nich pochodzi z innych miejscowości. Tych, w których krematoriów nie ma, np. w stolicy często spopiela się mieszkańców Łodzi. Z 1000 zmarłych łodzian, 115 ulega kremacji.

W grobie lub kolumbarium

Krematoriów mamy w Polsce tylko osiem, choć nawet w niewielkiej Holandii jest ich 70, a w całej Europie – 1000. Niebawem jednak powstaną dwa kolejne. W tym jedno – na cmentarzu katolickim. Budowa kolejnych planowana jest w Zielonej Górze i Gdyni. Być może uda się to też w Krakowie i Bydgoszczy, jeśli ucichną spory związane z lokalizacją inwestycji. Nawet w miastach położonych przy wschodniej granicy, gdzie liczba kremacji jest znikoma, coś się zmienia. Ostatnio powstały kolumbaria w Lublinie i Białymstoku.

Pierwszy był Poznań. To tu, w starym jeszcze piecu Akademii Medycznej firma pogrzebowa „Uniwersum”, w latach 1985-92 skremowała kilkaset osób. W 1993 roku, znowu jako pierwsza w Polsce, zbudowała nowoczesną spopielarnię. Skremowała w niej ok. 21 tys. osób.
Potem były Ruda Śląska i Warszawa. Jako ostatni – Szczecin.

Gdański zakład kremacji przy ul. Srebrniki powstał w czerwcu 2002 roku. Pierwsza skremowana osoba – to kobieta, rocznik 1914, przyczyna śmierci (jak wynika z zapisków w księdze kremacji) – starość. Jej prochy pochowane zostały na cmentarzu w Łodzi. Kolejne spopielone ciała trafiają głównie na trójmiejskie nekropolie.

Urnę z prochami można „dochować” w istniejącym już grobie lub rodzinnym grobowcu na cmentarzu, można umieścić w kolumbarium. Takiej ścianie z niszami, przykrytymi granitowymi tablicami.

- Mamy tych nisz już 960, w każdej mieszczą się dwie urny – informuje Jerzy Buczkowski, kierownik zakładu kremacji.
Na niektórych tablicach, oprócz imienia i nazwiska widnieje tylko data urodzenia. Te nisze na razie są puste.
- W większości wykupiły je osoby, które mają dzieci gdzieś w świecie i nie chcą im w przyszłości sprawiać kłopotu – tłumaczy prezes Kammer. – Bo tu nie trzeba biegać z grabkami i konewką. Wystarczy zapalić znicz, postawić kwiaty. Sprzątaniem zajmują się nasi pracownicy.

Steruje komputer

Sala podglądowa. Kilkanaście krzeseł, dyskretna muzyka. To tu zbierają się żałobnicy, jeśli chcą przy wprowadzaniu trumny do pieca krematoryjnego być obecni. Ten moment obserwują przez okno, zwykle zasłonięte zieloną żaluzją. Wierzący modlą się, odmawiają różaniec, przeważnie z udziałem kapłana. Potem zielona żaluzja opada.
- Proces spalania trwa ok. dwóch godzin – wyjaśnia Jerzy Buczkowski. - Ciało w trumnie poddawane jest działaniom bardzo wysokiej temperatury, wynoszącej od 750 do 1200 stopni Celsjusza. Ale nie płomieniom, jak przypuszczają niektórzy.
Trumny przeznaczone do spalania muszą być ekologiczne, a więc z nielakierowanego drewna lub wikliny. Pozbawione metalowych i plastikowych ozdób. Nie wolno do nich wkładać ulubionych maskotek, napojów i telefonów komórkowych, bo baterie mogą eksplodować. Z tego też powodu zmarły nie może mieć wszczepionego rozrusznika serca.
W gdańskim krematorium są dwa piece TABO szwedzkiej firmy Bovin, sterowane komputerowo. Dotykowy kolorowy ekran stoi na biurku kierownika zakładu.
- Piec podłączony jest modemem z producentem w Szwecji – mówi prezes Kammer. – Tylko on ma kody dostępu, w każdej chwili może sprawdzić parametry. Potem dane dotyczące przebiegu kremacji przechowywane są w normalnym komputerze, mogą się z nimi zapoznać np. inspektorzy ochrony środowiska.
Piece są olejowe. Przy jednej kremacji zużywa się ok. 30 litrów paliwa.
Ostudzone prochy pracownicy zakładu umieszczają w urnie o pojemności 2,5 – 3,5 litra. Przekazują ją krewnym zmarłego, wraz ze świadectwem kremacji.
Urnę można wybrać w siedzibie „Zieleni”. Na półkach stoją naczynia ceramiczne, mosiężne, drewniane. W kształcie wazonów, amfor, szkatułek, malutkich trumien. Z emblematami górniczymi i kotwicami. Dla górnika i marynarza. Dla sportowca może być czarno-biała piłka, dla naukowca - książka albo i cały księgozbiór.

Kościół dopuszcza

Spopielanie zwłok znane jest ludzkości już od neolitu. Ale to było dawno. W czasach współczesnych, pomijając takie religie jak hinduizm czy buddyzm, gdzie kremacja jest jedyną dopuszczalną formą pochówku, wielkie religie monoteistyczne jej nie akceptowały. Niedopuszczalna jest w islamie i judaizmie, wieki całe była odrzucana przez chrześcijan.

Jeszcze w 1926 roku Święte Oficjum grzmiało, że kremacja jest przeciwna nie tylko chrześcijaństwu, ale także wrodzonemu poczuciu pietyzmu względem zmarłych. Do czasów II Soboru Watykańskiego Kościół katolicki uważał, że ciała należy chować w poświęconej ziemi, a nie palić. Było to reakcją na kremację wybieraną jako protest przeciw wierze w zmartwychwstanie. Ale w 1963 roku zakaz został uchylony i ograniczył się do „tych, którzy praktykują kremację kierując się niekatolickimi intencjami”.

- A więc czynią to z pogardy dla wiary – tłumaczy ksiądz Bernard Zieliński, proboszcz z parafii św. Antoniego w Gdańsku. – W takim przypadku kapłan odmawia katolickiego pochówku.

Postanowienia z 1963 roku podtrzymuje Nowy Kodeks Prawa Kanonicznego z 1983 roku. Kanon 1176, par. 3, mówi: „Kościół usilnie zaleca, by pobożny zwyczaj grzebania zmarłych w ziemi był przestrzegany, jednakowoż nie zakazuje kremacji, o ile nie została wybrana z pobudek przeciwnych nauce chrześcijańskiej”. Stanowisko to potwierdził papież Jan Paweł II, zaakceptowały je także inne inne kościoły chrześcijańskie skupione w Polskiej Radzie Ekumenicznej.

Duchowni podkreślają, że spopielenie ciała ludzkiego nie sprzeciwia się żadnemu dogmatowi, żadnej prawdzie wiary. Przecież sam Bóg powiedział: „Wrócisz do ziemi, z którejś wzięty, boś jest prochem i w proch się obrócisz”. Oznacza to, że Bóg swoją mocą sprawi, iż dusze z powrotem ożywią proch, w który rozpadło się ludzkie ciało.

Ważne, by urnę z prochami otoczyć właściwym szacunkiem, a pogrzeb odprawić godnie, z zachowaniem przepisów liturgicznych.

- Wiele razy uczestniczyłem w urnowych pochówkach – mówi ksiądz Zieliński. – Około dziesięciu pogrzebów odbyłem w gdańskim kolumbarium, ale bywałem też na cmentarzach, gdy urnę składano do istniejącego już grobu. Zawsze symbolicznie posypywałem ją ziemią, tak jak trumnę. Modliłem się także – wraz z rodziną zmarłego – przed wprowadzaniem trumny do pieca krematoryjnego.
Kościół wymaga, by urna spoczęła w poświęconym miejscu, na cmentarzu lub w kolumbarium. Dlatego sprzeciwia się rozsypywaniu prochów „na wietrze”.
Takich pomysłów, choć z innych pobudek, bo w oparciu o przepisy ustawy o cmentarzach i chowaniu zmarłych z 31 stycznia 1959 roku, zakazują też urzędnicy.

Na wietrze i morskiej fali

Niektórzy nie chcą grobów i nisz w kolumbarium. Polarnik prosi, by jego prochy bliscy rozsypali nad lodowcem. Miłośnik gór zapowiada, by przyjaciele stawili się z urną na Kondrackiej Przełęczy. A Lucyna Legut, aktorka i pisarka, zobowiązuje innego aktora do rozsypania jej spopielonych szczątków w grzybnym lesie na Kaszubach.

- To niezgodne z prawem – uprzedza Jarosław Kammer, prezes zarządu PPH „Zieleń” sp. z o.o. w Gdańsku. – Ludzkie prochy mogą spocząć tylko w miejscach do tego przeznaczonych, a więc na cmentarzach, w grobach ziemnych, murowanych lub katakumbach i kolumbariach.

Jerzy Buczkowski, kierownik zakładu kremacji, sięga do księgi kremacji. Pokazuje rubryki, które trzeba wypełnić. Jedna z nich – to miejsce pochówku urny. Ta rubryka nie może być pusta. A lasu grzybnego wpisać się nie da.

W „Zieleni” można zobaczyć pismo z Departamentu Administracji Publicznej w Ministerstwie Spraw Wewnętrznych i Administracji, z sierpnia 2003 roku, które objaśnia, że nawet morski pogrzeb nie zawsze jest dopuszczalny. A cóż dopiero, gdy prochy miałby rozwiać wiatr…

Pismo jest dosyć mętne, najeżone artykułami i ustępami. Tej samej, archaicznej już, bo z 1959 roku, ustawy o cmentarzach i chowaniu zmarłych. Nowa, niestety, wciąż nie została uchwalona. A ta obowiązująca mówi np., że nawet morski pochówek możliwy jest tylko w ściśle określonych przypadkach. A więc, gdy dana osoba zmarła na pełnym morzu i okręt nie może w ciągu 24 godzin dobić do brzegu. I skupia się w zasadzie na „zatopieniu zwłok”, z uwzględnieniem wskazań sanitarnych i wojskowych.

Istnieją jednak firmy, organizujące morskie pogrzeby, także osób cywilnych, które potrafiły urzędnikom dowieść, że przepisów nie łamią. A spopielone szczątki mogą być rozsypane po morzu lub zatopione w specjalnej ekologicznej urnie, która rozpuszcza się po 1,5 godz.
To piękna ceremonia. Jacht, z bliskimi zmarłego na pokładzie, odpływa kilkanaście mil od brzegu. Kapitan ustawia statek pod falę, pracownik firmy pogrzebowej otwiera urnę z prochami, krewni rzucają do wody kwiaty. Jacht okrąża trzykrotnie miejsce pochówku, przy sygnale syreny i odpływa.
Usługa kosztuje 3 tys. zł brutto (plus koszt kremacji), a rodzina otrzymuje zaświadczenie, na jakiej szerokości geograficznej odbył się pogrzeb. Pierwszy taki pochówek zorganizował w Polsce Zakład Pogrzebowy Ewy i Lecha Łosiów ze Szczecina, w 2001 roku. W Trójmieście takie usługi świadczy firma Navimor Yachting.
A wracając do ustawy i rubryk w księgach kremacji: Gdyby tak prześledzić wszystkie zapiski w całej Polsce, wyszłoby, że ok. pięć procent urn z prochami gdzieś znika. Może stoją na kominku, może prochy rozwiał wiatr…
Irena Łaszyn

Dawno temu w Gdańsku

Pierwszy był Jacob Grimm, autor baśni i członek Berlińskiej Akademii Nauk. Już w 1849 roku, na łamach niemieckiej prasy, wyraził wolę spopielenia zwłok. Tą publikacją wywołał burzę i powszechny sprzeciw, budowy krematorium nie doczekał. Zmarł w roku 1863. Pierwsze europejskie krematorium powstało dopiero w 1876 roku, w Mediolanie, po nim pojawiły się kolejne. Na terenie Niemiec – już dwa lata później. W roku 1914 do pierwszej kremacji zwłok doszło w Gdańsku, w podziemiach budynków przy ul. Traugutta (dawniej – St. Michaels Weg). Gdy, w roku 1918, postanowieniem Traktatu Wersalskiego, utworzone zostało Wolne Miasto Gdańsk, ówczesna administracja miasta postanowiła działalność kontynuować. A przy Targu Siennym ulokowało się Gdańskie Stowarzyszenie Kremacyjne „Flamme”, czyli Płomień, które pilnowało procedur. Dziś po dawnym krematorium, pierwszym na ziemiach polskich, nie ma śladu, pod koniec lat 80. XX wieku unikatowe piece zostały rozebrane.

Kremacja jest tańsza

Pracownicy zakładów pogrzebowych przekonują, że pochówek urnowy jest tańszy od tradycyjnego średnio o 15 proc. Ale zauważamy to w zasadzie dopiero po podliczeniu wszystkich kosztów, także tych związanych z postawieniem nagrobka (od 2 tys. zł) i dalszym utrzymaniem grobu na cmentarzu. Kremacja kosztuje wprawdzie 700 zł, a wykupienie niszy w kolumbarium 2675 zł, ale w tej cenie jest już opłata za miejsce, opłata eksploatacyjna (a więc np. codzienne sprzątanie) i granitowa tablica. Jeśli urnę składamy do grobu ziemnego, część opłat jest podobna: • miejsce na cmentarzu 173 zł • opłata eksploatacyjna 780 zł • wykopanie grobu – 210 zł w przypadku urny i 380 zł (najtańsza wersja) w przypadku trumny, ubiór zmarłego ok. 200 zł • wynajęcie kaplicy 70 zł.

Inne koszty:
- Przy pochówku tradycyjnym
• trumna od 1100 zł do 3000 zł (ale bywają też, ręcznie malowane, za kilkanaście tys. zł)
• transport zwłok z chłodni na cmentarz 200 zł
• nagrobek od 2 tys. zł do 10 tys zł

- Przy pochówku urnowym
• drewniana nielakierowana trumna ok. 500 zł
• urna od 200 zł do 1100 zł

Co dwudziesty

Jak wynika z danych zebranych przez Polskie Stowarzyszenie Kremacyjne, Administratorów Cmentarzy i Przedsiębiorców Pogrzebowych, w 2005 roku w ośmiu polskich krematoriach wykonano 16 283 kremacje. Jest to o 11,3 proc. więcej niż w roku poprzednim. Oznacza to, że co 20. zmarły Polak poddany został spopieleniu. Od 15 sierpnia 1993 roku, kiedy to uruchomiono pierwsze polskie krematorium w Poznaniu, do 31 grudnia 2005 roku, skremowano w polskich spopielarniach ok. 90 tys. zmarłych. W Gdańsku, w ciągu czterech lat, skremowano ponad 4100 osób.

Gdy cząstkę zmarłego chcesz nosić na palcu

Diament Pamięci, czyli kryształ z popiołów

Zaczęło się, jakże by inaczej, w Ameryce. W 2001 roku w Stanach Zjednoczonych powstała firma, która pozwala bliskim zmarłej osoby zachować jej cząstkę na wieki. Nie tylko w sercu. Wychodząc naprzeciw oczekiwaniom rodzin, którym tradycyjne formy pochówku wydawały się zbyt ubogie i nie do końca honorujące tego, który odszedł, pracownicy LifeGem postanowili stworzyć niepowtarzalny symbol pamięci. Po trzech latach intensywnych badań, udało się im wyprodukować specyficzny kamień: Diament z węgla pozyskanego z ludzkich prochów. Osadzony w pięknej jubilerskiej oprawie, można nosić na palcu, zawiesić na szyi lub zamknąć w równie cennej szkatule.

To klient decyduje, jak wielki i kosztowny (wersja od 0,25 do 1 karata) chce mieć symbol. Ba, może sobie nawet wybrać stosowny szlif, kolor (żółty, niebieski, różowy) i oprawę. I jeszcze otrzymać certyfikat, potwierdzający autentyczność, wagę, kształt, barwę, rozmiar. Wszystko zgodnie ze sztuką jubilerską. Za kilka lub kilkanaście tysięcy dolarów.

Dla stworzenia diamentu trzeba raptem 250 g prochów, proces produkcji trwa 18-26 tygodni. A ponieważ spopielałe ludzkie szczątki zajmują zwykle 2,5-3,5 litrową urnę, całą resztę można po prostu pochować.

Od kilku miesięcy amerykańska firma reprezentowana jest w Polsce (powstała spółka cywilna), nawiązuje kontakty z przedsiębiorcami pogrzebowymi.

- Nie wykluczam współpracy, jeśli i u nas pojawią się klienci zainteresowani Diamentami Pamięci – mówi Jarosław Kammer, prezes zarządu PPU „Zieleń” sp. z o.o. w Gdańsku.

Na razie ewentualni klienci do sprawy podchodzą ostrożnie. Nawet zwolennicy kremacji uważają, że lepiej mieć bliskich zmarłych w pamięci niż na palcu. Ale za parę lat, kto wie…

A dystrybutorzy amerykańskiej firmy zapowiadają, że w listopadzie zaprezentują ofertę podczas III Targów Funeralnych Memento’2006 w Warszawie.



Komentarze (6):

Sortuj komentarze:

Krzysztof R.
  • Krzysztof R.
  • 13.12.2010 23:25

Polecam stronę www.caliarozanscy.eu ---> mają aktualny oraz kompletny cennik usług pogrzebowych ... niestety w wielu firmach zapominają o podaniu na wstępie wszystkich cen

Komentarz został ukrytyrozwiń
e.sobieroj
  • e.sobieroj
  • 12.11.2010 10:52

To cenne informacje dla zainteresowanych tematem .
Panowie zdaja sie czepiac pisowni i formy powyzszego tekstu .

Komentarz został ukrytyrozwiń

Czy w krematorium w Gdańsku mają takie same piece jak w Szczecinie - bo słyszałem że tam też jes piec szwedzki, ale na stronie producenta pieców http://www.piecetabo.pl nie widziałem żadnych informacji o Szczecinie - a wiem że tam jest krematorium.

Komentarz został ukrytyrozwiń

*Tylko 5 proc. zmarłych Polaków ulega kremacji* - oczywiście, że to niestylistycznie.
Nawet *ciał* niewiele zmienia, choć uściśla (i to słuszna uwaga).

Komentarz został ukrytyrozwiń

"(..) Polaków ulega kremacji" --- chyba...ciał Polaków podlega (lub poddawane jest) kremacji. Aktualny tytuł jest dość... makabryczny.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Pierścionek z truposza można podarować lubej na Halloween...

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Reklama
Copyright 2014 Wiadomosci24.pl

Witryna korzysta z plików cookies oraz informacji zapisywanych i odczytywanych z localStorage, aby dopasować interesujące treści oraz reklamy. Korzystanie z serwisu bez zmiany ustawień przeglądarki, w szczególności w zakresie cookies, oznacza, że pliki będą umieszczane na urządzeniu końcowym. Możesz zmienić ustawienia przechowywania i dostępu do cookies i localStorage używając ustawień przeglądarki lub używanego urządzenia. Szczegóły w Polityce Prywatności.

Zamknij